Muv-Luv Unlimited

Nie raz wykorzystywano motyw przeniesienia do innego lub alternatywnego świata, czy to w grach, czy w innych produktach kultury. Zapewne Takeru, główny bohater recenzowanego przeze mnie wcześniej Muv-Luv Extra, nieraz miał z nim styczność. Jednak śledzić z ekscytacją poczynania fikcyjnej postaci to jedno. Natomiast poznać na własnej skórze, jak to jest, gdy życie zostaje wywrócone do góry nogami, to zupełnie co innego. Właśnie taką zmianę perspektywy przedstawia Unlimited.

Recenzję napisała KotStation

Wszystko zaczyna się niespodziewanie, bez żadnych znaków ostrzegawczych. Takeru wstaje z łóżka, jak co dzień, ale szybko odkrywa, że coś się zmieniło. Dzisiaj nie miał żadnego kontaktu z Sumiką ani Meiyą, mimo że weszło to już do jego codziennej rutyny. Gdy wychodzi z domu, odkrywa powód tej przemiany – znalazł się w świecie całkowicie zniszczonym wojną. Z początku na widok oglądanych na żywo mechów z jego ulubionej gry czuł leciutką ekscytację. Zdawało mu się też, że to tylko sen, ale gdy w miejscu szkoły zobaczył akademię wojskową, a za włóczenie się w jej pobliżu bez identyfikatora trafił do aresztu, poczuł, że to wszystko jest na poważnie. Dzięki interwencji Yuuko, w normalnej rzeczywistości jego nauczycielki fizyki, zamiast stracić życie, rozpoczął je na nowo jako kadet oddziału 207.

Jak więc się zapewne już domyślacie, atmosfera jest poważniejsza niż w Extra. Takeru teoretycznie przebywa w tym samym świecie, co wcześniej, ale ze względu na to, co się zdarzyło w tej linii czasowej, wszystko wygląda zupełnie inaczej. A tym, co się wydarzyło, jest wojna z obcą cywilizacją, wobec której ludzkość była praktycznie bezbronna, co skończyło się ogromnymi zniszczeniami i konfliktami między narodami. Nasz bohater musi teraz odnaleźć się w rzeczywistości tak odmiennej od tej, do której był przyzwyczajony. Na dodatek bez swojej przyjaciółki, która, jak się okazało, w tej wersji świata nie istnieje. Fabuła Unlimited skupia się więc przede wszystkim na nim. Czasowo obejmuje po prostu szkolenie na pilota, a wątek polityczny czy militarny nie pojawia się jeszcze w pełni (jest jednak wyraźnie zaznaczony) . Można wręcz powiedzieć, że Unlimited to swego rodzaju wprowadzenie do alternatywnego uniwersum, by zarówno gracz, jak i główny bohater, mogli się do niego przyzwyczaić.

W tym „wprowadzeniu” znalazło się jednak więcej godnych uwagi elementów, niż można by było się spodziewać. Po pierwsze, samo tempo akcji zostało podkręcone, a scenarzyści zadbali o to, by codzienne opowieści ze szkolenia urozmaicić różnymi ważnymi, losowymi i niespodziewanymi wydarzeniami. Po drugie – i ważniejsze – postanowili, by z rozwoju głównego bohatera uczynić główną oś fabularną i był to pod wieloma względami dobry wybór. Jego dotychczasowy charakter pasował do poprzedniej konwencji, ale przy aspiracjach scenarzystów do napisania quasi-dramatu wojennego, wypadało pogłębić protagonistę. Udało im się to i uzyskali naprawdę naturalny rezultat, bo w Takeru widać uczucia po prostu ludzkie. Dobrze ujęto jego zagubienie i niezrozumienie, gdy zostaje wrzucony w sytuację, w której musi całkowicie przeobrazić swój sposób myślenia, a otoczenie wcale mu nie pomaga. W starciu z nową rzeczywistością zaczyna zadawać sobie pytania i myśleć o tym, co naprawdę jest ważne. Obserwowanie, jak z nieco rozpieszczonego i dość lekkomyślnego nastolatka zmienia się w kogoś, na kim można polegać, jest nawet ciekawsze niż, jak na razie, sam wątek konfliktu. Niestety, przy pisaniu metamorfozy Takeru scenarzystom zdarzało się popadać w niemalże hollywoodzki patos. Przy niektórych jego deklaracjach miałam wręcz wrażenie, że w tle zacznie majestatycznie powiewać flaga Stanów Zjednoczonych.

Skoro tyle uwagi poświęcono głównemu bohaterowi, to czy pozostałe postaci na tym straciły? Szczerze mówiąc, ciężko powiedzieć. Dobrze oddano drobne różnice w ich charakterach z „normalnego” świata, ale mam wątpliwości, czy przedstawiona w Unlimited osobowość jest w pełni wiarygodna. Z jakiegoś powodu w tej części miałam wrażenie, że twórcy nie zgłębili wystarczająco kwestii tego, jak bohaterowie odnajdują się w świecie ogarniętym wojną, a przez to zostały spłaszczone emocjonalnie. Trzeba jednak oddać twórcom honor – na pewno starali się stworzyć okazję. Fabuła ma konstrukcję epizodyczną, w której poszczególne części zawierają wydarzenia szczególnie ważne, przy czym w każdej z nich na pierwszy plan wysuwa się inna z dziewczyn (nie licząc wspólnego rozdziału z Chizuru i Ayamine). „Czasem ekranowym” obdarzono je po równo – szkoda tylko, że ze względów fabularnych zabrakło Sumiki, która dobrze dopełniała dynamikę między postaciami w poprzedniej części. Bliżej poznajemy za to Yuuko oraz nową postać, Yashiro Kasumi, trudno mi jednak powiedzieć, by była wystarczającą rekompensatą. Mimo wszystko, było to konieczne dla fabuły, a balans zachowano, co się ceni.

O ile całość fabuły Unlimited oraz jej otwarte, zostawiające poczucie niedosytu zakończenie oceniam wysoko, o tyle finał wątków romantycznych sprawia spory zawód. Mam wręcz wrażenie, że randkowanie zostało tu wciśnięte na siłę, żeby spełnić prawidła gatunkowe oraz mieć pretekst do umieszczenia sceny erotycznej dla każdej z bohaterek. Po pierwsze, nie ma tu ścieżek jako takich, wybór danej postaci wiąże się jedynie z  kilkoma dodatkowymi dialogami. Po drugie, epilogi, choć osobne dla wszystkich dziewczyn, są strukturalnie bardzo podobne i „widząc jeden, widziałeś je wszystkie”. Zresztą sam sposób, w jaki napięcie romantyczne zostało rozwiązane, był naprawdę słaby i jeśli ktokolwiek nastawiał się na te wątki, będzie zawiedziony. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że Muv-Luv Unlimited skupia się raczej na innych elementach fabuły, a do nich zastrzeżeń mam już mniej. Czasem trudno też nie zauważyć, że występuje problem z balansowaniem między poważnym klimatem, a komediowymi wstawkami. Jednak nadrabiają to smakowite kąski zwiastujące intrygę, która pojawi się w następnej części. Unlimited właściwie nie przedstawia wojen ani konfliktów wewnątrz instytucji, ale dobrze sygnalizuje wiele wątków, które prawdopodobnie zostaną rozwinięte w Alternative.

Jak można się domyśleć, pod względem technicznym niewiele jest różnic pomiędzy Unlimited a Extra. Mimo tego militarna stylistyka sprawia, że gra wygląda przyjemniej i bardziej estetycznie – zarówno pod względem projektów postaci, otoczenia, jak i interfejsu. Ponadto więcej akcji oznacza więcej możliwości do wykorzystania animacji. Zobaczymy w nich walki mechów, które dzięki dynamice ruchu robią znacznie większe wrażenie, niż gdyby wykorzystano do tego tylko i wyłącznie tekst oraz nieruchome obrazki. Raz nawet pokuszono się o zrobienie w pełni animowanej wstawki, która była wyjątkowo przyjemna dla oczu. Ilustracje prezentują podobny poziom, co Extra, choć w kwestii różnić występuje w nich jedynie trochę więcej nagości. Z kolei o soundtracku wciąż mam takie same nic do powiedzenia, co wcześniej, chociaż dzięki zmianie settingu pojawia się kilka pobrzmiewających patosem melodii. Wciąż jednak trudno mówić o czymkolwiek godnym uwagi.

Krótko mówiąc, Muv-Luv Unlimited jest jak  dobry i zachęcający do dalszego poznawania fabuły… trailer, co prawda trwający ponad 10 godzin, ale jednak trailer. I jak na tę formę przystało, pozostawia duże poczucie niedosytu, ale równie dużo obiecuje. Jednak to, jak twórcy poradzili sobie z poważniejszym podejściem przy Unlimited, pozwala wierzyć, że Alternative podbije ten poziom. A ja chcę w to wierzyć, więc nie mogę doczekać się przechodzenia następnej części, bo potrzebuję więcej konkretów, więcej „mięsa”! Tymczasem wprowadzenie dostaje dobrą ocenę.


Ocena: 7,5/10


Serdecznie dziękujemy PQube
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Age
Wydawca: PQube
Data wydania: 8 czerwca 2018 r.
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna
Waga: 2,26 GB (część 1 i 2)
Cena: 159 PLN

Może Ci się również spodoba

1 Odpowiedź

  1. alf pisze:

    Kolejna recka Muv Luv. Świetna robota, widać że poziom tej gry rośnie z każdą kolejną częścią 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *