The Count Lucanor

Być może niektórzy kojarzą dawny fandom skupiony wokół pixel-artowych horrorów. Często wyglądały jak rodem wyjęte z RPG Makera i tworzyli je nerdzi nadmiarem kreatywności. Tytuły takie jak Ib, Mad Father czy najbardziej z nich znane Yume Nikki łączy z The Count Lucanor znacznie więcej niż tylko estetyka. Pozycja Baroque Decay również jest raczej umysłową zagadką do rozwiązania niż czymś do jednorazowego przejścia i zapomnienia.

Recenzję napisała KotStation

Zabrzmiało górnolotnie? Może i tak, ale nie zmienia to faktu, że nakreślona w The Count Lucanor fabuła, choć opiera się na prostym zamyśle, zostawia po sobie wiele niewiadomych. Wszystko zaczyna się od tego, że niewdzięczny bachor, 10-letni Hans, będący głównym bohaterem opowieści, postanawia wyruszyć na przygodę, w trakcie której trafia do zamku tytułowego szlachcica Lucanora. Na miejscu wita go pasywno-agresywny kobold, który obiecuje chłopcu fortunę i pozycję przyszłego hrabiego, jeśli zgadnie jego imię. Jako że odpowiedzialność i rozum są u Hansa na podobnym niskim poziomie, decyduje się on podjąć próbę i odnaleźć rozproszone po zamkowych komnatach litery, tudzież poradzić sobie w inny sposób.

Rozgrywka sama w sobie nie jest skomplikowana i opiera się na przygodowej formule. Zwiedzamy zamek i rozwiązujemy zagadki przedstawione w poszczególnych komnatach, często musząc użyć odpowiedniego przedmiotu, a także uniknąć śmierci czyhającej za rogiem. Trzeba tu dodać, że eksplorujemy w denerwująco żółwim tempie, gdyż Hans nie potrafi biegać. Jednak tym, co zwraca na siebie uwagę, jest względna nieliniowość – w grze czasem są skryte alternatywne drogi rozwiązania problemu. Ma to znaczenie dla przełamania monotonii ewentualnych następnych podejść do tytułu, bowiem proste decyzje w rodzaju wyboru drogi lub zdecydowania się na rozmowę z kimś potrafią wywołać lub zablokować możliwość pojawienia się różnych wydarzeń w dalszej części gry. Ponadto ważne jest nie tylko co zrobimy, ale też kiedy to zrobimy.  Na dodatek, choć sama fabuła rozgrywa się linearnie (ale są różne zakończenia), dokonanie wszelkich interakcji, jakich tylko da się dokonać, ma sens.

Żeby jednak uwidocznić ten sens, należy wrócić do tego, o czym mówiłam na początku – gry jako zagadki. Już od początku The Count Lucanor spowija dość surrealistyczna aura, a rzeczywistość ukazuje się w krzywym zwierciadle. Im dalej w las (czy też raczej, im głębiej w zamek), tym bardziej wszystko przypomina senny koszmar. Jednak w tym szaleństwie, którego prawdziwość nie raz można podważyć, ukryto historię samego hrabiego, a także jego córki, Lucrezii. W związku z tym wyciśnięcie 100% zawartości gry pozwala znaleźć dodatkowe wskazówki pomagające w odkryciu prawdy, tudzież interpretacji tej wypełnionej nawiązaniami do zachodniego folkloru pozycji. Takie połączenie motywów baśniowych ze światem grozy i pokrętną logiką zdarzeń sprawia, że historia The Count Lucanor przyciąga do siebie.

Skoro już wspomniałam o grozie, trzeba doprecyzować, jak pozycja Baroque Decay radzi sobie z tym elementem. Niestety raczej przeciętnie, bo trudno tu poczuć autentyczne przerażenie choćby raz. Nie pomaga nawet to, że Hans porusza się wolno, bo jego przeciwnicy są jeszcze wolniejsi. Trzeba jednak pogratulować twórcom stworzenia sugestywnej atmosfery opartej głównie na wspomnianej wcześniej surrealistycznej atmosferze (parę momentów zakrawających na mocny bad trip z pewnością zostanie w pamięci na dłużej), podkreślonej wystrojem lokacji i potworów.

Niezwykle ciekawa jest ścieżka dźwiękowa, bowiem soundtrack do The Count Lucanor składa się wyłącznie… z chiptune’owych wersji utworów Bacha. Niezależnie od tego, jakie przeczucia wzbudza w was ten pomysł, mogę zapewnić, że finalne wrażenia ze słuchania tego są co najmniej dobre, co podkreśla unikalność obcowania z tą grą. Z kolei oprawa graficzna wpisuje się w ogólną modę na piksele, ale nie powala jakością. Jest po prostu przyzwoita, chociaż nadrabia trochę designem, niewystarczająco jednak, by warto było dłużej o niej wspominać.

Skoro przyszedł czas. by zaprzestać dłuższego wspominania, krótko powiem, że The Count Lucanor to pozycja, która wzbudza dość mieszane uczucia. Jednym z oblicz tej gry jest ślamazarna, archaiczna rozgrywka przepełniona nieciekawymi zagadkami, a okrasza to przeciętna oprawą retro. Intrygujący, baśniowy labirynt fabuły czarujący swoim sennym surrealizmem to drugie, o wiele ciekawsze oblicze i mnie ostatecznie „kupił” ten zamysł. Chociaż gra jest krótka (około 3h na jedno przejście), myślę, że na promocji warto brać.

PS. Po premierze pojawiły się informacje, że w grze znajduje się błąd blokujący rozgrywkę. Rzeczywiście taki był, ale pobranie patcha go naprawia. Niestety został/pojawił się inny bug – przy ponownej próbie włączenia aplikacji z grą może pojawić się informacja o za małej ilości wolnej pamięci i aplikacja się nie odpali. W takim przypadku zostaje tylko przeinstalować grę.


Ocena: 7/10


Producent: Baroque Decay
Wydawca: Merge Games
Data wydania: 9 stycznia 2018 r.
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna
Waga: 213 MB
Cena: 59 PLN

Gra jest również dostępna na Nintendo Switch w cenie 60 PLN.


Tekst powstał dzięki naszej współpracy z Play-Asia! Dzięki Waszym zamówieniom zrobionym tam przez wejście przez nasz reflink (w banerze poniżej) oraz/lub z użyciem naszego kuponu zniżkowego będziemy w stanie zrecenzować jeszcze większą liczbę gier.

play-asia-bannerplay-asia_mypsvita


 

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *