Exist Archive: The Other Side of the Sky

Gdy wszystkie materiały prezentowały ciekawą historię, piękną grafikę oraz ciekawą rozgrywkę, nie oczekujemy niczego innego, niż sukcesu. Mamy więc kolejny hit?

Leżymy na dnie krateru, przy nas klęczy koleżanka, dwoje przyjaciół woła do nas z góry. Chyba jesteśmy ranni, chyba umieramy, chyba przenosimy się na drugą stronę. O dziwo budzimy się, ale świat jest inny. Towarzyszy nam nieznajoma o takim samym jak nasz kolorze włosów – niebieskim. Od tego momentu bieg zdarzeń nabiera pędu. Spotykamy kolejne postaci i dowiadujemy się, że jesteśmy naczyniem dla jakiegoś nieśmiertelnego bytu, dzięki czemu zyskaliśmy długowieczność. W tle rozgrywa się jakiś konflikt, przewijają się potężne istoty, a świat, jak był tajemniczy, tak jest nadal, bo zamiast go zgłębiać, poznajemy… rodzinne życie bohaterów. Ważne za to jest to, że chcemy wrócić do domu, a do tego potrzebne są kryształy. Zbieramy je, bo pewna istota mówi nam, że tak należy zrobić. Niczego nie negujemy, nie odkrywamy historii i sekretów innego świata, po prostu zbieramy kryształki. A szkoda, bo patrząc na futurystyczne urządzenia, aż chce się dowiedzieć o nich czegoś więcej. W końcu ile można słuchać o czyichś lepszych lub gorszych relacjach z rodziną? Niestety z tego powodu fabuła gry do siebie nie przyciąga. Fakt, wątek rodzinny bohaterów jest istotny, ale o wiele ciekawsze byłoby szersze przedstawienie potężnych istot i pozostałych intrygujących elementów tego świata.

2016-10-19-193453

Kampania składka się ze zlepka zadań. Po ukończeniu jednego wyskakuje nam komunikat, że dostępna jest nowa misja, więc lecimy ją wykonać, tym samym popychając fabułę, i tak w kółko. Zlecenia wiążą się tylko i wyłączenie z dojściem do jakiegoś punktu na mapie, gdzie w 70% przypadków czeka na nas boss. Do punktów docelowych dotrzemy, przemierzając dwuwymiarowe lokacje, na których znajdziemy przedmioty i przeciwników. Wraz z postępem gry uzyskamy nowe umiejętności, które sprawią, że dostaniemy się w nowe miejsca, więc eksploracja stanie się bardziej zręcznościowa. Walki z kolei zaczynają się, gdy zetkniemy się z czerwonymi chmurkami, które reprezentują wrogów. Jeśli my będziemy inicjatorami, pierwszy ruch będzie należał do nas, w innym przypadku rozpoczniemy od odpierania ataku. Jest to o tyle istotne, że duża liczba przeciwników może nam ładnie napsuć krwi już na początku. Same starcia polegają na wybieraniu postaci, które zaatakują, dopóty mamy punkty ruchu. Można więc atakować całym zespołem, ale równie dobrze tylko jedną postacią. W moim przypadku skończyło się to na jednej kombinacji, której używałem przez całą grę. Ataki można customizować, ale jedyną pomocą przy tym jest opis ich charakterystyki, który niestety nie zawiera żadnych danych o zadawanych obrażeniach. Tak samo ma się sprawa z umiejętnościami pasywnymi, które możemy ustawić. Chwilę się tym pobawiłem, ale że za bardzo nie wiedziałem, co robię, odpuściłem to sobie… Wracając jeszcze do walk. Zaraz po tym, gdy wykorzystamy nasze punkty ruchu, przeciwnicy dostają swoją szansę na zemstę. Ale, zanim to nastąpi, dostajemy kolejną pulę punktów, którą wykorzystujemy do ustawienia defensywy. Musimy wyczuć, które postaci zostaną zaatakowane, aby zminimalizować ich zużycie, co zapewni nam dodatkowe punkty dla ataku.

2016-10-24-060754

Oczywiście po walkach dostajemy doświadczenie i przedmioty. To pierwsze w odpowiednich ilościach podnosi poziom bohaterów. Gra nie ma limitu setnego, więc, kończąc przygodę z produkcją, byłem gdzieś na 120 levelu, ale do końca nie wiem, czy miało to wpływ na statystyki. Siła i obrona naszych postaci w głównej mierze zależy od ekwipunku. A ponieważ zdarzają się walki, za które dostajemy 20 przedmiotów, trzeba co chwilę sprawdzać, czy nie wpadło czegoś lepszego. Ewentualnie można ustawić… autocustomizację. W skrócie wygląda to tak: wygrywa się kilka walk, zbiera nowe przedmioty, klepie autocustomiozację, odpady się sprzedaje. Z racji tego uproszenia nawet nie zwracałem uwagi, jakie umiejętności dodatkowe miały bronie. Niby jeden rodzaj może mieć dziesiątki wersji, ale nie warto było się w to wgłębiać.

2016-10-19-220958

Levelowanie daje nam jednak jedną rzecz, którą zauważymy – punkty umiejętności. Każda postać może poznać skille reszty składu (w późniejszej fazie gry), ale bez użycia punktów nie podniesiemy ich poziomu, co często przekłada się na odblokowanie nowych. Już Wam wspomniałem, że umiejętności są kiepsko przedstawione, więc trudno się w nich odnaleźć. W związku z tym do końca gry leciałem na podstawowych, i przeszedłem ją, bez problemu…

Exist Archive wyszło także na PS4, więc, domyślnie, nie powinno wyglądać źle, i potwierdzam to. Tła są naprawdę ładne, ataki efektowne, ale… Gdzie jest płynność, ja się pytam?! Gra tylko w niektórych sytuacjach chodzi płynnie, więc właściwie można powiedzieć, że frame rate ssie cały czas. Żeby nie było, grać się da, ale gładkiego przebiegu rozgrywki się nie spodziewajcie. Produkcja potrafi także zaskoczyć błędami graficznymi – szczytem wszystkiego był brak tekstur postaci, zostały po nich same cienie i gałki oczne(!). Kilka razy grę przerwał mi jeszcze błąd wywalający aplikację… Na szczęście, jeśli chodzi o oprawę audiowizualną, przynajmniej ta pierwsza nie denerwuje i trudno jej coś zarzucić. Zarówno dubbing, jak i ścieżka dźwiękowa są przyzwoite.

2016-10-29-231057

Miał być hit, kolejny killer, wyszło jak zawsze. Niestety EA to gra, która nie wie, jaki kierunek ma obrać. Fabuła nie trzyma, niemal całkowicie pomijając coś, co mogłoby zainteresować gracza. Gameplay, wyglądający na przemyślany, jest bardzo nużący. Mimo dużej opcji dostępnych graczowi nie mamy potrzeby z nich korzystania. Grę przeszedłem jednym składem, używając tego samego zestawu ataków. Skille rozwijałem tylko dlatego, że zalegały mi punkty. Jednak nie to jest największym minusem Exist Archive. Problemy z płynnością i błędy wyrzucające z gry wbijają gwóźdź do trumny. Cóż, póki nie wyjdzie łatka poprawiająca techniczne problemy, nie polecam. Jeśli naprawią, to lepiej traktować to jako jeden z wielu RPGów, które są na Vitę. Dla tych lubiących taki rodzaj rozgrywki.


Plusy:

  • Ciekawie zapowiadający się świat
  • Dobra oprawa audio

Minusy:

  • Płynność, a raczej jej brak
  • Fabuła skupiająca się za bardzo na życiu osobistym bohaterów
  • Błędy resetujące grę (i gra w stresie, czy po 2 godzinach eksploracji nagle nie wyskoczy)

Fabuła: 6
Grafika: 5,0 (jeśli poprawią płynność – 8)
Dźwięk: 7
Gameplay: 6

Ogólna ocena: 5,5/10 (7/10 po naprawieniu błędów)


Serdecznie dziękujemy Aksys Games
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Tri-Ace
Wydawca: Aksys Games
Data wydania: 18 października 2016 r.
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna
Funkcje crossowe: – save
Waga: 3.2 GB
Cena: 169 PLN

Możesz również polubić…

8 komentarzy

  1. Darkly_C pisze:

    Wszyscy tutaj doskonale wiemy, że obiektywna recenzja/ocena to oksymoron co nie zmienia faktu, że pisząc o czymś możesz uwzględniać fakty, być rzetelnym i nie oceniać poprzez pryzmat twoich własnych uprzedzeń. To właśnie jest ‘obiektywna ocena’
    Ale dzięki Roller, bardzo dużo wniosłeś do dyskusji.

    • Roller pisze:

      Po części masz rację, ale niestety nie jest tak różowo jak się wydaje. Znajomość poprzedników albo podobnych gier tego samego studia przed zabraniem się do recenzji to nigdy nie jest zły pomysł, problem pojawia się wtedy gdy wydawca rzuca kod do gry i daje deadline, a wtedy czasu na ogranie dużego RPGa i napisanie recki nie jest dużo, nie mówiąc już o jakimś nadrabianiu serii.
      Ale takie recenzje też mają sens – możesz poznać opinię człowieka, który nigdy nie grał w Valkyrie Profile i nie ocenia przez jej pryzmat. Może nie tego szukasz, ale wiele ludzi pewnie nie grało w VP, a chciałyby się dowiedzieć jak wypada gra dla kogoś niezaznajomionego.

  2. hrist pisze:

    /ctrl+f Valkyrie Profile/. Nie czytam nawet bo nie ma po co. Nic dziwnego, ze badziew pokroju Yomawari malujecie tu na drugie nadejscie Chrystusa jak nie potraficie sie odniesc do tej gry w kontekscie poprzedniczek.

    • Quithe pisze:

      Tak bardzo pokpić sprawę… Trzeba teraz skasować nie tylko tę reckę, ale i całego bloga!

      • Darkly_C pisze:

        Można odpowiedzieć wyolbrzymiając komentarz kolegi by zabrzmiał on śmieszne, ale można by też sprawdzić czy faktycznie ocenianie EA bez choćby wspomnienia o VP nie jest przypadkiem śmieszne. Bo wiecie EA jest i od początku było w zamyśle ukłonem dla fanów VP. Duchowym następcą. Fani tej kultowej produkcji którą autor recenzji najwidoczniej nie zna odnajdą tutaj masę odniesień i smaczków.
        Powyższe potrafią naprawdę zmienić odbiór tej pozycji, zapewniam.
        Nie rozumiem też oceny grafiki, omawiana produkcja to czy tego chcemy czy nie jedna z ładniejszych produkcji na Vicię a zarzuty odnośnie płynności są nieco wyolbrzymione szczególnie w kontekście kieszonsolki. Grafika: 5. Naprawdę? Wspomne tylko jeszcze, że na spadki płynności mamy już rozwiązanie a jego nazwa to Better Amphetamin. Polecam

        • Quithe pisze:
          1. Trzeba by znać VK. Czy Arst (autor recki) zna, nie mam pojęcia. Ja np. nie znam i gdyby mi przyszło pisać, też bym nie wspomniał. Jeśli komuś brakuje odniesienia, zawsze może poczytać o grze gdzie indziej.
          2. Gdyby kolega napisał koment w innym tonie, dostałby inną odpowiedź 🙂
          • Darkly_C pisze:

            Sęk w tym, że odniesienia brakuje samemu recenzentowi a to już problem bo ocena przez to nie jest obiektywna.
            Co do hrista może masz i rację…

          • Roller pisze:

            Ocena z definicji jest subiektywna, nie obiektywna.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.