Punch Line

Majtkowa gra, szczególnie typu visual novel, może kojarzyć się z randkowaniem czy jakimś innym powodem dla zdobywania punktów uczuć. Co ciekawe, w Punch Line nic takiego nie ma.

Wcielamy się w Yutę, chłopaka, który umarł. Przynajmniej tak mu i nam na początku się  wydaje – w końcu odzyskał przytomność jako duch. Ostatnie, co pamięta, to że był w autobusie, który został porwany. Jemu i pozostałym pasażerom próbowała pomóc superbohaterka Strange Juice. Została jednak przyparta do muru, a raczej podłogi, i to właśnie wtedy Yuta aktywował specjalną moc i wyleciał ze złoczyńcą przez szybę prosto do wody. Tak, taki mocny początek zaserwowali nam twórcy. Potem akcja zwalnia, bo przecież musimy się rozeznać w swojej duchowej postaci oraz ogólnie sytuacji. A ta z czasem okazuje się coraz bardziej zagmatwana, wliczając w to fakt, że to właśnie nad głównym bohaterem ciąży utrzymanie świata w jednym kawałku…

Pod względem gatunku dostajemy przede wszystkim komedię, która została osadzona w świecie z ciążącym nad nim kataklizmem. I, co ciekawe, takie połączenie wyszło scenarzystom na tyle dobrze, że całość śledzi się z zaciekawieniem i często z uśmiechem na twarzy. Już sam fakt, że główny bohater i jego, hm, mentor, są duchami, a właściwie ciałami astralnymi, daje dobry wstęp do komedii pomyłek. Do tego dochodzi jeszcze osadzenie akcji w domu na odludziu, w którym mieszkają cztery dziewczyny. Każda ma kompletnie inny charakter, co nieraz prowadzi do spięć pomiędzy nimi. Nie pomagają też dziwne sytuacje, jak  to, że jedna panna weszła w posiadania niedźwiadka, a inna głośno obmacuje manekina. Ale, jak to z takimi grupkami bywa, ich jednostki starają się nawzajem wspierać, czasem też w najgłupszy możliwy sposób (maska z gołębią głową z kolekcjonerki ma naprawdę konkretne znaczenie!). Same dialogi zostały humorystycznie rozpisane (objaśnienie Rabury, dlaczego życie bez miłości jest jak zupa z samym miso) oraz nie brakuje humoru sytuacyjnego (zastanawialiście się kiedyś, jak naprawdę wygląda przemiana w magiczną dziewczynę?). Naturalnie do tego jeszcze dochodzi humor majtkowy, wynikający z mocy Yuty. Trzeba jednak przyznać, że aż tak dużo go nie ma, co w sumie jest na plus.

Sama historia kręci się wokół wspomnianego już potencjalnego końca świata. Jednak to, że świat się skończy, gdy Yuta podnieci się na widok damskich majtek, jest tylko jednym z elementów większego łatafaka. Już wspomniałem o supermocach, które przejawia sam protagonista, a także ma je wymieniona już Strange Juice. Do tego dorzućmy jeszcze sektę, która chce końca świata. Poza tym mamy do czynienia z osobami i zwierzętami w ciałach astralnych. Jeśli jeszcze Wam mało, twórcy podbili pakiet o takie rzeczy jak, podróże w czasie, genetycznie modyfikowane organizmy, roboty, opętania i… okej, tego, co chciałem, już nie napiszę, tak będzie lepiej dla tych, którzy zagrają. Mogłoby się wydawać, że taki kogel-mogel to przesada, ale mimo to przez większość czasu wszystko to gra ze sobą co najmniej dobrze, a tym samym trzyma nas w zaciekawieniu, również dlatego, że dostarcza kilku zwrotów akcji. Najsłabszym elementem jest przeszłość kilku osób, która choć ogólnie została sensownie wkomponowana w całość, tak jednak mniej więcej w 2/3 gry zostaje w dość zagmatwany sposób objaśniona.

Rozgrywka to w znacznej mierze przeklikiwanie dialogów. Ale w pierwszej połowie dwa, trzy razy na rozdział musimy wykorzystać duchowe moce. Przeskakujemy wtedy do widoku z pierwszej osoby i szukamy rzeczy, którymi możemy poruszyć. W pierwszym typie płatania figli zdobywamy kawałki dusz, aby rozwinąć swój poziom. Skupiamy się wtedy na jednej dziewczynie i klikamy kolejne opcje, które mogą ją przestraszyć. Niektóre spowodują, że przewróci się i pokaże bieliznę, za co dostaniemy więcej punktów, ale łatwiej będzie zniszczyć świat. Może też dojść do tego, gdy będziemy rozglądać się po pokojach. Jeśli pasek podniecenia dojdzie do maksa, to koniec, powtarzamy całą zabawę. Przy zwykłym płataniu figli nie powinno do tego dochodzić zbyt często, ale sprawa staje się bardziej zagmatwana, gdy musimy stworzyć ciąg zdarzeń, aby zmusić dziewczyny do podjęcia jakiejś akcji. Przede wszystkim, jeśli nie uda nam się dokonać odpowiednich wyborów, to zaliczymy powtarzanie całkości. Poza tym bywa, ze łatwiej nabić pasek podniety, a potem dojdzie jeszcze ograniczenie czasowe. Zabawa jednak jest w miarę przyjemną odskocznią od czytania i nie powinna nikomu sprawić większych trudności. Nie wpłynie też na zakończenie gry, a są dwa – dobre i złe. To właśnie w drugiej połowie gry przestaniemy straszyć i będziemy co jakiś czas dokonywać wyboru, jaką akcję wykonać. Jeśli konsekwentnie będziemy iść jedną ścieżką, dostaniemy odpowiednie zakończenie, i analogicznie z drugą.

W przypadku oprawy graficznej też dostaliśmy pomieszanie. Same dialogi zostały pokazane w 3D. Występuje w nich dużo ruchu, działań, mimiki i gestykulacja, dzięki czemu ma się wrażenie oglądania animca, w czym zresztą pomaga sposób przedstawienia postaci. Jakość tych wstawek jest przyjemna dla oczu, choć czasem rzucą się w oczy pójścia na skróty (słabszej jakości tekstury elementów wystroju czy tp.). Oczywiście figle płatamy w tym samym 3D, w końcu inaczej byłoby ciężko je wykonać. Twórcy jednak nie oszczędzali na wstawkach animowanych, dzięki czemu wszystkie dynamiczne sceny wyglądają naprawdę dobrze i jeszcze lepiej można poczuć tę akcję. Pod względem wizualnym jest bardzo dobrze, tak muzyka już jest raczej nijaka. Może dwa, trzy utwory trochę bardziej zwracają na siebie uwagę, ale pozostałe służą tylko jako wypełniacz, choć, na szczęście, pasujący. Za to bardzo dobrze swoje zadanie wykonali aktorzy głosowi, którzy odpowiednio przekazują emocje i pasują do swoich postaci. Do Yuty trzeba się jednak przyzwyczaić, ale jest to potem uzasadnione.

Punch Line jest postrzeloną visual novelą, w której dominuje humor. Żarty i gagi nie powodują za każdym razem salw śmiechu, ale zdarzyło mi się kilka razy roześmiać na głos i ogólnie utrzymywały mnie w dobrym nastroju. Żeby nie było, że jest tylko śmiesznie, to zaznaczę, że pojawia się kilka troszkę bardziej emocjonalnych oraz poważniejszych scen. Generalnie pod względem historii jako takiej jest ciekawie i tak właściwie dopiero w końcówce pojawia się trochę zamieszania, szczególnie przy próbie wytłumaczenia przeszłości kilku postaci. Irytujące natomiast jest to, że podczas przechodzenia gry nie można przewijać openingu i endingu, które pojawiają się w każdym rozdziale gry (całość jest stylizowana na serial anime). To samo też tyczy się scenek przy spalonych figlach. Skoro już przy figlach jestem, to są ciekawą odskocznią od dialogów i to w sumie wystarczy. Natomiast cały ten majtkowy biznes nie jest aż tak nachalny i częsty, jak mogłoby się wydawać po obejrzeniu materiałów promocyjnych, więc to też wypada na plus. Tak więc polecam, jeśli szukacie nowego czytadła na Vicie.


Ocena: 7,5/10


Serdecznie dziękujemy PQube
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: MAGES., 5pb
Wydawca: PQube
Data wydania: 31 sierpnia 2018 r.
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna
Waga: 2,19 GB
Cena: 159 PLN

Zobacz także:

2 komentarze

  1. alf napisał(a):

    Błędy stylistyczne:
    1. Jest „życie bez miłość” –> powinno być „życie bez miłości”
    2. Jest „jak wygląda przemianę” –> powinno być „jak wygląda przemiana”
    3. Jest „ma je wymiona już Strange Juice” –> powinno być „ma je wymieniona już Strange Juice”
    4. Jest „nie wpłynie też na zakończenie gra” –> powinno być „nie wpłynie też na zakończenie gry”

    Poza tym, recka konkretna – opisująca o co właściwie chodzi w tej grze, co jest ciężkie do wykumania dla kogoś kto stoi przed jej zakupem. Fajnie, że takie niszowe gierki dostają reckę na polskim portalu, w polskim języku. Super!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *