Cybarian: The Time Travelling Warrior

Są takie gry, które nie wchodzą już od pierwszego uruchomienia. Niekoniecznie są złe, ale danemu graczowi albo nie leżą, albo coś nie styka. I tak właśnie jest z Cybarianinem.

Gra zaczyna się od animacji, w której oglądamy, jak jakiś barbarzyńca pokonuje różne przeszkody i w końcu dostaje się do wspaniałego miecza. Po wyrwaniu go ze skały zostaje wysłany w przyszłość… W związku z tym akcję jako taką zaczynamy w cyberpunkowym świecie. Nasz cybarianin na początku zna tylko dwa ruchy – skok i atak – a poza tym porusza się całkiem szybko. I właśnie już atak budzi zastrzeżenia. Barbarzyńca jako pierwszy cios wyprowadza pchnięcie, co jest kompletnie nienaturalne, a przynajmniej w stosunku do innych gier, więc już w tej kwestii czuć, że coś jest nie tak. Następnie trzeba nauczyć się, kiedy następne dwa razy klepnąć kwadrat (miecz staje się żółty, to taka podpowiedź), aby wyprowadzić combo. Każdy błąd to chwilowa strata panowania nad postacią. Wygląda więc na to, że twórcy próbowali zrobić system walki oparty na planowaniu i zdolnościach, ale kłóci się to z całą resztą elementów…

Reszta elementów, to miks topornych przeciwników z elementami platformowymi. W jakiś dziwny sposób w ogóle nie mogłem wyczuć tej gry, może właśnie przez tę próbę zrobienia z niej czegoś niby precyzyjnego. Weźmy takie walki. W drugim etapie mamy już odblokowane przeturlanie się, a grubas z kijem wymaga kilku trafień. Potrójne combo nie przejdzie, bo wróg nie odczuwa cięć, więc sam w końcu wyprowadza atak. Musimy więc odpowiednio manewrować turlaniem się, aby go ciachać. Sęk w tym, że bardzo łatwo zrobić wszystko za szybko, przez co trafimy na nieodwróconego grubasa i jego atak. Podobnie wygląda kwestia omijania różnych pułapek, tyle że to one często są za szybkie, szczególnie laser. Poza tym przypadkowe wciśnięcie ataku, a potem skoku, czy próba wyskoczenia z ataku nie działa, więc trzeba dbać o precyzję wciskania przycisków.

Cybarian: The Time Travelling Warrior zacząłem na normalu, ale po trzech próbach przejścia pierwszej planszy wróciłem do głównego menu, by wybrać easy i zacząć od nowa. Zmieniło się tylko tyle, że dostałem trzy serduszka więcej… Liczba cięć potrzebna do utłuczenia wrogów pozostała ta sama, ich rozłożenie także jest bez zmian. Tylko dlatego, że zdążyłem zapamiętać rozkład oraz jak mnie więcej rozprawić się z pułapkami z pierwszego poziomu, zdołałem go przejść. Boss już taki zły nie był, wystarczyły trzy podejścia. Ale już na drugiej planszy, gdy jakoś w czwartym podejściu udało mi się zajść całkiem daleko, rzuciłem tę grę w cholerę, bo zostałem cofnięty na początek planszy… Mam wrażenie, że twórcy nie mogli się zdecydować, co chcą osiągnąć. Z jednej strony, głównie z powodu szybkości ruchów, wydaje się, że miała to być typowa platformówka akcji. Z drugiej, system walki sprawia wrażenie czegoś zupełnie przeciwnego. Jeśli ta druga opcja była bardziej zgodna z wizją twórców, to powinni pójść w stronę chociażby Slaina. Jednak skończyło się na mydle z powidłem, które nie przywodzi mi na myśl żadnego grona odbiorców. Ponieważ ledwo zacząłem, a już odpadłem, to oceny nie dam. Za to zostaliście ostrzeżeni. Swoją drogą, o oprawie AV nic nie wspomniałem. Grafa jest w porządku, choć przy pojawieniu się trofka i zabiciu przeciwnika wszystko zawalania. Natomiast muzyka to koszmar dla uszu… Upierdliwe, niby stare, na dodatek zapętlone dźwięki tylko drażnią bębenki i sprawiają, że od razu chce się je wyłączyć.


Serdecznie dziękujemy Ratalaika Games
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Ritual Games
Wydawca: Ratalaika Games
Data wydania: 19 czerwca 2019 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Funkcje crossowe: -buy z PS4
Waga: 34 MB
Cena: 21 PLN

Gra jest również dostępna na Nintendo Switch w cenie 20 PLN.

Może Ci się również spodoba

1 Odpowiedź

  1. Skorrpion pisze:

    Szkoda…. trochę nastawiłem się na ten tytuł, ostatnio polubiłem tego typu gry. :/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *