Boulder Dash 30th Anniversary

Jedną z gier, które pamiętam z C64, jest Boulder Dash. Ostatnio raz na jakiś czas nawet przychodziło mi na myśl, że gdyby pojawiła się okazja, to bym zagrał ponownie. Co prawda oryginał mi się nie trawił, ale postanowiłem wykorzystać okazję i sprawdzić najnowsze wydanie.

Pełna nazwa najnowszej odsłony przekopywania ziemi to Boulder Dash 30th Anniversary. Wydawałoby się, że znajdzie się w niej oryginalna produkcja, może z ulepszoną grafiką i może jakimiś dodatkami. I rzeczywiście, twórcy wzięli się za nową oprawę, ale poszli w renesansowy jarmark… Na dodatek grafika jest mocno dziecinna i pełna takich zabiegów, jak efektownie otwierające się drewniane skrzynie na skarby czy duże kolorowe liczby przy zdobywaniu punktów. Wizualnie jest to po prostu kolejna typowa smartphonowa produkcja, której zadaniem jest przyciągnięcie jak największej liczby dzieci i zachęcanie ich do zakupów wewnątrz gry. Aż niedobrze się robi od tej formuły. Audio nawet nie zapamiętałem, fabuły tu nie ma.

Twórcy natłukli aż 260 poziomów. W każdym są trzy gwiazdki do zdobycia, co daje w sumie 780 sztuk. To zdecydowanie za dużo. Niby motywacją do ich zdobywania ma być odblokowywanie kolejnych światów z nowymi planszami, ale gdy patrzy sią na liczby, to się odechciewa – 25 do pierwszego, luz, ale już 95 do trzeciego? Kogoś powaliło, szczególnie, że jeszcze osiem czeka na otwarcie. Potem na listę wchodzą cztery od razu dostępne światy. I tu rzecz śmieszna, bo wygląda na to, że twórcom nie chciało się posprzątać. W wersji mobilnej trzeba było uzbierać wiele naklejek (lub ewentualnie wykupić dostęp) z duchami czy wiaderkami na słodycze, aby odblokować odpowiadające im nowe lokacje. Na Switchu są od razu dostępne, ale dziadostwo do ich otwarcia wciąż się zbiera. Szkoda, że zamiast tego nie dostajemy czegoś potrzebnego, jak złoto, dynamit czy naklejki potrzebne do odblokowania dziewięciu dodatkowych postaci (mają różne bonusy, jak większa szybkość). Jednak i w ich przypadku ilość potrzebnych naklejek jest niedorzeczna, na przykład taki 8-bitowych Rockford wymaga 300 sztuk… Zbierać również można trofea, które są wbudowane w grę.

Oryginalny Boulder Dash polegał na drążeniu tuneli w celu zdobycia klejnotów, które otworzą przejście do następnego poziomu. Zabić mogły spadające kamienie i przeciwnicy, a wszystko działo się na zamkniętych arenach. Idea była banalna, ale wciągająca, i tego szukałem. Po części została zachowana w 30th Anniversary w jednym z bonusowych światów. I w tej części gry bawiłem się dobrze, choć wizualia gryzły mi się z rozgrywką. Zanim jednak tam dotarłem, sprawdziłem pierwsze dostępne światy. Początkowy odrzuca banalnością i prostotą. Niby zasady rozgrywki są te same, ale nowe plansze nie mają starego ducha. Ponieważ po kilku poziomach wciąż miałem za mało gwiazdek, sprawdziłem dwa z czterech dodatkowych światów. Skok poziomu trudności był bardzo duży w stosunku do pierwszego. Aż dziwi, że twórcy od razu dali dostęp do tych plansz. W ich rozplanowaniu widać, jak dodawane jest coraz więcej udziwnionych konstrukcji z kamieni i klejnotów oraz nastawienie rozgrywki na szybkie działania. Lepiej wypadł drugi świat, który w końcu odblokowałem. Plansze zaczęły być bardziej wyważone, ale wciąż nie powodowały syndromu jeszcze jednej planszy/próby. Niby dostępne są jeszcze trzy poziomy trudności, ale dopiero ostatni ma znaczenie. Łatwy od normalnego różni się tylko brakiem limitu czasu, za to w hardcore można zginąć od spadającego klejnotu.

Aby jeszcze bardziej uwspółcześnić rozgrywkę, twórcy dodali przedmioty do wykorzystania, jak dynamit czy lupa do obejrzenia całej planszy. Przedmioty te znajdujemy w skrzyniach poukrywanych w ziemi. Są w nich też sztabki złota i wspomniane pierdoły do odblokowywania postaci i światów. Sztabki przydadzą się do dwóch rzeczy, kupowania przedmiotów do wykorzystania oraz kontynuacji rozgrywki po zgonie, zamiast zaczynania planszy od nowa… Jak więc widzicie, na 30 rocznicę (gra debiutowała 1984 roku) Boulder Dash stał się przykładem na to, jak monetyzacja i uwspółcześnienie rozgrywki może zabić oryginalnego ducha. Jest to produkcja grywalna, ale też męcząca przez narzuconą, smartfonową formę „nagradzania” i „zachęcania” gracza do spędzania czasu z produkcją.


Ocena: 5/10


Serdecznie dziękujemy BBG Entertainment
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: BBG Entertainment
Wydawca: BBG Entertainment
Data wydania: 27 lutego 2020 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 480 MB
Cena: PLN

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *