Ultracore

Ostatnimi czasy nie mam szczęście do starych gier – ciągle coś mi w nich nie pasuje. Kiedyś mogłem na część z tych rzeczy przymknąć oko, bo innej opcji nie było, ale teraz i gier jest za dużo, i zacięcia do mordowania się mniej.

Najgorzej, gdy problemem jest sterowanie. Ostatnio przez tank controls odbiłem się od Parasite Eve II. W Ultracore, które jest w 2D, nie przewidywałem problemów z poruszaniem postacią. Na początku nic ich też nie zwiastowało, bo pierwszy poziom poszedł gładko. Nie wiedziałem tylko, czy jest jakiś cel tej gry, bo na początku nie było nic o fabule. Nasza postać pojawiała się w nieznanym jej miejscu i ewidentnie mogła tylko biec przed siebie oraz niszczyć wszystko, co ją atakowało. Dopiero pod koniec planszy znajdujemy ledwo żywego członka zespołu. Od niego dowiadujemy się, że ktoś oszalał, chce zrobić rozpierduchę i powinniśmy go powstrzymać. No to lecimy go powstrzymać.

Te stare strzelanki potrafią być trudne, ale tu nie jest tak źle. Pierwszy poziom przeszedłem, tracąc kilka żyć, ale nie było tam nic poważnego. Przy zgonie gra nie cofa na początek, co jest sporym plusem, mamy całkiem długi pasek zdrowia, który można uzupełniać zbieranymi serduszkami, co jakiś czas można też znaleźć dodatkowe życie. Tylko nie jestem pewny znaczenia monet, chyba służą do wykupienia kontynuacji? W każdym razie kontynuacje w ograniczonej liczbie też są, a skorzystanie z nich po utracie wszystkich żyć przesuwa do początku obecnie ogrywanej planszy lub do odkrytego na niej chcekpointu. Zabawne jest jednak to, że cały czas biegłem z podstawowym karabinem… Dopiero po dłuższym czasie, na drugim levelu, odkryłem, że jakoś cztery już znalezione bronie są dostępne, a zmienia się je trójkątem. Okazało się jednak, że nie było to jakaś duża strata, bo dopiero rakietnica robiła różnicę. Przy okazji dowiedziałem się też, po co jest zbierana amunicja (podstawowa broń jej nie potrzebuje). W każdym razie przyjemności, jaką daje rozstrzeliwanie różnego metalowego tałatajstwa, Ultracore odmówić nie można. Przeciwnicy najczęściej są grupowani w mieszane zestawy, np. robot z rakietami, działko na suficie i kilka dronów, więc trzeba sprawnie reagować na ich różnorodne zachowanie. I tu też miła niespodzianka, gdy postać stoi lub się porusza, dzięki strzelaniu prawą gałką analogową mamy pełny zakres ruchu przy celowaniu. Natomiast kucnięcie nie dość, że nas zatrzymuje w miejscu, to można posyłać kule tylko w jednym kierunku.

Niestety problematyczne mogą być części platformowe. Większość irytujących przypadków da się przeżyć, bo nie czeka na nas zabójcza podłoga. W związku z tym nawet jeśli jakiś słupek nas przyblokuje i dostaniemy przy tym kilka kul, to zwykle wystarczy się otrzepać. Z kolei gdy źle staniemy na ruchomej platformie, to zostaniemy zrzuceni z niżej. Czasem też nie widać dobrze, czy skok jest odpowiednio wysoki i czy wylądujemy tam, gdzie chcemy. I właśnie połączenie tego ostatniego ze sprężynującą platformą oraz zabójczą podłogą na drugim poziomie doprowadziło mnie do szewskiej pasji. Na załączonym poniżej obrazku możecie zobaczyć, jak to miejsce wygląda. Zadanie niby jest proste – przeskoczyć ze środkowej platformy na tę po lewej. Sęk w tym, że trzeba nabrać rozpędu, co można zrobić, przeskakując z ruchomej platformy po lewej lub raz czy dwa podskoczyć na tej środkowej.  Dodatkowy haczyk polega na tym, że trzeba nacisnąć skok w odpowiedniej chwili (podczas podskoku platformy), ale za cholerę nie mogłem tego wyczuć! Zapytałem na Twitterze (dostałem poradę), potem zobaczyłem jeden filmik na YT, następnie dwa kolejne, i w końcu mi się udało! Wskoczyłem do ukrytego przejścia po lewej, a potem straciłem resztę żyć na kolejnych dwóch platformach, których wcześniej nie było widać….

Teraz nie wiem, czy to ja jestem jakiś upośledzony w tej części, czy twórcy zrobili za małe okno czasowe na naciśnięcie skoku  w odpowiedniej chwili. Nie pomaga też to, że tak na dobrą sprawę nie widać, czy rzeczywiście udało się dobrze wybić, bo nie ma zauważalnej różnicy w wysokości skoku. W związku z tym skok w lewo przy, zdawałoby się, udanym wybiciu zbyt często kończy się na podpiętej do prądu podłodze, która natychmiast uśmierca. Naprawdę się starałem – straciłem z 40 żyć w jakoś pięciu kontynuacjach. Każda kontynuacja wymagała dojścia do feralnego miejsca od początku planszy. Na dodatek, aby ponownie podejść do gry, trzeba wklepać długi kod generowany po przejściu planszy. Tak, nie ma tutaj normalnych zapisów, jest klasyczna zabawa we wklepywanie długiego kodu ze zrobionym na końcu planszy postępem. W końcu miałem dosyć.

Dopóki nie dotarłem do tego felernego miejsca, Ultracore mi się podobał. Plansze nie są w oczywisty sposób liniowe, więc można pochodzić i poszukać rzeczy, i mimo że mamy ograniczony czas, to jest go dość na taką zabawę. Strzelanie jest przyjemne, przeciwników sporo i można się też pobawić z różnymi broniami. Grafika wygląda w porządku, natomiast muzyka mnie irytowała, ale też nie jestem fanem tych starych melodyjek. Sterowanie jako takie jest gładkie, ale gra rozwala się na elementach platformowych. Gdyby tylko Ultracore był tańszy – kosztuje 84 PLN w PSN – to bym polecił spróbować. Wiem, że nie tylko ja mam problem z tamtym miejscem, ale nie jestem w stanie określić, na ile może zablokować Was. Radziłem sobie już z gorszymi rzeczami w grach niż ten durny skok, ale wtedy problemem nie było wykonanie ruchu jako takiego – tu wszystko rozbija się o podstawy. To może tak, jeśli lubicie stare gry tego typu i wiecie, że Wam dobrze idą, to zaryzykujcie zakup. Jeśli nie, odpuścicie sobie, a przynajmniej do sporej obniżki. Tylko w tym przypadku raczej trzeba patrzeć na Switcha, bo promocje gier na PSV w PS Store są już dość rzadkie. Oceny z przyczyn oczywistych nie dam. Dziękuję za uwagę i skoczności życzę.


Serdecznie dziękujemy Strictly Limited Games
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Digital Illusions
Wydawca: Inin Games
Data wydania: 24 lipca 2020 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 922 MB
Cena: 84 PLN

Gra jest także dostępna na Nintendo Switch w cenie 79,99 PLN.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *