Pachi Pachi on a Roll

Ponoć cycki sprzedadzą wszystko i chyba na tej nadziei Pachi Pachi on a Roll trafiło do sprzedaży.

Ekipa Dolores Entertainment pomysły zasadniczo ma dobre, ale właściwie każda ich gra, którą sprawdzałem, jest niedopracowana pod względem rozgrywki i kodu. Pachi Pachi przede wszystkim w żaden sposób nie informuje gracza, o co w nim chodzi. Po pierwszym podejściu do gry wychwyciłem tylko, że trzeba zrzucać kulkę z haka, a ona odbija się od metalowych pręcików, które imitują pachinko. Były tam dwie panie, które najpewniej trzeba rozebrać, jakieś sloty, jakieś karty z boku itd. Na pierwszy rzut oka jest to wszystko dość nieczytelne, co tylko po części jest problemem Vity. Dopiero w następnych podejściach po bliższym przyjrzeniu się odbijającym pręcikom można dostrzec, jakie są nich wzory. Potem zostaje dedukować, co oznaczają karty z lewej i jak mają się do tego, co jest dostępne na jednej z czterech plansz.

Gdy już się złapie, że np. trzeba trafiać w piny z ledwo widocznymi serduszkami, aby rozbierać dziewczyny, czy że wszystkie pozostałe trzeba oznaczyć na różowo, mimo że część jest ledwo dostępna, rozgrywka idzie szybko, a przynajmniej na trzech pierwszych planszach. Trofea wpadają szybko, a zaliczanie zadań właściwie sprowadza się tylko do próby celowania w odpowiednie miejsce i jakoś to leci. Na precyzję spuszczania piłki i trafianie w odpowiednie miejsce nie ma co liczyć, ale jak nie przeszkadza to przez 3/4 gry, tak w czwartej lokacji szlag może człowieka trafić. Zanim zacząłem się z nią męczyć, pomyślałem, że wbiję sobie platynkę, a co, w końcu 11 miesięcy minęło od ostatniej, a te będzie prosta. No więc nie jest, bo mapka fantasy niemal nie ma pinów, od których kulka może się odbijać. Za to jest kilka demonicznych łap, które co chwilę łapią kulkę przez co tracimy kolejną z ograniczonej puli szans oraz są krzaki, które co chwilę odrastają. I o ile dziewczynę po prawej rozebrałem bez większych problemów, bo jest tam więcej pul do odbicia, tak ta po lewej wydaje się mało prawdopodobna do zaliczenia w sensownym czasie. Nie lepiej jest z zadaniami w tej planszy, już chociażby zebranie kilkunastu bomb wydaje się graniczyć z cudem (miałem góra osiem, mimo że na tym zadaniu się skupiłem…).

W kwestii technicznej nie jest najlepiej. Pachi Pachi często przycina i długo startuje po, na przykład, odpaleniu mini gry. Podczas odpalenia po raz pierwszy rozgrywki wywaliło mnie z aplikacji z errorem. Jakieś cztery podejścia po zużyciu wszystkich kulek produkcja zawiesiła się, nie podając mi nawet liczby punktów i musiałem ją resetować. W trzeciej i czwartej lokacji notorycznie psuł się dźwięk – zamiast normalnego utworu pojawiały się okropne szumy i zgrzyty. Tym bardziej jest to nie fajnie, bo po raz pierwszy w grze od Dolores słyszałem porządne kawałki, szczególnie piosenka z menu wpada w ucho.

Pachi Pachi on a Roll z żadnej strony nie jest grą dobrą. Na chwilę wciąga i jakoś tam zachęca, żeby zrobić trofki, by zaraz potem pokazać figę i zniechęcić do dalszego grania. Błędy techniczne i słaba czytelność produkcji też nikogo nie zachęca do zakupu. Gdyby jednak ostatnia plansza była lepiej zaprojektowana, to powiedziałbym, że od biedy można się za ten tytuł wziąć. A tak niestety radzę jednak…


Omijać z daleka…


Serdecznie dziękujemy Hidden Trap
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Dolores Entertainment
Wydawca: Hidden Trap
Data wydania: 17 lutego 2020 r.
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna
Waga: 218 MB
Cena: 29 PLN

Gra jest również dostępna na Nintendo Switch w cenie 35 PLN.

Możesz również polubić…

1 Odpowiedź

  1. Brucevsky pisze:

    Trudne do zrozumienia podejście twórców, którzy mieli jakiś pomysł na ten tytuł, ale zawalili tak podstawowe aspekty. Szkoda, bo rzeczywiście mogła to być niezobowiązująca pozycja na kilkadziesiąt minut do zabicia czasu, a tak jest to trochę dyskusyjny wybór. Chyba lepiej nadrobić coś z długiej listy zaległości. Dzięki za recenzję!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.