What Comes After

What Comes After to jedna z najkrótszych ukończonych przeze mnie gier. I jednocześnie jedna z tych, które zrobiły na mnie największe wrażenie.

Od zawsze gry komputerowe były dla mnie tylko i wyłącznie rozrywką. Oczywiście super było, jeśli połykane pozycje mogły pochwalić się ciekawą fabułą, ale to zawsze był tylko dodatek do gameplayu. W związku z tym nie powinno nikogo dziwić, iż kompletnie nie rozumiem gier dotykających tematów uważanych za poważne czy też wszelkiego rodzaju „doświadczeń”. Hellblade: Senua’s Sacrifice zaliczyłem z uwagi na ciekawą grafikę, a Journey… do dziś nie wiem dlaczego. Ale właśnie przeszedłem tytuł, który wręcz mną wstrząsnął. Wywołał u mnie dreszcz. Wysadził mnie z kapci. Sprawił, że… ale o tym za moment!

What Comes After tak naprawdę nie jest grą, przynajmniej wedle moich założeń. To bardziej półtoragodzinne… doświadczenie. Cudzysłów zniknął tutaj nieprzypadkowo, gdyż wreszcie zrozumiałem, cóż to słowo znaczy w odniesieniu do komputerowej rozrywki.

Teoretycznie naszym zadaniem jest pomóc głównej bohaterce wrócić z zaświatów, do których trafiła po nieplanowanej drzemce w wagonie metra. Nie mogę zdradzić zbyt wielu szczegółów dalszej fabuły, ale w praktyce przyjdzie nam jedynie przemierzać kolejne przedziały i prowadzić dialogi. Żadnych zagadek, żadnych mini gier, tylko rozmowy. Ale za to jakie.

Każda z napotkanych postaci to osobna, króciutka historia. Miniatura, w trakcie której w przeróżnym stylu i na wiele sposobów poruszane są problemy egzystencjalne oraz stosunek do otaczającego nas świata. Przekrój tematów jest tak szeroki, że zaskakuje na każdym kroku, choć wszystkie ostatecznie odnoszą się do kwestii życia pozagrobowego. Niemniej nie brakuje tutaj zarówno opowieści budzących śmiech, jak i najbardziej pesymistycznych wizji kreślonych przez poszczególnych NPC-ów. Powiem krótko: developer zaserwował mi w nieco ponad godzinkę pełen bukiet uczuć. Aż mi wstyd, że przez lata codziennej gonitwy o niektórych z nich zdążyłem zapomnieć.

Do tego wszystkiego przychodzi nam sterować dziewczyną, która jest wręcz modelowym odbiciem współczesnego człowieka. I nie mam tu na myśli widocznych cech fizycznych, dobitnie podkreślonych maseczką na twarzy. Chodzi oczywiście o styl życia Vivi, trapiące ją problemy czy też wewnętrzne odczucia. Znów nie chcę za bardzo spoilerować, ale w mojej opinii jej historia byłaby bardzo skutecznym elementem procesu psychoterapii dla wielu osób.

Wszystko to zostało podane w kojącej aurze pastelowych barw na ręcznie rysowanych planszach. Grafika jest źródłem dodatkowych przeżyć, głównie specyficznego dysonansu. Wszystko dlatego, że przez całą przygodę funduje nam poczucie emocjonalnego bezpieczeństwa, które kontrastuje z tym, co spotykamy w czasie wędrówki. Intrygujące doznania potęguje wzruszające udźwiękowienie. W moim prawie 40-letnim życiu słyszałem już wiele, ale nie pamiętam, aby od dłuższego czasu coś tak mną emocjonalnie sponiewierało jak utwór kończący tę wirtualną, nomen omen, podróż do świata umarłych.

Jak już podprogowo wspomniałem, nigdy nie traktowałem gier jako odmiany sztuki. Wszystko się jednak zmieniło po krótkiej, ale bardzo intensywnej sesji z What Comes After. Emocje, które towarzyszyły mi przez ostatnie godziny z pewnością pozostaną ze mną jeszcze przez wiele dni. Podobnie jak zakwasy, których się nabawiłem po niezwykle intensywnym spacerze z moim czworonożnym ulubieńcem. Bo jak tylko ukończyłem What Comes After poczułem w sobie eksplozję energii. Miałem ochotę natychmiast jechać 200 km do mojej mamy tylko po to, aby ją uściskać. Podlałem wszystkie znajdujące się w mieszkaniu roślinki, a także zużyłem cały zapas mleka z lodówki, które trafiło do kocich misek na osiedlu. I wreszcie zabrałem mojego pupila na prawdopodobnie zbyt długą, ale bardzo przyjemną przebieżkę, połączoną z zabawami na psim wybiegu. Taką moc ma to arcydzieło, a to wszystko w cenie czteropaka dobrej klasy napojów energetycznych. Jeśli macie ochotę przeżyć prawdziwe doświadczenie, sięgnijcie po ten tytuł. Zasługujecie na to po tak przygnębiającym roku 2020.


Polecamy!


Serdecznie dziękujemy Flynns Arcade
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Rolling Glory Jam
Wydawca: Flynns Arcade
Data wydania: 1 kwietnia 2021 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 170 MB
Cena: 28 PLN

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.