Marco and The Galaxy Dragon

Minęło kilka dni, odkąd skończyłem Marco and The Galaxy Dragon, i nadal nie wiem, jak podejść do recenzji tej gry.

Zwykle zanim siądę do pisania mam w głowie jakiś zarys tego, co trzeba przekazać o ogranej pozycji. Gdy wklepię wstęp reszta leci już z automatu właściwie bez zastanawiania się, co jeszcze dodać. Visual novele są trudniejsze dla mnie do napisania, bo jednak łatwiej przeanalizować rozgrywkę niż odpowiednio bez spoilerów podzielić się opinią na temat rozwoju fabuły, postaci i jeszcze do tego pomijać potencjalne spoilery oraz nie zdradzać różnych smaczków. Twórcy Marco and The Galaxy Dragon poszli o krok dalej w swoim podejściu do VN-ek i dostarczyli twór, który jest blisko doświadczenia, jakie daje oglądanie animca, a do tego dorzucili jeszcze kilka styli graficznych oraz od zarąbania nawiązań do przeróżnych dóbr kultury. Zestaw ten sprawił, że po kilku dniach nadal nie poukładałem go sobie w głowie na tyle, by sprawnie go Wam przedstawić.

Krokodyl z kosmosu jako opiekun? Czemu nie.

Gdy zauważyłem Marco w e-shopie, spodobała mi się grafika, po opisie z kolei nie spodziewałem się niczego konkretnego. Po rozpoczęciu gry od razu dostałem obuchem w postaci pełnej przemocy sceny porwania dziewczynki, by zaraz potem obejrzeć wręcz kreskówkową i w pełni animowaną scenkę o kradzieży antycznego skarbu! Tak porąbany początek jest ciągnięty aż do samego końca gry. Historia co jakiś czas na chwile zwalnia, by zaraz potem nagle uderzyć jakąś szaloną akcją, jak pościg czy walka z potężnym przeciwnikiem, przez co byłem utrzymywany w ciągłym stanie zainteresowania i wyczekiwałem, co się jeszcze wydarzy. Fabułę niby można przewidzieć, ale w rzeczywistości nie raz byłem zaskoczony obrotem wydarzeń i emocjonującymi scenami, których też tu nie brakuje. W końcu to historia o przyjaźni i poszukiwaniu skarbu bliskiego sercu głównej bohaterki. Więcej o samej fabule i rozwoju wydarzeń nie napiszę, bo aż żal byłoby zdradzać cokolwiek więcej.

To martwe, co tam leży, to kosmita karmiący się miłością.

Za to na pewno muszę jeszcze coś napisać o charakterze tej czytanki. Gatunkowo historię można określić jako komedię przygodową. Humoru jest masa i nieraz sprawił, że śmiałem się na głos. Zobaczycie tu wszystko, od slapsticku po sprytne docinki i odpowiedzi. Jest też sporo postaci, których jednym z celów jest właśnie dodanie humorystycznego chaosu, chociażby w postaci szalonej chirurżki z kosmosu czy grupki złoczyńców, która przywodzi na myśl bandę Drombo, a informacje zbiera, prowadząc stoisko z jedzeniem. Jest tu też dużo parodii, zarówno gatunkowej, jak i konkretnych tytułów, najczęściej anime, ale nawet jeśli ktoś czegoś nie widział, to i tak wszystkie te żarty działają i śmieszą. W przypadku przygody skalę mamy wręcz międzygalaktyczną! Akcja głównie dzieje się na Ziemi, ale dość często też wychodzi poza nią, dzięki czemu ważkość wydarzeń wydaje się jeszcze większa. W tym momencie warto zaznaczyć, że w Marco and The Galaxy Dragon tylko czytamy i oglądamy fabułę. Jest tylko jedno miejsce, w którym dokonuje się wyboru i nie ma on znaczenia dla tego, co dzieje się potem, więc spokojnie można obejrzeć scenki z niewybranej opcji po skończeniu gry (nawet można zrobić zapis na wyborze).

Zdecydowanie można stracić poczytalność przy tym tytule.

Szalonej i zabawnej historii towarzysz właściwie najdynamiczniejsza oprawa wizualna, jaką widziałem do tej pory w visual novelach. Twórcy zdecydowali się maksymalnie ograniczyć sceny, w których postaci po prostu stoją i rozmawiają, ruszając właściwie tylko ustami. Zamiast tego jest od groma statycznych obrazków! W efekcie nawet zwykłe rozmowy potrafią często zmieniać postaci, ich pozy czy nawet tła. Czytanie i słuchanie dialogów w tej opcji daje odczucie bardzo bliskie oglądaniu animacji, co mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło. Na dodatek autorzy lubią skakać między stylami kreski, a jest ich kilka – od wspomnianej kreskówki na modłę bardziej amerykańską po bardzo detaliczne obrazy bardziej realistycznego przedstawienia teł i lokacji. Świetnie też został przygotowany japoński dubbing, a dobrani aktorzy wręcz idealnie pasują odgrywanych postaci. Muzyka to z kolei pełny przekrój gatunkowy, bo znalazło się miejsce dla bardziej klasycznych utworów na fortepianie, dla elektroniki i nawet mocnych gitar. Połączenie wszystkich elementów audiowizualnych z przedstawioną historią sprawia świetne wrażenie.

Przekomiczna podróż po wnętrznościach kosmicznego wieloryba także jest!

Marco and The Galaxy Dragon wzięło mnie z zaskoczenia właściwie pod każdym względem. Ta przygoda ma w sobie wszystko, czego osoby, które lubią postrzelone pozycje pełne humoru, wymagają. Jest galeria ciekawych postaci, nie brakuje akcji, są i emocje, a do tego czyta się to niemal jakby oglądało się anime. Zwykle w tym samym czasie gram w coś wymagającego większej interakcji i obok czytam jakąś novelkę. Po rozpoczęciu Marco nie miałem ochoty włączać drugiego tytułu – chciałem skupić się tylko na tym! Jeśli więc lubicie VN-ki, to gorąco polecam Wam tę pozycję. Może nie przedstawiłem w tym tekście dość informacji o fabule czy postaciach, ale szczerze chcę, żebyście poznali je osobiście!


Zakup obowiązkowy!


Producent: TOKYOTOON
Wydawca: HuneX
Data wydania: 28 kwietnia 2021 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 4,7 GB
Cena: 66,40 PLN

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.