The Hand of Merlin

Namiestnik Merlina w uniwersum, gdzie istnieje tylko klawiatura i mysz.

Wydawanie taktycznych gier na konsole to teraz mus – kiedyś twórcy wydawali taką grę tylko na PC, jednak teraz chcąc maksymalizować zyski, nie wolno ignorować dużego kawałka tortu w kształcie pada. Da się to zrobić w miarę sprawnie, dla przykładu, mimo drobnych problemów, Fort Triumph skradł moje serce. The Hand of Merlin ma dobry pomysł, ale w wersji konsolowej potyka się o absolutne podstawy.

Ja bardzo przepraszam, ale żeby wybrać postać mam wcisnąć A, X, czy rzucić joy-conem o ścianę?

Multiwersum drąży zepsucie, niszcząc życie i przenosząc na Ziemię mroczne maszkary. Wielki czarodziej Merlin, resztkami swej potęgi, przenosi się między światami, szukając wybrańców zdolnych zatrzymać katastrofę. Wyruszamy więc w drogę z Camelotu do Jeruzalem, by za pomocą Świętego Grala przywrócić porządek w średniowiecznym świecie.

I już wybór postaci zwiastuje nieszczęście. Żeby dodać wojaka do drużyny, należy szybko dwukrotnie kliknąć A. Jest to niepokojąco zbliżone do dwukliku myszki i totalnie nieintuicyjne, jeśli chodzi o pada. Podobnie jest chwilę później – najeżdżając na bohatera, wyświetlają się ikonki dwóch przycisków, ale bez wyjaśnienia, który co robi. Na mapie świata jest trochę lepiej – poruszamy się po polach, z których każde to wydarzenie losowe, ale by ulepszyć bohaterów czy sprawdzić ich skille musimy przeskakiwać między dziwnymi zakładkami na ekranie. Eksploracja też bywa problematyczna – na niektórych tłach nie do końca widać ścieżkę, którą możemy wybrać w dalszej perspektywie. Mając już jakąś obraną, właściwie albo czytamy i wybieramy, co chcemy zrobić, albo przechodzimy do walki. Nasze wybory są dość istotne – możemy zgarnąć złoto na ulepszenia czy leczenie, jedzenie pozwalające na dalszą podróż czy rozwiązywanie prostych słownych zagadek, dających trochę expa na rozwój postaci. Warto zaznaczyć, że czytania jest dość sporo, a gra nie otrzymała polskiej wersji językowej, co może eliminować tytuł dla pewnej części graczy.

Czytania bywa tyle, że elementy interfejsu lubią na siebie nachodzić.

Walka to właściwie to, co znamy z Fort Triumph, czyli inspirowana Xcomem czy Mario+Rabbids turówka z systemem osłon. Niestety i w tym elemencie daleko twórcom do ideału. Fajnie, że możemy cofnąć ruch postaci (ale nie atak), fajnie też, że przed ruchem widzimy, jak zmienia się nasza szansa na trafienie. Mniej fajne jest to, że sterowanie analogiem jest tragiczne, ale sytuację ratuje D-pad, który sprawia, że jest znośnie. Ale na litość boską, czytelność pola bitwy jest koszmarna. Z uwagi na styl graficzny większość elementów jest podobna kolorystycznie i się zlewa. W późniejszym etapie gry pojawia się też masa statusów wpływająca na bohaterów i strategię, jaką musimy podjąć, a przeklikiwanie się przez to na padzie to droga przez mękę. A litości nie ma – to rogalik, którego pełny run potrafi trwać kilka godzin, więc jeśli stracimy wszystkich bohaterów, to zaczynamy całość od początku. Zachowujemy tylko czary Merlina, które używane są intensywnie dopiero pod koniec gry.

Przy mocnym świetle słonecznym padającym na ekran można nie zauważyć, że część podłogi jest innego koloru – a tam otrzymamy obrażenia.

The Hand of Merlin oferuje wiele poziomów trudności, więc jeśli normal nas pokona, możemy zagrać na easy, jednak ja po pierwszej porażce, tuż pod Jeruzalem, miałem dość. Nie zachęciła mnie możliwość odblokowania nowych bohaterów czy możliwość uratowania innego uniwersum. Miałem dość tego topornego sterowania, do którego nie da się przyzwyczaić. Ale do The Hand of Merlin z pewnością wrócę, tyle że na PC. Na klawiaturze i myszce.


Omijać z daleka…


Serdecznie dziękujemy Versus Evil
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Room C Games
Wydawca:  Versus Evil
Data wydania: 14 czerwca 2022 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 3,2 GB
Cena: 120 zł

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.