Jay and Silent Bob: Mall Brawl

Czyszczenie Switcha – część dziewiętnasta. 

Filmy Kevina Smitha lubiłem, zanim jeszcze zacząłem jarać. Co zabawne, zanim on sam zaczął palić trawę, stworzył dwóch ikonicznych stonerów – Jaya i Cichego Boba (tego drugiego zresztą sam grał). Po kilku filmach z nimi musiała przyjść pora na gry, bo Smith ma tendencję do zamieniania wszystkiego, co wymyślił, łącznie ze sobą, w produkt marketingowy i pchanie tego fanom w każdej możliwej formie (od komiksów przez figurki po linię skrętów). Pierwsze wieści o Jay and Silent Bob: Chronic Blunt Punch pojawiły się w 2016 roku, konkretnie za sprawą kampanii na crowdfundingowym Fig, które już nie istnieje. Studio Interabang zebrało pożądaną kwotę i minęło od tego czasu już 10 lat… Co ciekawe, prace nie zostały porzucone, tylko wloką się niemiłosiernie do tego stopnia, że wiele osób zapomniało o powstawaniu tej gry. W międzyczasie, konkretnie w 2020 roku, studio wypuściło inny, mniejszy tytuł z marihuanistami pt. Jay and Silent Bob: Mall Brawl. Długo czekałem na jakąś promkę i gdy w końcu weszła jakaś na 75%, wziąłem grę do sprawdzenia.

Cała fabuła.

Jako że postaci główne są dwie, Interabang swoje spojrzenie na 8-bitowego beat’em upa wyposażyło w co-opa. Zacząłem więc grę z kumplem i od razu natrafiliśmy na sporo upierdliwości. Przede wszystkim ruchy są mocno toporne, nie ma tu właściwie żadnych współczesnych udogodnień. Nie można np. odwrócić się w trakcie wykonywania ataków, łatwo wpaść w serię ciosów wroga, a reakcja Jaya i Cichego Boba na szybszych przeciwników jest strasznie wolna. Przykładem tych ostatnich są deskorolkarze, których właściwie można tylko powalić kopnięciem z wyskoku, ale trzeba ustawić się niemal idealnie na ich torze z dużym wyprzedzeniem. Nie jest to proste, bo skejci ruszają się nawet trzy razy szybciej niż nasi bohaterowie. Mimo że mamy dość doświadczenia w grach próba wyczucia Jay and Silent Bob: Mall Brawl zajęła nam sporo czasu. Ale to i tak za mało, bo w ogóle uporać się z dziewięcioma rozdziałami, każdy trzeba w pełni zapamiętać pod kątem rozkładu przeciwników, aby odpowiednio szybko wejść na ich tor i zacząć atakować, zanim oni zaczną nas bić. To i tak nie gwarantuje to sukcesu, bo nawet mały błąd może nas kosztować kawałek życia. Przy grze we dwóch, gdy jedna postać padnie, druga w tle odnawia zdrowie i gdy odzyska kilka punktów z całej puli może wejść znów do rozwałki. Niby trochę to pomagało, ale i tak po trzy, cztery podejścia mieliśmy do zaliczonych dwóch rozdziałów. Gdy dotarliśmy do trzeciego, po kilku wrogach, pojawiła się sekcja jeżdżenia w wózkach sklepowych. Dwie próby mieliśmy spalone, natomiast mnie udało się dotrzeć do końca tej sekcji przy trzecim podejściu, ale nie zakończyło to rozdziału. Jazda jest tragicznie wykonana – obraz tak się przesuwa, że człowiekowi robi się źle w oczach i chce odstawić grę i już do niej nie wracać. Tak też zrobiliśmy my…

Gra we dwóch.

Z miesiąc minął zanim wróciłem do gry, tym razem solo. Kierowanie dwoma postaciami zostało w trybie singlowym zachowane, tyle że przeskakujemy między Jayem i Cichym Bobem, a gdy padnie ten prowadzony, drugi wskakuje automatycznie. Zasada odnawiania zdrowia także jest w tym przypadku aktywna. Problem w tym, że jak lipnie było sobie radzić w dwie osoby, tak nawet gorzej jest z grą solową. Wszystko dlatego, że rozkład i liczba przeciwników są dokładnie takie same. Tak więc jeśli źle się trafi na planszy w miejscu bez opcji ucieczki lub przeciwnicy wezmą nas w kleszcze, to potrafi zejść nawet całe zdrowie jednej postaci. I znów, ruchy naszych jaraczy są za wolne, żeby sobie z tym sensownie radzić, Ciekawostką jest to, że dopiero przy tym podejściu odkryłem, że można biec. Problem w tym, że aby uruchomić ten ruch trzeba użyć kierunku dwa razy, czyli na gałce dwa przechylenia, na krzyżaku dwa wciśnięcia. Co jednak z tego, skoro na analogu jest to właściwie niewykonalne, a na d-padzie trzeba wcisnąć przycisk w cholerę szybko. Miewałem już problemy z tym typem ruchu na gałkach w innych grach, ale żeby przycisk miał tak krótki interwał wciśnięcia do aktywacji, to już jest przesada. Ponieważ już jako tako znałem początek, pierwszy rozdział przeszedłem, ale w drugim szybko wbiła frustracja i znowu odechciało się grać…

Dostawanie wciry solo.

Jay and Silent Bob: Mall Brawl trochę wygląda i brzmi jak ośmiobitowce, więc cóż więcej rzec o oprawie AV. Jeśli chodzi o nawiązania do uniwersum tych stonerów, to oczywiście jest ich dużo. Ale to za mało, żeby cieszyć się tą grą, bo jest zwyczajnie frustrująca i niesprawiedliwa. Do tego jeszcze dochodzą męczące oczy rozwiązania graficzne, jak przy wspomnianych wózkach. Cena bazowa jest zdecydowanie za wysoka, natomiast nawet promocja nie jest w stanie złagodzić bolączek, więc nie polecam.

Wciąż jednak jestem zainteresowany Jay and Silent Bob: Chronic Blunt Punch. Może kiedyś w końcu wyjdzie, bo devi podrzucają na X-a nowe materiały, sugerując, że prace trwają. Nawet doszła zapowiedź portu na pierwszego Switcha. Jeśli do tego dojdzie, mam nadzieję, że będzie to o wiele lepsza gra, bo te dwa świry spod sklepu zasługują na więcej niż lipne niby retro.


Omijać z daleka


Producent: Interabang Entertainment
Wydawca: The Media Indie Exchange
Data wydania: 7 maja 2020
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 202 MB
Cena: 54,80 PLN
Platformy: Nintendo Switch, PC, PlayStation 4, Xbox Series One

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *