Wolfenstein II: The New Colossus

Czyszczenie Switcha – część dwudziesta druga.

Pierwsza część rebootu Wolfensteina nie pojawiła się na Switchu. Coś kojarzę, że kod był problematyczny i nawet odbijało się to na pierwotnych dla tej pozycji konsolach. Któregoś razu tytuł był rozdawany na Epicu, więc skorzystałem i bawiłem się bardzo dobrze, o czym możecie przeczytać w tej recenzji. Dwójkę z kolei kupiłem w eShopie za jakąś niedorzecznie niską kwotę i tak sobie czekała na swój czas. W międzyczasie myślałem, czy by jednak nie wziąć jej jeszcze na Steamie, bo jakość będzie lepsza, no ale po co wydawać hajs dwa razy. W sumie dobrze wyszło, bo zanim grę ruszyłem, pojawił się Switch 2 cały na biało ze swoją wsteczną kompatybilnością, więc na nim przeszedłem większość Wolfenstein II: The New Colossus.

Jakość filmików jest na obu Switchach tak samo dobra. Późniejsze screeny pomiędzy tekstem będą ze Switcha 2.

Akcja omawianego tytułu jest bezpośrednią kontynuacją jedynki. Jeśli jeszcze nie graliście, w tym momencie radzę wrócić po jej ograniu. Gra skończyła się na tym, że nie wiadomo, czy William J. Blaskowicz przeżył i było to dobrze zrealizowane. Ale rozpoczęty wątek ruchu oporu dawał idealną opcję do kontynuacji, więc MachineGames z niej skorzystało. W związku z tym B.J. oczywiście przeżył, ale koszt był ogromny – jego ciało ledwo funkcjonuje, a udaje mu się walczyć tylko dzięki zawziętości i specjalnemu kombinezonowi. Wciąż, protagonista wie, że umiera, w związku z czym wyraźnie daje nam znać, jak bardzo cierpi i fizycznie, i psychicznie z powodu perspektywy pozostawienia w rządzonym przez nazistów świecie partnerki, która jest w zaawansowanej ciąży z bliźniętami. Scenarzystom świetnie udało się przedstawić ten wątek, ale w pewnym momencie go urwali, bo Blaskowicz znowu umarł. Bez podawania szczegółów nadmienię tylko, że ton w tym momencie kompletnie się zmienia i gra leci już w trybie porąbanych akcji (akcja ciężarnej kobiety to apogeum niedorzeczności, ale działa)! Dodatkowo przedstawione postaci i dialogi dzięki świetnej grze aktorskiej sprawiają, że cały wątek fabularny dostarcza wiele rozrywki, ale też i trudniejszych emocji. Dodatkowo dostajemy też wgląd w dzieciństwo bohatera, co dodatkowo sprawia, że staje się nam bliższy. Ponownie możemy wybrać, czy chcemy podążać ścieżką z Fergusem czy Wyattem. Tym razem wybrałem tego drugiego i w sumie dobrze wyszło, bo wprowadza ciekawy, kwasowy motyw. Generalnie pod kątem fabularnym, szczególnie w przypadku FPS-a, gdzie rozwałka jest kluczową sprawą, produkcja wypada bardzo dobrze.

Niestety gra nie ma polskich napisów, choć wygląda na to, że generalnie w porcie są, bo karty z ostrzeżeniami mają też nasz język. Niestety nie ma żadnej opcji ich wyboru… Ustawienie w menu Switcha 2 języka polskiego, żeby gry go domyślnie wybierały, także nie działa. Dodatkowo brakuje jakichkolwiek ustawień napisów, a domyślna prezentacja potrafi być słabo czytelna w niektórych scenach. Tak więc znajomość angielskiego ze słuchu jest mocno wskazana.

Wolfenstein II: The New Colossus nie zmienia się za bardzo, jeśli chodzi o rozgrywkę. Bronie w znacznej mierze są te same i nadal można korzystać z dwóch w tym samym czasie. Są momenty, gdy możemy zdjąć przeciwników po cichu lub z bezpiecznej odległości, ale głównie siejemy zniszczenie i pożogę w szeregach wroga w bardziej otwartej walce. Co ciekawe, w tej części właściwie nie ma bossów; co większe roboty potrafią pojawiać się w grupach, ale to właściwie tyle. Właściwie główną nowością jest dodanie w drugiej połowie gry specjalnych urządzeń, które pomagają wejść w wyższe, normalnie niedostępne miejsce, czy przeczołgać się przez wąskie tunele.

W przypadku wydania na Switcha zdecydowanie mogę powiedzieć, że gra jest prostsza. W jedynce w pewnym momencie zacząłem mocno dostawać po dupie i nie nadążałem z grą na kontrolerze, w efekcie czego skończyłem ją na łatwiejszym trybie. Natomiast The New Colossus standardowo zacząłem na normalu i tak już zostało do końca. Były momenty, że dwa czy trzy razy musiałem powtórzyć daną sekcję, ale generalnie nie pojawiła się żadna przeszkoda, która sprawiłaby, że zacząłem myśleć o zrzuceniu trudności. Przy okazji oglądania filmiku Digital Foundry o jakości portu na Switchu moje odczucia pod tym względem potwierdził ich tester, który znał już tę grę.

Opanowanie wątku fabularnego zajęło mi  trochę ponad dziesięć godzin, czyli podobnie jak z jedynką, choć w niej na wydłużenie czasu głównie wpływała trudność. W dwójce natomiast można spędzić więcej czasu nie tylko dzięki zbieraniu różnej masy znajdziek (w tym przydatnych zestawów do ulepszania broni, co poprzednio pokpiłem), ale też dodatkowym misjom. Tym razem kody enigmy zbieramy z zabitych oficerów i możemy je wykorzystać do minigry w odkodowywanie ich. Udane odszyfrowanie pokaże nam lokacje wysokiej rangi nazioli, których eliminacja ułatwi wyzwolenie USA. Testowo zrobiłem trzy takie misje i z chęcią machnąłbym resztę, ale trzeba było przejść do następnej gry. Wam natomiast polecam tę zabawę, bo przy okazji dodatkowej akcji można też uzupełnić kolekcję znajdziek i ulepszeń broni.

Jak wspomniałem na początku, większość Wolfenstein II: The New Colossus przeszedłem na Switchu 2. Zacząłem na jedynce i gra działała w dość stabilnych 30 klatkach na sekundę, ale kosztem była grafika. Przy strzelaniu w trybie handheldowym obraz potrafi się dość mocno rozmazywać w tłach, a efekty wybuchów czy tym podobne łapią obniżoną jakość, ponieważ gra używa adaptacyjnej rozdzielczości. W grze w doku sytuacja wygląda zauważalnie lepiej. Wciąż, mimo takich zjazdów w trakcie akcji tytuł ogólnie zachował swoją jakość graficzną. Pojawiło się bardzo mało zmian w wyglądzie tekstur, a oświetlenie, które wpływa na klimat, wygląda bardzo w porządku. Gdyby interesowało Was więcej szczegółów technicznych, znajdziecie je w nadmienionej analizie od Digital Foundry. Natomiast przeskoczenie z Pstryczka Jeden na Dwa pokazało, jak dobry kod został zawarty w wydaniu na sprzęt Nintendo. Gra już nie gubi klatek, nawet w najtrudniejszej dla niej lokacji, którą jest Nowy Orlean, i tylko czasami zrzuca rozdzielczość do utrzymania płynności. Graficzna prezentacja jest więc mocno podbita nie tylko w doku, ale też, i przede wszystkim, podczas gry handheldowej. Bateria NS2 trzyma się przez około cztery godziny, więc daje to sporo czasu na rozgrywkę bez ładowania.

O tym, że  Wolfenstein II: The New Colossus jest bardzo dobrą pozycją, wiadomo od dawna, a ja tu tylko dorzucę kolejne potwierdzenie. Główną kwestią w przypadku wydania na Switcha było to, czy warto w ogóle sięgać po ten port. Jeśli to wciąż Wasza jedyna opcja na zagrania w tę pozycję, to myślę, że warto, bo mimo gorszej grafiki i właściwie jednej lokacji ze bardziej spadającą płynnością, jest to zaskakująco dobry port, który zachował jakość oryginału pod kątem klimatu tworzonego przez grafikę i Panic Button zasługuje na pochwałę. Co prawda lepiej też grać w doku niż na handheldzie, ale i on daje radę (a wsparcie celowania żyroskopem dodatkowo pomaga). Ale, jeśli już trafił w Wasze ręce Switch 2, to jest to zdecydowanie lepsza platforma do ogrania tej gry. Co prawda są różne mniejsze bugi, jak potrzeba wejścia do menu i zrobienia zapisu, żeby odwiesić grę z blokady przycisku po znalezieniu niektórych zapisków czy taśm, ale też nic się nie wykrzacza na dobre. Hm, w sumie nie wiem, czy bug ten występuje też na Switchu, ale pewnie tak. Tytuł co rusz trafia na promocje z ceną około 25 PLN, więc trudno go teraz nie polecić nawet na platformy Nintendo.


Polecamy!


Producent: MachineGames, Panic Button
Wydawca: Bethesda Softworks
Data wydania: 29 czerwca 2018 r.
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna
Waga: 22 GB
Cena: 169 PLN
Platformy: Nintendo Switch, PC, PlayStation 4, Xbox One

Screenshoty ze Switcha

Screenshoty ze Switcha 2

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *