City Hunter
Retro mocno prosto z Japonii.
Gdy zobaczyłem trailer z zapowiedzią pierwszego zachodniego wydania growego City Huntera, coś mnie tknęło, żeby w niego zagrać. Nie jestem zbytnio fanem retro, ale może wydawało mi się, że oglądałem to anime? Ale nie, potem okazało się, że raczej walnęło mi się z Cyber City Oedo, bo mam je na DVD i też „city” jest w tytule. Tak czy inaczej sięgnięcie po recenzowaną pozycję było dobrą decyzją.

Bohaterem gry jest Ryo Saeba, miejski czyściciel. Facet zajmuje się wszystkimi nieoficjalnymi zadaniami, od ochrony po śledztwa i na zabójstwach kończąc. W przypadku gry fabułę można uznać za poboczną historię w stosunku do anime i przyjdzie nam w niej zmierzyć się z potężną korporacją, która lubi maczać palce w nielegalnych działaniach, w tym handlu narkotykami i eksperymentach biologicznych. Prosta i krótka historia została podzielona na cztery rozdziały i w sumie muszę powiedzieć, że zaskoczyło mnie, że twórcy postarali się ją jako tako rozwinąć za pomocą tekstu. Każdą planszę rozpoczyna tekst z opisem zlecenia (mógłby wisieć na ekranie trochę dłużej…), a następnie już podczas biegania po lokacjach natrafiamy na kilka osób, z którymi Ryo wymienia kilka zdań. Mam wrażenie, że jak na pozycję z 1990 roku, gdzie głównie strzela się i skacze, twórcy pod kątem tekstowym poszli dalej niż inni devi w tamtych czasach. Tak więc to było miłym zaskoczeniem, choć zakończenie jest dość nijakie, nawet bez większego pojedynku.
Zaskoczenie postanowiłem popchnąć dalej i sprawdziłem animca. Na początek włączyłem pierwszą serię serialu i ledwo przebrnąłem przez trzy odcinki… Oj nie zestarzało się dobrze to anime… Bohater jest irytujący ze swoimi głupimi żarcikami i akcjami (przestrzelenie sobie dłoni, żeby popisać się przed kobietą), ale to i ciągłe krzyki można by jeszcze przeboleć. Większym problemem było to, że Ryo jest prostackim molestatorem. Bardzo lubię komedie, a także te kręcące się wokół seksu, ale tu nie ma żadnego niuansu, dobrej okazji na jakieś podejście. Tu od tak Ryo zamienia kilka słów z nowo poznaną babką i szybko próbuje złapać ją za cycki lub zaciągnąć do łóżka… Jeden plus, że kobiety zwykle mocno się przed tym bronią. Pomyślałem jednak, że może chociaż kinówki są lepiej napisane. Odpaliłem jedną, już nawet nie pamiętam tytułu i nie, to samo. Tak więc jak gra rozbawiła mnie wrzutami typu wejście przez drzwi i trafienie na przebierającą się laskę (co w niektórych lokacjach jest dodatkowo absurdalne), tak zobaczenie, skąd wzięły się te dodatki, już tak dobrego wrażenia nie zrobiło.

City Hunter w nowym wydaniu oferuje oryginalną grę bez żadnych poprawek oraz wersję ulepszoną z dodatkowym trybem trudnym. Stwierdziłem więc, że należałoby najpierw zapoznać się z pierwowzorem. Przejście całości zajęło mi maks trzy godziny, ale czasem używałem opcji przewijania rozgrywki (jest ograniczona, więc np. podczas walki z bossem może trafić się tak, że nie da się cofnąć aż do jej początku, żeby zacząć na nowo z pełnym życiem). Struktura plansz jest dość prosta, ale można się też trochę pogubić w masie drzwi, w które można wejść. Wciąż, dałem radę bez opisu, wystarczyło trochę pobiegać i mniej więcej nauczyć się rozkładu planszy, w tym umiejscowienia dwóch punktów odnowienia zdrowia. Podczas rozgrywki zdecydowanie było odczuwalne, że jest to stara gra: przeciwnicy potrafili wskoczyć na Ryo od razu, gdy wychodził przez drzwi; utrata kawałka zdrowia wiązała się nie tylko z odrzuceniem do tyłu, ale też z obróceniem postaci w drugą stronę; można było też biec i strzelać na ślepo i w ten sposób radzić sobie z wrogami na zapas. Pasek zdrowia jest dość długi, bronie można mieć cztery (trzy są do znalezienia w trzech planszach) i przy trochę większym samozaparciu i bez przewijania można by przejść grę. Chociaż gdy to napisałem, tak od razu pomyślałem o bossach, którzy wymagają więcej koordynacji pomiędzy ich czasem niesprawiedliwymi manewrami. Na szczęście sterowanie Ryo i w oryginalnej wersji jest bardzo responsywne, więc tyle do przodu. Generalnie wrażenia z tej zabawy mam pozytywne.

Nie wciągnąłem się jednak na tyle, by ponownie chcieć przejść całą grę, ale dla zasady sprawdziłem tryb ulepszony. To, co od razu rzuciło mi się w oczy, to gładsze kierowanie postacią, przeciwnicy też zachowywali się trochę inaczej. Tak więc to doświadczenie będzie kierowane do raczej młodszych rocznikowo graczy, którzy może i by coś starego sprawdzili, ale nie chcą szarpać się ze dawnymi rozwiązaniami. Na bazie tej wersji studio odpowiedzialne za przywrócenie gry zrobiło także tryb hard, gdzie jest trochę więcej zmian niż tylko mniejsza wytrzymałość bohatera na ataki i większa przeciwników. W materiałach prasowych była też informacja o dodaniu tam zupełnie nowej sekwencji i z ciekawości sprawdziłem na YT, o co chodzi. Wcześniej wspomniałem o aklimatycznym zakończeniu gry – dodany kawałek gameplayu jest związany z tym właśnie motywem. Ale szczegóły zostawię Wam do odkrycia.
Jako że City Hunter jest pozycją retro i taką miało pozostać w nowym wydaniu, część wizualna została właściwie tylko dostosowana pod wyższy klatkaż i rozdzielczość. W opcjach można jednak wybrać sobie jeden z kilku filtrów (grałem z CRT) oraz skalowania obrazu (oryginalne proporcje, mimo małego okna, najlepiej mi pasowały). Sam design wizualny gry, mimo że została stworzona ponad 35 lat temu, wciąż się broni swoją stylistyką i wygląda po prostu dobrze. Jednak to, co mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło, to muzyka. Nie ma tu irytujących, wysokich brzdąkających tonów, a utwory celują bardziej w rytmiczny jazzowy podkład, którego słucha się bardzo przyjemnie (szczególnie że nie przepadam za muzyczkami z tak starych pozycji). Trochę blado na tym tle wypadają odgłosy wystrzałów i przeciwników, ale to już bardziej detal.

City Hunter jest interesującą japońską ciekawostką z dawnych lat growej historii – pozytywnie zaskakuje historią, stroną wizualną oraz szczególnie muzyką. Nawet gameplay wciąż się broni w oryginalnej wersji. Omawiane wydanie, dzięki dodatkom typu przewijanie rozgrywki, również pozytywnie wpływa na odbiór gry. Fani kilkukrotnego przechodzenia gier pewnie znajdą radość w sprawdzeniu ulepszonego gameplayu oraz w trybie trudnym. Do tego dochodzą bonusy w postaci dość pokaźnej galerii (choć część pochodzi po prostu z pierwszego sezonu anime) oraz odtwarzaczem muzyki. Red Art Games nawet zadbało o to, żeby dodać do menu bardzo wpadający utwór z napisów końcowych serialu. Wciąż jednak mam wrażenie, że to wszystko nie broni wyceny gra na 109 PLN. Kwota jest taka sama na Steamie (gra została wydana przed zmianami w opcjach ustawiania ceny) oraz eShopie. Biorąc pod uwagę mimo wszystko krótki czas rozgrywki i w większości przypadków raczej tylko jedno przejście, nie mogę po prostu polecić Wam sięgnięcia po ten tytuł. Gdy stanieje i będziecie mieli ochotę na poznanie jakiegoś starocia, wtedy będzie warto rozważyć sięgnięcie po City Huntera. W obecnej sytuacji, nawet mimo tego, że to dość ciekawa pozycja…

Serdecznie dziękujemy Red Art Games
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry
Producent: SUNSOFT, Red Art Games
Wydawca: Clouded Leopard Entertainment
Data wydania: 25 luty 2026 r.
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna (na NS i PS5)
Waga: 2 GB
Cena: 109 PLN
Platformy: PC, Nintendo Switch, Nintendo Switch 2, PlayStation 5, Xbox Series X|S

















Najnowsze komentarze