The Crew Motorfest
Tak to robi ekipa.

Ciepłe Hawaje… Tęskniłem.
Mam ogromny sentyment do pierwszej części Test Drive Unlimited. W okolicach premiery tej gry rodzice kupili mi nowy komputer, który i tak nie dawał sobie z tym tytułem rady (jak się później okazało przez skręcony procesor w ustawieniach BIOSu). Później kupiłem PSP i oniemiałem – jak to cała gra w wielkim świecie na tak małym sprzęcie? Nie mieściło mi się to w głowie, a do tytułu wracałem w kolejnych latach, ostatni raz kończąc TDU w 2024 roku.
Dziś, dzięki studiu Ivory Tower (założonemu przez twórców Test Drive Unlimited) wracam na Oahu, by ponownie ścigać się ekskluzywnymi autami, chociaż tym razem, do podbicia czeka też powietrze i woda.
Po napisaniu całej recenzji uważam, że już tutaj muszę zaznaczyć najważniejszy element gry. Otóż The Crew Motorfest jest grą „zawsze online”, czyli nie uruchomicie jej bez połączenia z internetem. Gra średnio też znosi uśpienie konsoli, a jeśli wyjdziecie poza zasięg WiFi, dostaniecie laga i koniec mistrzostw, trzeba restartować. Raz wyskoczył mi błąd o połączeniu z siecią, ale zazwyczaj urwanie neta kończy się wyrzuceniem „niespodziewanego” błędu i powrotem do menu konsoli. Czyni to The Crew Motorfest ciekawym tytułem, bo niby jest przenośny, ale tylko w domu. W pociągu czy tramwaju nie ma szans na stabilną rozgrywkę. Jest to o tyle niespodziewane, że progresja w grze jest dość powolna, szybka podróż dostępna jest dość późno, a 90% trybów przeznaczonych jest dla jednego gracza. Czujcie się ostrzeżeni.
Wakacje na Hawajach

Microsoft Flight Simulator na jaki zasługujemy
Na początek chciałbym zarysować moje doświadczenie i preferencje, jeśli chodzi o gry wyścigowe. Wspomniany Test Drive Unlimited jest grą, do której wracam regularnie i która, moim zdaniem, nie zestarzała się, a wręcz dojrzała. Nie jestem wielkim fanem symulatorów, więc wyścigówka albo musi całkowicie odpinać wrotki pod względem modelu jazdy, jak Burnout, albo stanowić satysfakcjonujące wyzwanie w opanowaniu modelu jazdy, jak w Forzie Horizon. Tę ostatnią ogrywam zresztą regularnie – ukończyłem wszystkie części, a od połowy cyklu życia czwórki co tydzień spotykam się ze znajomymi, by wypełniać sezonowe zadania i po prostu pojeździć w dobrym towarzystwie.
Z The Crew doświadczenie mam niewielkie: przeszedłem jedynkę zanim spadła z rowerka i zapoczątkowała wspaniały ruch #StopKillingGames. Względnie mi się podobało, ale nie tyle model jazdy, co możliwość zwiedzania całych (przeskalowanych oczywiście) Stanów Zjednoczonych. Motorfesta odpaliłem na PC raz, na godzinę, w trakcie darmowego weekendu. Teraz dzięki wersji na Switcha 2 miałem okazję przysiąść na dłużej.
Jednak zanim przejdę do części o jeździe, kilku słów na temat świata i mapy gry. Wybór Oahu to nie tylko nostalgiczne zagranie dla starych dziadów takich jak ja, ale także bardzo rozważna decyzja pod względem zróżnicowania krajobrazu. Wyspa dostarcza zarówno ciekawe tereny miejskie i wiejskie, jak i sporo miejsca w terenach górskich dla wyścigów rajdowych. Nie ma tutaj co szukać zbytniego realizmu w ukształtowaniu terenu – całość jest przeskalowana, okoliczne wyspy są ułożone inaczej niż na prawdziwej mapie świata, no i z oczywistych względów wyspy w grze połączono siecią dróg biegnących przez ocean. Sporo tutaj specjalnie przygotowanych placów zabaw dla entuzjastów wielu kółek, w powietrzu zauważymy balony wskazujące charakterystyczne miejsca, a całość przemierza się dość przyjemnie. Poza główną wyspą dostajemy również dużo darmowej zawartości, którą twórcy dodali po oryginalnej premierze w 2023 roku. Poza nowymi autami i wyścigami dostaliśmy sporo pomniejszych wysp, które znacząco rozszerzają dostępny obszar rozgrywki, a wyspa Maui w niejednej grze byłoby płatnym dodatkiem. Ale o dodatkach to sobie jeszcze porozmawiamy.

Mapę można bardzo mocno przybliżyć, by dostać podgląd „live”. Przydaje się to w niektórych zadaniach.
Fajnym elementem, zabranym wprost z TDU, jest możliwość podglądu mapy „live”. Robiąc odpowiednio duże zbliżenie, zamiast statycznej mapy, dostajemy żywą makietę, czyli podgląd na to, jak wygląda okolica. W pełnym 3D, z poruszającymi się pojazdami, z możliwością modyfikacji kąta kamery. Szukanie charakterystycznych miejsc po zdjęciach jest dzięki temu super przyjemne. Mniej przyjemne jest to, że szybką podróż odblokowujemy dopiero po skończeniu większości gry. Każde uruchomienie gry zaczynamy na południu Oahu, więc do każdych zawodów trzeba najpierw dojechać – czasem i ponad 20 kilometrów. Nie sprzyja to krótkim sesjom na przenośnej konsoli.
Jeździć, skakać, latać, pływać

Są wyścigi drag, są monster cary, są drifty – jest co robić.
The Crew Motorfest ma kompleks Forzy Horizon, dlatego otoczka i część założeń jest niemal bliźniacza do flagowych wyścigów Microsoftu. Mamy więc wielki festiwal wyścigów i otoczkę święta sportów motorowych. Progresja nie odbywa się jednak w ramach zdobywania opasek czy pokonywania kolejnych wyścigów. W wyścigach Ubisoftu zaliczamy konkretne mini historie, w ramach których ścigamy się pojazdami konkretnego typu: będą to auta japońskie, auta Lamborghini czy Porsche, a czasem ścigać się będziemy w ramach wieczornego show komediowego. Ma to swoje plusy dodatnie i plusy ujemne.
Z plusów dodatnich należy zaznaczyć, że wyścigi w ramach konkretnej playlisty to nie są po prostu wyścigi z punktu A do punktu B. Przy zawodach skupionych na motoryzacji amerykańskiej pościgamy się (pseudo)monster carami, playlista Made in Japan 2 dorzuci nam zawody drifterskie, nie zabraknie obowiązkowego wyścigu dookoła wyspy. Każda playlista oferuje też inne wrażenia wizualne przez inną kolorystykę czy dodatki dookoła aren. Ta sama droga w dwóch różnych zawodach wyglądać będzie zupełnie inaczej, co doceni każdy, kto w Forzie po raz dziesiąty przejeżdża ten sam wyścig sezonowy, tylko co tydzień innym autem. Playlist łącznie jest aż 34 i jest to liczba znacząco imponująca, pozwalająca na dziesiątki, jeśli nie setki godzin zabawy. Poza zawodami playlisty odblokowują masę aktywności pobocznych, jak radary czy slalomy, zadania foto i ściganie się z rywalami. Jednego nie można The Crew Motorfest odmówić – jest tutaj co robić.

Pływanie wymaga zmiany myślenia o skręcaniu, przez co wcale nie jest łatwe.
Z plusów ujemnych – nie czuć zbytnio progresu. Niemal wszystkie zawody wykonujemy wypożyczonymi autami i dopiero później, w trybie „ swobodnym” możemy sami wybrać lub stuningować pojazd. Sprawia to, że mimo radości z kupna mocnego Lambo, nie bardzo mogłem nacieszyć się nim poza eksploracją. Fajnie, że w grze jest ponad 600 aut, ale większości z nich nie ma po co kupować. Innym tematem jest arsenał dostępnych wyścigów po skończeniu playlist. Zarzutów nie mam do zawodów cotygodniowych i miesięcznych – zdobywamy w nich unikatowe nagrody poprzez serię zawodów i pokazówek. Gorzej, jeśli chodzi o wyścigi online, bowiem tutaj nie ma wyboru – albo jedziemy zmieniający się co 10 minut Grand Race (dłuższy wyścig trzema różnymi pojazdami), albo nawalamy się w ramach dość drewnianego Destruction Derby. To tyle. Nie ma innych wyścigów online. Dodatkowo Grand Race na Switchu 2 trochę mija się z celem, ponieważ po wyłączeniu cross-play’u możecie zapomnieć, że znajdziecie kogokolwiek, a na innych konsolach traficie spoceńców z wymaksowanymi autami, którzy w tę grę grają już od trzech lat. Możecie z kumplami połączyć się online i zaliczać zwykłe playlisty, ale jeśli chodzi o wyścigi z randomami, to właściwie tyle. Brzmi źle, a jeśli połączymy to z koniecznością bycia online przez cały czas, jest wręcz tragicznie.

Cross-play wyłączony? To nie pograsz. Ale jeśli go włączysz, to chętnych do zabawy znajdziesz nawet w środku tygodnia, w środku nocy.
Warty odnotowania jest fakt, że poza autami do dyspozycji mamy nie tylko motory (którymi jeździ się dość podobnie), ale też… samoloty i motorówki! Nie ma ich co prawda wiele, rozszerzają jednak arsenał możliwości, jeśli chodzi o podróżowanie po wyspie. Najlepsze jest to, że pojazd możemy zmienić w trakcie gry szybkim skrótem klawiszowym, a część zawodów korzysta z tego myku, łącząc prowadzenie aut, samolotów i motorówek w jeden wyścig. Ciekawe, że tutaj da się zmienić pojazd w coś zupełnie innego w locie, a w Assassin’s Creed, by zmienić postacie, trzeba wejść do menu i przejść loading…
Auta z napędem rakietowym

Dużo screenów narobiłem latając, bo skala robi wrażenie.
Przyznaję z uznaniem, że grając dawno temu na PC byłem ignorantem. Uznałem wtedy model jazdy The Crew Motorfest za absolutnie skandaliczny, nierealistyczny i niezbyt zabawny. Dziś wiem, że oni mieli po prostu przecieki od Elona Muska. W The Crew bowiem, podobnie jak z zaprezentowanymi ostatnio Teslami, można skręcać w powietrzu. Niezwykle ciężko tutaj wykręcić beczkę, skoczyć krzywo czy zobaczyć spód auta. Trudnym zadaniem na Switchu 2 jest też utrzymać auta na drodze – nawet korygując delikatnie tor jazdy, mam wrażenie, że auto prostuje koła z wyraźnym opóźnieniem. Wejść w drift poza dedykowanymi zawodami jest całkiem ciężko, bo auta wydają się przyklejone do asfaltu. Kończy się tym, że w poślizg co prawda nie wpadam, lecz przez opóźnienie sterowania ciężko mi dobrze wyjść z zakrętu. Model kolizji też pozostawia wiele do życzenia. Tak jak rozumiem duży spadek prędkości przy otarciu o bandę, tak walka o pozycję z przeciwnikami przypomina zderzanie kartonowych pudeł. Nijak ma się to do mistrzowskiego modelu jazdy, które moim zdaniem osiągnęło Playground Games w Forzie Horizon. Oczywistym problemem jest też brak analogowych spustów, więc albo grzejemy do dechy, albo hamujemy na maxa. Można przestawić te ustawienia na prawą gałkę, ale z wygodą nie ma to zbyt wiele wspólnego.
Gra cierpi też na kilka problemów, na które cierpiały starsze Forzy. Klepiąc strefy wyczynowe, cywilne auta nadal stanowią przeszkodę nie do pokonania, a cofanie „czasu” nie cofa licznika w próbach czasowych. Klawisz szybkiego powtórzenia wyzwania jest ten sam, co hamulca ręcznego i co prawda da się to zmienić, ale pierwsze kilka razy nawet nie wiedziałem, dlaczego nagle teleportowało mnie przed fotoradar. Dobrze, że wyścigi samolotami czy motorówkami to margines, bo absolutnie nie mogę ogarnąć, jak się nimi efektywnie ścigać. W eksploracji gra generuje też sztucznych ścigantów wygenerowanych przez AI; pojawiają się znikąd i mimo braku kolizji potrafią przestraszyć i popsuć wyniki.

Jest widok z kokpitu, co cieszy. Graficznie GRID Legends to to jednak nie jest.
Ponarzekać też muszę na tuning aut. Ten wizualny jest dość ograniczony – zaawansowane malowania znajdą się wśród stworzonych przez społeczność, jednak są to wyjątki. Tragedią za to jest tuning mechaniczny. O tym, że kupowanych aut nie ma gdzie używać przez większość gry już wspominałem. Części jednak odblokowujemy losowo poprzez udział w wydarzeniach i nie można ich po prostu kupić u tunera. Co gorsza, części są inne dla każdej klasy pojazdu, więc zebranie wszystkich jest dość utrudnione. Nieużywane części niskiej jakości możemy przepalać lub łączyć, by zyskiwać takie o lepszych osiągach. Nie ma jednak żadnego rozróżnienia na opony drifterskie, slicki czy rajdowe – bierzesz po prostu te, które mają największy numerek. A to nie wszystko. Na to, jak dobrze prowadzi się auto, ma też wpływ poziom kierowcy. Za aktywności w miesięcznych i tygodniowych wyzwaniach dostajemy punkty legendy, które możemy przeznaczyć na dodatkowy hajs zarabiany za zawody, dodatkowy exp itp. I wszystko byłoby super, gdyby nie dało się za to także kupić „mocy”, czyli lepszego nitro, większej prędkość na wodzie, lepszego tunelu aerodynamicznego. W grze single-player – którą The Crew Motorfest jest, mimo bycia always online – można to jak najbardziej ogarnąć, ale w trybach online niszczy to jakiekolwiek ułudy balansu. I przypominam, że online grają właściwie tylko posiadacze innych platform, którzy mieli lata, żeby wyfarmić przewagę.

Screenshot dla uwagi.
Na Switchu 2 gra wygląda nieźle tak długo, jak stoimy w miejscu. Rozdzielczość i przenośnie, i na TV wygląda na Full HD, a gra trzyma stałe 30 klatek na sekundę. Modele aut są bardzo ładne, cienie, mimo iż rozpikselowane, nie są złe, a wrażenie robi skala mapy, szczególnie jeśli wzbijemy się wysoko w przestworza. Czar pryska od razu, gdy zaczniemy jechać. Wtedy w oczy kłuje zmieniająca się geometria obiektów i rysujące się przed autem cienie. Nawet gdy całą naszą trasę powinien spowijać cień pobliskiej góry, cień ten rysuje się w bliskiej odległości przed autem. Co ciekawe, działo się to też na PC na ustawieniach Ultra, chociaż tam następowało to trochę dalej od kamery. Ogólnie odnoszę wrażenie, że port jest dość leniwy, a brak szybkiej podróży (choćby we wcześniej odwiedzone miejsca!) czy konieczność grania tylko online nie wspomaga krótszych sesji, do których Switch 2 wydaje się przecież stworzony. Gra chyba ogólnie nie jest jakoś dobrze zoptymalizowana. Sprawdziłem ją na Steam Decku i Legionie Go na 800p z ustawieniami niskimi i na Decku otrzymałem średnio stabilne 30 klatek, na Legionie był0 ich maksymalnie 50.
Najlepsze, bo jedyne

Ciężko na statycznych obrazkach pokazać problemy z cieniowaniem czy pojawianiem się obiektów. Zaręczam Was, że za flagami, gdzie pada słońce, nadal jest cień.
The Crew Motorfest to najlepsze wyścigi w otwartym świecie na Switchu 2. Najlepsze, bo jedyne. Są wyścigi wyglądające zdecydowanie lepiej (GRID Legends), są i takie, które bawią bardziej (jak Need for Speed Hot Pursuit). Po kilkunastu godzinach gry pogodziłem się jednak z modelem jazdy – może nie zacząłem go lubić, ale zaakceptowałem go. Jestem sentymentalnym dziadem, więc powrót na Oahu chwyta moje serduszko, a między wyścigami przemieszczam się samolotem. Musimy jednak pamiętać o cenie. Gra oryginalnie wyszła w 2023 roku i na PC da się ją dostać za około 20 zł. Na innych konsolach ceny wahają się między 50 a 70 złotych. Wyszła też masa płatnego contentu, który na Switchu 2 niestety nie został domyślnie dodany do gry. Wydajemy więc 200 zł więcej za grę, a dodatkowo dostępne są 4 season passy za łącznie aż 520 zł. Są w nich auta, trzy playlisty DLC i Bóg Jeden raczy wiedzieć co, bo karta w eShopie nie bardzo posiada o tym informacje. Można kupić grę w edycji Headliners z dodatkowymi playlistami za 300 zł, lub pakiet Grand Garage, który kosztuje prawie 400 zł i zawiera pakiety aut, ale nie zawiera playlist. Można się pogubić.
Ciężko polecić mi The Crew Motorfest na Nintendo Switch 2. Może i jest drogo, ale za to nie da się grać offline. Zakup miałby sens w cenie znanej z innych platform. Można by zapłacić ponad stówkę, jeśli byłby tryb offline. Mimo ogromnej ilości zawartości, 220 złotych polskich to jednak zdecydowanie za dużo, gdy mogę za tę cenę kupić wersję na Steam, Ubisoft Connect, Playstation, Xboxa, a jeszcze zostanie mi na czteropak do otworzenia przy nowej gierce. Przy promocji 50%, jeśli nie macie innych sprzętów do grania, można się zastanowić.

Serdecznie dziękujemy firmie Ubisoft
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry.
Producent: Ivory Tower
Wydawca: Ubisoft
Data wydania: 08 października 2026 r.
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna
Waga: 58,5 GB
Cena: 219 PLN
Platformy: Nintendo Switch 2, PC, Xbox Series S/X/One, PlayStation 4/5




























Najnowsze komentarze