GRID Legends: Deluxe Edition
Najpiękniejsze wyścigi.
Pierwszy Switch naczekał się na porządne wyścigi z prawdziwego zdarzenia. Dostępny Gear.Club Unlimited był grą mobilną o tragicznym modelu jazdy, a Need for Speed pojawił się dość późno. Na absolutnym pustkowiu kompetentnych gier wyścigowych mocno błyszczał GRID Autosport. Tak, nadal był to port z telefonów, ale ten bazował na wydaniu PS3/X360. Sytuacja Switcha 2 po pół roku bycia z nami zapowiada się lepiej. Gear.Club Unlimited 3 jest tuż za rogiem, lecz EA na spółkę z Codemasters i Feral Interactive zapewnili nam już kolejnego GRIDa. I ponownie pozamiatali.

Pojechałby człowiek takim wozem w góry. Chociaż bałbym się o przycierkę na parkingu…
Najpiękniejszy i najszybszy
Co tu dużo mówić – GRID Legends to jedna z najlepiej wyglądających gier na Switchu 2. Już przy Tonym Hawku i WWE zgłaszałem, że są to wydania równorzędne do „dużych wersji” i nie brakuje absolutnie niczego, a w ruchu nawet nie widać wielkiej różnicy. GRID daje jednak coś więcej – zachwyt, że tak mały tablet jest w stanie wyświetlić tak piękny obraz. To absolutne wizualne arcydzieło, które możemy dostosować do swoich potrzeb. 30 klatek w wyższej rozdzielczości, z pięknymi odbiciami i deszczem na szybie, że kopara opada? Pewnie. 60 klatek i grafika, o której pierwszy Switch mógł pomarzyć? A jak! Natomiast jeśli gracie przenośnie, to i ekran na 120 klatek się przyda – co prawda aż takiej płynności nie uświadczymy, ale tryb zbalansowany daje nam ich 40 klatek, co było moim wyborem na przejazdy pociągiem do pracy.
- Tryb wydajności nadal wygląda ładnie…
- ale tryb grafiki na dużym telewizorze jest przepiękny
Grając czy to na dużym TV, czy na monitorze, nie mogłem do końca zdecydować się czy wolę tryb graficzny, czy tryb wydajności. Ciekawe jest to o tyle, że niemal zawsze wybieram wyższy klatkaż. W GRID Legends nie mogłem się po prostu zdecydować, przełączając między trybami w trakcie wyścigu. Z jednej strony czas reakcji w wyścigach jest niezwykle ważny. Z drugiej, ostatni raz grafika w wyścigach zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie w Driveclub na PS4. Szczególnie deszcz przy kamerze zza kierownicy – rozpryskujący się na szybie, zbierany przez wycieraczki, spływający na zakręcie w bok. Absolutne arcydzieło, które polecam obadać chociażby na kanale Digital Foundry. Niesamowite, że – tak jak przy poprzedniczce – bazą tego wydania jest gra mobilna.
Zawody w atmosferze skandalu

Jak ostatni raz widziałem tego Pana, to był licealistą na Netflixie.
Centralnym trybem gry jest „Story”, gdzie w ramach 36 różnorakich zawodów pokierujemy losami Kierowcy 22, który razem z ekipą Seneca Racing chce dostać się do zawodów Pro w kolejnym sezonie GRID. Między zawodami dostaniemy historię „od zera do bohatera” z oczywistym złym charakterem i twistem. To wyścigowa sztampa, a dodatkowe cele, które musimy zaliczać w trakcie zawodów, nie są jakieś wygórowane, przemknąłem więc przez całość niczym Robert Kubica Driver Błyskawica i bawiłem się naprawdę dobrze. W trakcie „kariery” dostajemy do dyspozycji przeróżne auta i zadania, nie sposób się więc nudzić. Trochę gorzej było w kolejnych czterech „mini-karierach”, które na dużych konsolach serwowane były w ramach DLC (każda kosztowała 10 dolarów). Właściwie tylko „Rise of Ravenwest” mogę uznać za naprawdę udane – mamy wyścigi w przeszłości serwowane z fajnymi filtrami ekranu (wydarzenia z 2002 roku upiększone są filtrem CRT, a późniejsze wyścigi mają „żółty filtr” charakterystyczny dla Xboxa 360), jest tam też jakaś historia i motyw przewodni. „Winter Bash” i „Enduring Spirit” wprowadzają po prostu nowe trasy, a „Classic Car-Nage”… Oj tutaj się ewidentnie coś popsuło.

W ramach trybu Story przejedziemy się naprawdę różnorodnymi maszynami.
Lubię rozwałkę autami. Tęsknię za klasycznymi Burnoutami (jeszcze sprzed Paradise), świetnie bawiłem się we Wreckfest, ale tutaj model zniszczeń jest absolutnie nieprzystosowany do zawodów w stylu Destruction Derby. Zadania z kampanii „Car-Nage” sprawiały mi ból, bowiem system naliczania obrażeń przeciwnikom jest najzwyczajniej w świecie skopany. Możesz wjechać w inne auto z impetem, który zmiótłby je z planszy, wgniótł w barierki i przerobił na lampkę nocną, ale gra zaliczy tylko 150 obrażeń. Nabić trzeba kilka tysięcy, ryzykując jednocześnie zniszczeniem własnego wozu… Dziwne jest to o tyle, że w innych trybach gry może auta nie zgniatają się w puszkę, ale wszelkie zderzenia potrafią skończyć się urwanym kołem czy spektakularnymi koziołkami. Bardzo często zdarzało się, że AI popełniało błędy kończące się karambolem, co pozytywnie wpływa na „realność” tradycyjnych wyścigów i ich emocje, które wyzwalają. „Classic Car-Nage” jednak tylko irytował, uderzenia niszczyły bowiem moje auto, a przeciwnicy wychodzili z całości bez szwanku. Absolutnie tego trybu nie odpalajcie.

Classic Car-Nage należy zostawić za sobą, a najlepiej wcale tam nie wchodzić.
Kolejnym trybem jest „Career”, które jest jedynie zlepkiem wydarzeń bardzo podobnych do tych z opcji w „Story”, jednak bez przerywników z aktorami. Nazywanie tego „karierą” jest mocno na wyrost, nie mamy bowiem sezonu, w którym zbieralibyśmy punkty, a jedynie oderwane od siebie wyścigi, w których często i gęsto nie musimy nawet wygrywać. Nie ma kwalifikacji, nie ma tabel, awansów. Są po prostu wyzwania podzielone na kategorie aut. Sprawy nie ratuje „Free Play”, gdzie skonfigurujemy sobie trasę, pogodę czy klasę aut, zrobimy nawet puchar, ale składająca się tylko z czterech wyścigów. Online istnieje tylko jako dodatkowe wydarzenia, gdzie nie ścigamy się z żywymi przeciwnikami, a nabijamy czas na torach zapełnionych (absolutnie bez sensu) przez boty. Dodatkowo tablica wyników dzielona jest z Androidem i iOS, co wyjaśnia braki właśnie w kwestii wyścigów z żywymi graczami. Niestety, nieobecny jest też split-screen, który umilał czas przy poprzednim GRIDzie.
Gaz (zawsze) do dechy!

Ale żeby ciągnik siodłowy wyprzedzał małe auto z prawej strony? Halo? Policja?
Sam model jazdy w GRID Legends zdecydowanie mogę uznać za przyjemny balans między symulacją a arcade’em. Auta mają różną charakterystykę, bolidy prowadzi się wręcz fantastycznie, a nad muscle carami ciężko zapanować przy przyspieszeniu. Jako wieloletni fan Forzy Horizon przykozaczyłem i wyłączyłem wszystkie asysty i był to dość istotny błąd. Musimy pamiętać, że Switch 2 nie posiada analogowych spustów, więc gaz czy hamulec zawsze wciśnięty będzie do dechy. Możemy próbować przyspieszać i hamować prawą gałką, a posiadacze pada od Gamecube’a mogą po prostu podpiąć swoje cacko, jednak w klasycznym sterowaniu czy to Joy-Conami, czy Pro Controllerem, czy nawet padami od 8bitdo nie przeskoczymy problemu. Z podkulonym ogonem wsiąknąłem więc w ustawienia i muszę przyznać, że twórcy spisali się na medal. Opcji dostosowania asyst jest od groma, więc nawet kompletni laicy mogą wybrać GRID Legends jako „moją pierwszą grę wyścigową”. Ostatecznie została u mnie kontrola trakcji i ABS, żeby opony nie boksowały/blokowały się przy co mocniejszych furach.

Pozwólcie że jeszcze przez chwilę pozachwycam się deszczem… Chociaż na tylną szybę najwidoczniej nie pada 🙂
Poza nieszczęsnym „Destruction Derby” model zniszczeń jest sensowny – nie karze gracza za każdą kraksę kompletnym złomowaniem, a konsekwentnie gnie blachę i wyłącza konkretne systemy. Nie ma mowy o realizmie, ale też nikt tutaj tego realizmu nie oczekuje, ewidentnie natomiast czuć, gdy układ kierowniczy przestaje poprawnie działać, a auto znosi na jedną stronę. Zniszczenia zresztą możemy w opcjach wyłączyć, jeśli tylko najdzie nas na to ochota. O wszelkie defekty nietrudno – AI nawet na wyższych poziomach trudności popełnia karygodne błędy, które kończą się sporym zamieszaniem na trasie – zresztą sam początek fabuły ewidentnie nam to pokazuje. Co ważne, twórcy są tego świadomi, więc nie dostajemy kar czasowych za zderzenia czy obcierki, za to czasem dostaniemy kilka sekund kary, jeśli zbyt mocno zetniemy zakręt.

Tym autem raczej daleko już nie zajadę.
Wymagający model jazdy ma właściwie tylko jeden minus – jest super tak długo, jak nie przepychamy się z wrogami. Mam wrażenie, że ich dotyczą trochę inne prawa fizyki, bowiem za żadne skarby nie potrafiłem ich zepchnąć, jadąc bok w bok. W drugą stronę jednak nawet najmniejsze zahaczenie przeciwnika o naszą karoserię kończy się bączkiem i wjazdem w barierki. Potrafi być to irytujące, polecam więc nie ograniczać się w ustawieniu „cofania czasu”, które pozwala korygować błędy i zmniejszać je do straty kilku sekund z życia zamiast restartu całego wyścigu.
Osobny akapit muszę napisać o zawodach w zasuwaniu maszyną bokiem (w końcu na pierwszym Switchu zrobiłem nawet mini-przegląd gier o drifcie). Muszę przyznać, że model jazdy nie zawodzi – mimo braków w możliwości dokładnej manipulacji gazem jeździ się naprawdę dobrze. Auta ładnie „płyną”, a ogarnięcie tras wymaga umiejętności. Bywa, że zawody odbywają się w dokach, mamy więc mało miejsca i suniemy między kontenerami. Inne wydarzenia odbywają się na torach, gdzie ciągniemy długie combosy. Można się zakochać, chociaż tras trzeba się nauczyć – uderzenie w najmniejszy słupek zeruje mnożnik combo, a małych przeszkód – mimo znakomitej grafiki – na małym ekranie czasem po prostu nie widać.

Jeśli utrzymacie mnożnik driftu przez kilka okrążeń to bez problemu wygracie każde zawody.
Autorzy przygotowali miks ponad 100 aut, w większości od prawdziwych producentów. Możemy więc pohulać Renault Clio, następnie skakać na rampach pick-upami, zbierać boost autami elektrycznymi, by na końcu zasiąść za kółkiem potężnych bolidów F1. Od początku możemy jeździć dowolnym autem – odpalimy tylko procent z wygranej za jego wypożyczenie. Po kupnie auta możemy je ulepszać, co wymaga spełnienia konkretnych warunków danym pojazdem. Contentu do odblokowania jest więc całkiem sporo, jeśli chodzi o same machiny, a jest tego więcej. Sponsorzy mają zróżnicowane zadania i unikalne wyścigi z nagrodami typu ulepszenia ogólne zwiększające zdobywany hajs lub zmniejszające cenę zakupu aut. Odblokowanie 100% gry to zadanie na dziesiątki, jeśli nie setki godzin. Niestety, przez brak klasycznych sezonów może do tego zabraknąć motywacji, a kupowanie aut trochę mija się z celem. Z ciekawostek – podobnie jak w Autosporcie, kierowcy z naszej drużyny możemy nakazać agresywniejszą jazdę lub utrzymanie pozycji. Tak przynajmniej wynika z odblokowywanych umiejętności, nie byłem natomiast w stanie w żaden sposób wywołać tej opcji, z kolei tutoriale i opcje milczą na ten temat.
Najlepsze wyścigi na Switcha 2. Oby nie ostatnie…

GRID odjeżdża wyścigowej konkurencji – 2026, recenzowane.
GRID Legends to z jednej strony gra mająca spore braki w angażującej zawartości, zarówno offline, jak i online, z drugiej strony model jazdy jest satysfakcjonujący. Dzięki różnorodnym opcjom poziomu trudności gra stawi wyzwanie i żółtodziobom, i weteranom. Jest to też gra przepiękna, która pod względem jakości grafiki konkurować na Switchu 2 może chyba tylko z Asasynem czy Cyberpunkiem. Nie powinno nam też umknąć, że tytuł dostępny jest od dnia premiery w bardzo przystępnej cenie 120 polskich złotych – na Steamie zapłacimy więcej za same dodatki. Wersja na Androida kosztuje mniej niż 40 zł, a oferuje to samo + analogowe spusty jeśli macie jakiegokolwiek sensownego pada 🙂
Pierwszy Switch zalany został badziewnymi ścigałkami po kilka złotych, a tytuły warte uwagi można policzyć na palcach jednej ręki nieogarniętego drwala. Najnowsza konsola Nintendo dostała znakomite wyścigi samochodowe już na początku swojego życia – GRID Legends rzuca rękawice i z dumą czeka na konkurencję. Nam pozostaje tylko liczyć, że jakakolwiek konkurencja się pojawi…
PS – Gra nie ma języka polskiego, lecz ten planowany jest w przyszłości.
PS 2 – W trakcie pisania recenzji natrafiłem na paskudnego babola – gra potrafi zawiesić się podczas zapisu rozgrywki. Nie ma wyjścia, trzeba restartować tytuł, lecz zapis całego profilu (a więc cały progres) się wtedy psuje. W takim przypadku, aby wejść do menu gry, trzeba zapis całkowicie usunąć z konsoli. W związku z tym nie mogę z czystym sumieniem polecić GRID Legends, dopóki problem nie zostanie naprawiony. Jeśli tak się stanie, dam Wam znać.
PS 3 – Patch wydany, zapisy uratowane, wystawiam więc jedyną słuszną ocenę 🙂
Zakup obowiązkowy!

Serdecznie dziękujemy Feral Interactive
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry
Producent: Feral Interactive, Codemasters
Wydawca:Feral Interactive, EA
Data wydania: 25 lutego 2022 r. (PC, Playstation, Xbox), 29 stycznia 2026 (Switch 2)
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 28,4 GB
Cena: 119,99 PLN
Platformy: Switch 2, PC, PlayStation 4/5, Xbox One/Series




























Najnowsze komentarze