Moonlighter

Moonlighter z jednej strony mnie zaciekawił, z drugiej odrzucił – ciekawie wyglądała eksploracja lochów, odstraszała część handlowa. Okazało się, że obie bardzo wciągają!

Na początku dowiadujemy się, że miasteczko, w którym mieszkamy, kiedyś świetnie prosperowało. Działo się tak, bo zostało założone w celu ułatwienia eksploracji kilku będących w jego pobliżu „jaskiń”. Jednak im dłużej trwało wydobywanie dóbr, tym więcej pojawiało się ofiar. Ludzie w końcu zdecydowali, że trzeba zamknąć dostęp do trzech z nich i została tylko jedyna, teoretycznie najbezpieczniejsza. Ale obok czterech wejść znajduje się też duże, piąte, które od zawsze jest zamknięte, a dostęp do nich wydają się otwierać cztery klucze. I tu wkraczamy my, młody spadkobierca sklepu, w którym płonie żądza przygody. Wyruszamy w lochy i powoli odkrywamy, czym tak naprawdę są i jakie zasady rządzą tym światem. W trakcie gry otrzymujemy trochę informacji, które utrzymują nasze zainteresowanie, ale o ciągu fabularnym zbytnio mówić tu nie można, bo oprócz wstępu dostajemy tak właściwie tylko zakończenie, choć konkretne. Takie rozwiązanie jednak nie przeszkadza, bo eksploracja i handel są wystarczająco absorbujące i bez konkretnej fabuły.

Najwięcej czasu spędzimy w rzeczonych „jaskiniach”. Są to tak właściwie lochy o różnych motywach tematyczny, jak ruiny czy las. Poza tym łączy je kilka cech wspólnych. Najważniejszą jest budowa – składają się z trzech pięter, a ostatni portal prowadzi do strażnika. Każde wejście do lochu przynosi nam inny rozkład pomieszczeń, chociaż już po kilku powrotach można dostrzec powtarzanie się ich. Twórcy nie poszaleli więc z rogalikowym silnikiem, ale obecny jest wystarczający, by eksploracja nas nie znudziła. Poza tym jesteśmy poganiani, bo jeśli za dużo czasu spędzimy na piętrze czy w lochu ogólnie, może przyjść po nas zielony glut (szczegóły odkryjecie sami). Walka z przeciwnikami odbywa się za pomocą kilku typów broni, które możemy wybrać według własnych preferencji. Tu jednak warto zaznaczyć, że możemy chodzić z dwiema broniami, i tak, dla przykładu, ja przeszedłem grę za pomocą wielkiego, ale wolnego miecza oraz łuku do asysty. Z racji tego, że każda broń ma swój zasięg, siłę oraz szybkość, warto szybko podjąć decyzję, jak najwygodniej będzie nam siekać wrogów, i się jej trzymać. Twórcy wybrali starą formę walki, a więc np. taką włócznią zaatakujemy tylko przed siebie, nie ustawimy się i nie pchniemy po skosie, co też warto mieć na uwadze. Możemy jednak chodzić po skosie oraz unikać ataków za pomocą przewrotów. Ten ostatni ruch przyda się też do omijania przepaści i pułapek, jak lawa czy woda pod napięciem – wejście w nie skończy się chwilowym zbieraniem obrażeń.

Generalnie celem eksploracji tych lochów, poza próbą znalezienia sposobu na otwarcie wielkich drzwi, jest wyrwanie stamtąd jak największej liczby przedmiotów. W zależności od typu „jaskini”, natrafimy na różne skarby, które przydadzą się do kilku rzeczy. Nasz plecak ma jednak bardzo ograniczone miejsce, więc nie wyniesiemy stamtąd wszystkiego. Co prawda pojawiają się potem w skrzyniach przedmioty, które np. od razu wysyłają do domu rzecz, na którą wskaże strzałka, ale to sporadyczne przypadki. Za to inne mogą po powrocie zniszczyć sąsiada, część pozostaje zagadką itp. Trzeba więc decydować, kiedy warto wrócić do miasteczka, czy może jednak zejść niżej i czy w ogóle przeżyjemy? W powrotach pomagają dwie rzeczy: naszyjnik zabierze nas do domu natychmiast i nie ogołoci nas; portal z kolei jest drogi, ale za to pozwoli jednorazowo wrócić tam, gdzie go postawiliśmy. Jeśli stracimy wszystkie punkty życia, zostaniemy wypluci przez loch na zewnątrz tylko z kilkoma rzeczami. Tak samo wygląda to przy walce ze strażnikami. Jeśli polegniemy, wrócimy, ale stracimy np. wszystkie nie tak tanie odnawiające zdrowie mikstury, a nie ma opcji, by wczytać sejwa.

Zdobywanie towaru to była ta domyślnie fajniejsza część gry. Ale komu by się chciało sprzedawać to wszystko osobiście? Mnie się nie chciało, a przynajmniej takie miałem początkowe założenia. Szybko okazało się, że wystawianie towaru na półki oraz pilnowanie cen jest strasznie wciągające… Bo tak, nie tylko cały ten majdan musimy przynieść, potem trzeba go jeszcze rozstawić na stołach (im bardziej rozwiniemy sklep, tym będzie więcej miejsca na to), ale to jest proste. Najciekawsze jest ustalanie cen. Każdy nowy przedmiot wyceniamy w ciemno, a potem patrzymy, jaką jedną z czterech reakcji na kwotę robią klienci. Naturalnie celem jest trafienie w złoty środek, czyli ustawienie jak najwyżej akceptowalnej dla klienta ceny. Generalnym efektem połączenia tych dwóch form rozgrywki jest wykształcenie rytmu, czyli raz, dwa, trzy razy idziemy po towary, a potem je sprzedajemy. Co prawda później dochodzi jeszcze opcja wykonywania zleceń, ale mimo że jest intratna, to jednak też upierdliwa i lepiej skupić się na samej sprzedaży. Zdobywane monety przeznaczymy na kilka rzeczy. Oczywiście najważniejszy będzie ekwipunek, który znajduje się u kowala. Warto będzie go też ulepszać go u, powiedzmy, wiedźmy, która także ma swej ofercie mikstury. Gdy już dość zarobimy, sprowadzimy do miasteczka innego sklepikarza czy bankiera, a nawet wynajmiemy sobie pracownika.

Wszystko to zostało podane w rzucie izometrycznym i piksel arcie. Co ciekawe, chociaż widać, że to zabawa piskelami, tak często odnosi się wrażenie, że całość została narysowana. Ogólnie na duży plus zasługuje pomysł na świat, który został osadzony w jakby w pograniczu średniowiecza z nowożytnością, ale dzięki lochom pojawiają się w nim też różne akcenty z czasów późniejszych i wcześniejszych. Stonowana kolorystyka też dobrze działa na klimat, a do typów lochów bardzo pasują ustawieni w nich przeciwnicy. Samych wrogów jest dość sporo i mają oryginalny charakter, nawet gdy powtarzają się „gatunkowo”. Interesująco wypadają również bossowie. Przez te kilkanaście godzin, które spędziłem głównie w trybie handheldowym, natrafiłem na tylko dwa bugi, w tym jeden był związany z gubieniem przez grę płynności, gdy pozostawała dłużej otwarta. Jednak już w dzień, dwa po premierze pojawił się patch, więc obstawię, że zostało to naprawiane. Jeśli chodzi o muzykę i efekty dźwiękowe, trzeba przyznać, że ładnie pasują do całości. Nie są jednak na tyle rzucające się w uszy, by zostały zapamiętane poza samą grą, ale za to uprzyjemniają zbieranie towaru oraz jego sprzedaż.

Moonlighter przede wszystkim zwraca na siebie uwagę dzięki grafice, ale i muzycznie też jest dobrze. W tym, czego na pierwszy rzut oka nie widać, najsłabiej wypada pod względem fabuły, ale widać, że budowanie historii z początkiem, środkiem i końcem nie było ideą twórców. Za to to, co proponują, dobrze pasuje do formuły gry. Sama formuła właściwie do końca wygląda tak samo – idziemy po towar, sprzedajemy go, idziemy itd. – ale nuży się to dopiero pod koniec, gdy już wszystko mamy zwiedzone i musimy tylko natrzepać kasy. W tym momencie muszę zaznaczyć, że po pierwszym strażniku zrzuciłem poziom trudności. Zacząłem od trudnego, który twórcy zalecają. Radziłem sobie na nim, ale doszedłem do wniosku, że w tym przypadku nie potrzebuję wydłużać walk, bo i konwencja nie daje jakiegoś specjalnego motywatora do tego. W końcu jednym z elementów rozgrywki jest ulepszanie ekwipunku, żeby ułatwić sobie dalszą tułaczkę, a nie radzenie sobie w nieustannie trudnych warunkach bez rozwoju sprzętu, jak np. w Hyper Light Drifterze. Przejście na normal uprzyjemniało ciąg dalszy gry, choć wciąż nie mogę powiedzieć, żeby było łatwo. Nadal co jakiś czas musiałem wracać z lochów czy z rozmysłem podchodzić do bossów. W sumie… gdyby nie trochę toporne uniki czy stare mechaniki, typu brak zmiany kierunku przy ciągu ataków, to może i bym został na tym trudnym? No nieważne, bo te około 13 godzin w wybranej opcji spędziłem z przyjemnością. I Was też to czeka, gdy sięgnięcie po Moonlightera, który dodatkowo cieszy bardzo dobrej jakości polskim tłumaczeniem.


Ocena: 8/10


Serdecznie dziękujemy 11 bit studios 
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Digital Sun
Wydawca: 11 bit studios
Data wydania: 5 listopada 2018 r.
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna (limitowana)
Waga: 1,5 GB
Cena: 89,99 PLN

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *