Yooka-Laylee

Na koniec roku 2019 trafiło mi się kilka gier, które szybko mnie odrzuciły albo coś w nich spowodowało, że w końcu straciłem cierpliwości. Yooka-Laylee jest jedną z tych produkcji.

Z trzy tygodnie zbierałem się, żeby napisać te pierwsze wrażenia. W międzyczasie zdążyłem nawet zapomnieć, co mnie ostatecznie odrzuciło od tej gry. To na szczęście przypomniałem sobie od razu po spojrzeniu na lodową krainę, w której utknąłem. Zacząłem od tego, żeby podać Wam powód, dla którego nie napiszę skrótu fabuły. Wiem tylko, że dwoje bohaterów rusza powstrzymać jakiegoś złego, których realizuje jakiś swój zły plan. Za to bardzo dobrze utknęło mi w pamięci, że dialogi były tak niemiłosiernie nudne i przeciągnięte, że najlepiej było je pominąć. Na szczęście ciągle musimy robić to samo, tylko w nowych miejscach, więc te teksty spokojnie można olać. W sumie myślę, że gdyby twórcy postarali się o dubbing, byłoby łatwiej zatrzymać się na scenkach, nawet gdy mocniej przynudzają. Niestety zamiast ludzkich głosów postaci wydają dziwne odgłosy, które szybko stają się męczące.

W przypadku gameplayu generalnie nie jest źle. Jak to przystało na platformówkę 3D czasem kamera nie zagra, czasem trudno ocenić odległość skoku czy odległość od przeciwnika. Jednak w Yooka-Laylee bardziej męczą pewne decyzje twórców. Przede wszystkim w każdej z kilku sporych krain jest sporo do zrobienia. Trzeba zebrać jakieś kartki, jakieś duszki czy znaleźć przedmiot, który pozwoli się zamienić w inne stworzenie, co pozwoli dostać się w nowe miejsce. Oczywiście taka ilość rzeczy do znalezienia nie jest minusem, ale już rozciągnięcie procesu ich zdobywania można nim być. Przede wszystkim szybko zaczyna męczyć poruszanie się po w miarę rozległych lokacjach. Wskoczyć da się na wiele skał, jest sporo zakamarków, ale to odległości między kolejnymi zadaniami potrafią być za duże. O przypadkowym spadnięciu i konieczności powtórzenia całej trasy lepiej nawet nie mówić. Frustrują też przeszkody, do których najpierw usilnie człowiek próbuje się dostać, by tylko dowiedzieć się, że do finiszu jest potrzebna umiejętność, której jeszcze nie odblokowaliśmy. Najbardziej jednak dobijają zbyt długie drogi w hubie, przez co dotarcie do kolejnego portalu zajmuje zdecydowanie za dużo czasu. Serio, hub, jaki proponuje chociażby Crash, to wręcz luksus.

Mimo żmudnego poruszania się po lokacjach w miarę dobrze bawiłem się przy szukaniu kartek. Z dwóch krain i dostępnych „atrakcji”, które widziałem, tylko jedna była wyraźnie przesadnie zaprojektowana. W jednym z zadań trzeba jechać wózkiem po torach i zbierać jakieś świecidełka. Zebranie minimum jest bardzo trudne, bo twórcy ubzdurali sobie, że gracz musi bardzo dobrze poznać w miarę długi tor tor i w odpowiednich momentach przyspieszać i zwalniać. Zadanie to jest tak toporne i frustrujące, że całkiem możliwe, że po nim byłem na krawędzi irytacji. Olałem to w końcu, pobiegałem jeszcze trochę, ale już nie miałem jak zbierać nowych rzeczy, więc zacząłem szukać wyjścia do huba. I wiecie co, nie znalazłem go, także dlatego, że nie ma żadnej mapy! Z pięć razy obleciałem planszę i, kurde, nie widziałem nigdzie tej cholernej książki! Wkurzyłem się wyłączyłem grę. Zabawne jest to, że wyjście znalazłem teraz, przy pisaniu recenzji. Musiałem odpalić grę i w trakcie upewniania się, że nie ma mapy, w menu znalazłem opcję wyjścia do huba (z zachowaniem postępu). Ale tak usilnie poszukiwane wyjście też zobaczyłem, bo przy nim pojawili się bohaterowie po odpaleniu na nowo gry. Dziadowski portal był ukryty w jakiejś grocie za wodą w krainie lodu, więc wejście było ciężko zauważyć…

Przy okazji ponownego włączania gry po raz pierwszy zobaczyłem, że nabiłem niemal cztery godziny i się zdziwiłem, że wyszło aż tyle. Biorąc jednak pod uwagę wyżej wymienione dłużyzny, nabiera to sensu. I gdyby nie one, skończyłbym tę grę, bo gameplay jako taki był wystarczająco przyjemny. Twórcy zbudowali też ciekawy i bardzo ładny świat, ale myślę, że za duży rozmach, z jakim to zrobili, nie wyszedł produkcji na dobre. Bo już pomijając naprawdę zbędną ilość kilometrów do przebycia, to jeszcze trzeba je pomnożyć razy kilka, gdyby się chciało zebrać wszystko z powodu konieczności powrotu do krain z nowymi zdolnościami. I tu pytanie do świata, produkcja na pewno była też robiona z myślą o młodszych graczach, więc dlaczego, do cholery, nie ma głupiej mapy? Ponieważ gra jest jaka jest, to gdybym ją skończył, pewnie dałbym jej szóstkę. No ale jej nie skończyłem, więc zostawię Wam informację, że musicie się przygotować na produkcję, która jest zbyt „długa” dla własnego dobra. Sam już do niej nie wrócę, ale za to zaciekawiła mnie na tyle, że przy jakiejś okazji zabiorę się za drugą pozycję z Yooką i Laylee. Liczę, że przeniesienie ich przygód w 2D pozwoli twórcom lepiej rozplanować atrakcje i tempo.


Producent: Playtonic Games
Wydawca: Team17
Data wydania: 14 grudnia 2017 r.
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna (limitowana od Limited Run Games)
Waga: 8,2 GB
Cena: 160 PLN


Tekst powstał dzięki naszej współpracy z Play-Asia! Dzięki Waszym zamówieniom zrobionym tam przez wejście przez nasz reflink oraz/lub z użyciem naszego kuponu zniżkowego będziemy w stanie zrecenzować jeszcze większą liczbę gier.

play-asia_mypsvita


Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *