Taiko no Tatsujin: Drum’n’Fun!

Moja przygoda z Taiko no Tatsujin zaczęła się od lotu samolotem. Musiałam odbyć podróż zamknięta w puszce ze skrzydłami, którą unoszą magiczne siły natury. Chociaż na co dzień jestem bardzo racjonalna, tak mój mózg nie chciał przyjąć żadnej próby wytłumaczenia, że wsiadając do samolotu, nie ma się czego bać. Dlatego zawsze na taką okazję ściągam jakąś grę. Obowiązkowo prostą i przyjemną, aby lot przeczekać z nosem wciśniętym w ekran. Dokładnie w momencie startu samolotu uruchomiłam demo Taiko no Tatsujin i… nagle minęły trzy godziny. Przez cały ten czas maksowałam jedyny dostępny utwór, „Furifuri Norinori”, na wszystkich poziomach trudności. Po powrocie do domu wiedziałam już, co muszę zrobić! Zakupiłam pełną wersję i przez kolejnych kilka wieczorów bawiłam się do momentu, gdy moje ręce ogłaszały niepodległość i przestawały działać.

Recenzję napisała Gramania

Seria gier Taiko no Tatsujin ma całkiem obszerną historię, która sięga roku 2001. W japońskich salonach gier można znaleźć niezliczone inkarnacje produkcji, jednak dziś skupię się na tej dostępnej na Nintendo Switch od 2018 roku. Gra posiada podtytuł Drum ‚n’ Fun! i tak jak głosi, walimy w nim w bęben, mając z tego dużo radości. Jakkolwiek źle by to stwierdzenie nie brzmiało, zarówno wypowiedziane na głos, jak i zapisane.

Nazwa taiko (jap. 太鼓), która oznacza „gruby bęben”, jest używana do określania nie tylko grubych bębnów, ale także wszystkich innych bębnów rozmaitych kształtów i rozmiarów. Gameplay Taiko na Tatsujin polega na rytmicznym uderzaniu właśnie w bębenki, które pojawiają się na ekranie w rytm piosenki niczym fala. Każdy utwór można rozegrać na kilka sposobów. Wszystko zależy od tego, jaką formę rozgrywki preferujemy i ile poświęcimy zasobów finansowych. W podstawowym sterowaniu możemy po prostu naciskać dane przyciski na naszej konsoli w zależności od wymaganego bębenka (czerwony oznacza lewą rękę, niebieski prawą). Jeśli nie siedzimy akurat w samolocie, polecam odłączyć joy-cony i traktować je jak pałeczki do uderzania w wirtualny bęben. Ta forma daje zdecydowanie więcej zabawy niż pierwsza i wymaga zaangażowania mięśni całej ręki, co nie tylko jest fajne, ale i zdrowe.

Trzeci sposób na granie w Taiko no Tatsujin wymaga zaangażowania finansowego poprzez zakupienie kontrolera, którzy wygląda jak bębenek. To w niego będziemy uderzać w rytm pojawiających się na ekranie uściśniętych buziek taiko za pomocą przeznaczonych do tego celu pałeczek. Każda z tych form sterowania pozwala inaczej doświadczyć gry, dając jeszcze więcej radości z odkrywaniu tytułu.

Piosenek w podstawowej wersji dostępnych jest siedemdziesiąt. Jeśli ta liczba jest dla Was za mała, istnieje możliwość rozbudowania biblioteki o utwory, które skradły serca graczy w starszych wersjach Taiko. Oczywiście za dopłatą. Obecnie cała biblioteka liczy sobie 191 piosenek i są to utwory zarówno stworzone oryginalnie na potrzeby tytułu, jak i kawałki z anime, gier, popu, vocaloidów; pojawia się nawet muzyka klasyczna. Każdy znajdzie tu coś dla siebie, a jeszcze ciekawiej jest, kiedy okazuje się, że im więcej się gra, tym więcej nowych piosenek zostaje nam udostępnionych. Jednak odblokowujemy nie tylko piosenki, ale także nowe postacie, które będą nas reprezentowały w trakcie rozgrywki. Począwszy od ośmiornicy ze Splatoon po tańczącego psa w modnej retro chusteczce. Każda z tych postaci ma inne zdolności, a to wpłynie na ułatwienie lub utrudnienie gry. Ten prosty zabieg powoduje, że ogrywanie nawet tych samych utworów może mieć różny przebieg i szybko się nie znudzi.

Na szczęście, aby odblokować nową zawartość, nie trzeba ogrywać piosenek na najwyższym możliwym poziomie trudności. Nic więc nie stoi na przeszkodzi, żeby cieszyć się komfortową dla siebie trudnością, a są cztery: łatwa, normalna, trudna i ekstremalna. Dodam jeszcze, że warto próbować różnych, bo np. jedna piosenka w Taiko no Tatsujin na poziomie Extreme doskonale zastępuje moją godzinną porcję ćwiczeń. Co więcej, jeśli dobrze nam idzie, gra nagradza nas coraz większą ilością postaci na ekranie, aby świętować nasz sukces. Istny festiwal taiko!

Taiko no Tatsujin zostało jednak przygotowane głównie do gry w grupie kilki osób i również w tej formie ukazuje ona zupełnie nowe możliwości. Możemy się zmierzyć z nawet czterema osobami w trybie pojedynku na tytuł bębniarza roku lub przejść do kolejnej zakładki. Tam znajdziemy 20 różnych imprezowych gier, które są proste jak budowa cepa, ale dają dużo więcej radości niż młócenie pszenicy. Zapewniam, bo wykonywałam obydwie czynności. Pośród mini gier znajdziemy gotowanie, skakanie przez skakankę w odpowiednim rytmie, łapanie jedzenia, ubijanie mochi czy odbijanie piłek. Każda z nich jest banalna, ale na imprezowe granie niczego więcej nie trzeba.

Uwielbiam Taiko na Tatsujin i nawet jeśli nie gram w nie zbyt często (gdy muszę lecieć lub mam zły humor), to polecam ten tytuł na pochmurne dni i na imprezy. Radości z rozgrywki jest ogrom, i jest to radość dziecięca, czysta i nieskrępowana. Niezależnie, czy już lubicie gry rytmiczne, czy macie tylko ochotę pomachać rękami, w tej produkcji znajdziecie niezbyt wysoki próg wejścia i szybkie wciagnięcie w zabawę. Ponadto jest to świetna rozgrywka dla tych, którzy chcieliby poczuć się trochę jak w japońskich salonach gier bez potrzeby wycieczki do Tokio. Kosztuje też kilka tysięcy mniej niż bilet do Japonii! Same plusy!


Producent: Bandai Namco
Wydawca: Bandai Namco
Data wydania: 2 listopada 2018 r.
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna
Waga: 4,4 GB
Cena: 249 PLN


Recenzja została przysłana na konkurs „Zrecenzuj mnie! 2”
i zajęła w nim dziewiąte miejsce.


Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *