Gone Home

Po długiej wycieczce wracasz do domu położonego samotnie w ciemnym lesie. W wejściu nie spotykasz szczęśliwej rodziny i gorącej kolacji. Choć w oknach zauważyć możesz zapalone światła, zamiast tego witają cię zamknięte drzwi oraz list od twojej siostry, w którym przeprasza i prosi cię o niepróbowanie rozwiązania zagadki zniknięcia wszystkich domowników.

Gry wideo kryją w sobie wciąż w pełni nieodkryty potencjał do opowiadania historii. Interakcja i otwartość w stopniu, o której inne media jak książki czy filmy wciąż mogą tylko pomarzyć, pozwala na korzystanie z technik niedostępnych dla scenarzystów jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Wspominałem już o tym w moich recenzjach fenomenalnych What Remains of Edith Finch oraz Return of the Obra Dinn. Wydane w 2013 roku na komputery osobiste Gone Home jest natomiast niejako dziadkiem wszystkich wydanych w ciągu ostatnich lat tytułów nazywanych często z pewną ironią „symulatorami chodzenia”.

No i do pewnego stopnia nie jest to niewłaściwe. Cała rozgrywka Gone Home opiera się na powolnej eksploracji opuszczonej posiadłości, grzebaniu w szafkach w poszukiwaniu notatek i od czasu do czasu odtworzeniu wiadomości głosowych pozostawionych w skrzynce telefonicznej. Jest to czynność, szczególnie na początku zabawy, nieco żmudna i wymagająca skupienia. Co jakiś czas gra daje nam znać o tym, że się nie zgubiliśmy, gdy po wzięciu do ręki kluczowego przedmiotu w tle słyszymy krótką historię z pamiętnika siostry bohaterki. Kolejne pomieszczenia zostają oddane do naszej dyspozycji wraz z postępami w eksploracji – znalezieniem kluczy lub mapy wskazującej na ukryte przejścia. Jednocześnie jednak gra ma do zaoferowania cały zestaw poszlak i wątków pobocznych, które pozwalają na zapoznanie się z historią innych członków rodziny. Wszystko to wciąż się odbywa poprzez łączenie ze sobą skrawków informacji porozrzucanych po pokojach i uważne obserwowanie otoczenia.

Warto tutaj wspomnieć o tym, jak dużo uwagi producenci poświęcili wszystkim pomieszczeniom. Każdy pokój jest przepełniony szczegółowymi obiektami, które prawie zawsze możemy wziąć do ręki i przyjrzeć im się z bliska. Kasety, trofea, mleko z wyraźną datą ważności leżące w lodówce, papier toaletowy. Jest tego mnóstwo i choć pozornie większość z nich nie ma nam do zaoferowania żadnych istotnych informacji, ich obecność nadaje całemu domowi autentyczności.

Twórcy bardzo postarali też się, abyśmy nigdy nie poczuli dysonansu związanego z czasem akcji. Wydarzenia gry dzieją się w latach dziewięćdziesiątych i co chwila gra o tym przypomina. Wszystkie telefony w grze to wciąż stacjonarne cegły. Na biurku znajdziemy magazyn opłakujący niedawną śmierć Kurta Cobeina. W listach wspominane są zaciekłe pojedynki na Super Nintendo w Street Fightera.

Wszystko to sprawia, że układanie fabularnych puzzli stało się dla mnie bardzo zajmujące. Sprzyja temu fakt, że kilka razy grze zdarza się prowadzić nas w ślepe zaułki, które dodają całej atmosferze dodatkową aurę tajemnicy. I choć gry nie nazwałbym stricte horrorem, kilka razy można poczuć zimny dreszcz przechodzący po plecach.

Gone Home to gra, która nie zajmie nam więcej czasu niż obejrzenie filmu. Jeśli mnie znacie, to wiecie, że dla mnie nie jest to spory problem – na rynku widzę miejsce zarówno dla kilkudziesięciogodzinnych RPG-ów, jak i dla takich małych doświadczeń. Tym bardziej ciężko mieć to za złe w sytuacji, gdzie na ostatniej promocji wersję Switchową wyrwać można było za nieco ponad 18 złotych. A, no i jeśli zastanawiacie się co z jakością portu, to raczej nie mam tutaj okazji do rozpisania się – gra działa bardzo dobrze we wszystkich trybach i nigdy mi się nie zacięła. W menu znajdziemy też sporo opcji dodatkowych i związanych z przystępnością, jak automatyczne włączenie wszystkich świateł w domu, odblokowanie całego domu i komentarz deweloperów. Niestety, zabrakło polskich napisów, co może stanowić pewną barierę, ale w tym przypadku inne platformy również nigdy nie otrzymały oficjalnego tłumaczenia.

Przygodówka The Fullbright Company to bez zwątpienia gra przełomowa, która stanowiła inspirację dla wielu innych indyków stawiających na wykorzystanie środowiska do opowiedzenia historii. I choć można się kłócić na temat tego, czy inni deweloperzy wycisnęli z niej więcej soku, Gone Home pozostaje naprawdę klimatycznym i ambitnym projektem, przez który po raz kolejny przebrnąłem z przyjemnością.


Ocena: 8/10


Producent: The Fullbright Company
Wydawca: Annapurna Interactive
Data wydania: 6 września 2018
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 3.0 GB
Cena: 56 PLN


Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *