Blood will be Spilled

Na pewno jest graczom prościej, gdy gra jest po prostu zła i można ją porzucić. Gorzej, gdy jest ciekawa i chce się ją skończyć, ale proces jest męczący. I do tej grupy należy Blood will be Spilled.

Słowackie Doublequote Studio wpadło na pomysł, aby stworzyć grę  westernową. Aby urozmaicić tę utartą drogę, zdecydowali się na antropomorfizację owadów, żeby grały role postaci borykających się z trudnym życiem na Dzikim Zachodzie. Protagonistą jest pokiereszowany komar Jack, który jest łowcą głów. Po latach tułaczki i posyłania za kratki lub do piachu kolejnych zbirów natrafia na zlecenie na jednego z byłych kompanów, które nader chętnie przyjmuje. I w ten sposób dowiadujemy się, że czeka na nas polowanie na kilku innych takich znajomych. Twórcy zadbali o to, by w grze pojawiło się sporo dialogów, które utrzymują westernowego ducha. Podobnie zresztą jest z grafiką i częścią dźwiękową. Komiksowy charakter gry dobrze oddaje miejsce akcji, także dzięki dobraniu kojarzonych z nim miejsc, jak salon, forty czy kanion. Nie zabrakło nawet akcji w pociągu. Obok zwykłych dialogów rozwój fabuły pokazują również świetnie przygotowane dynamiczne kadry komiksowe. Plusem jest także gra głosowa aktorów, którzy odpowiednio oddali akcenty Dzikiego Zachodu kojarzone przez nas z westernowych filmów. Muzyka także pasuje. Niestety już w tych pozytywach pokazują się pierwsze babole, np. czasem jest źle zaznaczona mówiąca postać; głosy postaci mają różne poziomy głośności i niektóre wydają się wydobywać z jakiejś pustki; muzyka jest za cicha; a obraz podczas rozgrywki zbyt często szarpie.

Tym samym zaczynamy litanię niedociągnięć. Gra została przygotowana w Unity, a to domyślnie rodzi wiele problemów, które zbyt często się powtarzają. Jeśli chodzi o optymalizację, to akurat problem portujących, bo widziałem wiele gładko chodzących indyków na Unity na Switchu. Niestety osoby odpowiedzialne za Blood will be Spilled nie postarały się, przez co przez całą kampanię ogrywaną na handheldzie co rusz doświadczamy chwilowych i pojedynczych, ale gwałtownych spowolnień, które pewnie wynikają z doczytywania. Choć też niekoniecznie, bo czasem potrafią pojawiać się przy szybszych akcjach platformowych, gdzie nie pokonuje się dużych odcinków. Ale w tej sferze pojawia się inny typowy dla gier na Unity problem, czyli tragiczne i sztywne skakanie. Czas, którego nie spędzamy na walkach i czytaniu dialogów, musimy poświęcić na przemieszczanie się. Nie jest to najważniejsza część produkcji, ale twórcy starali się ją urozmaicić, na przykład omijaniem przeszkód, szybkim skakaniem czy ucieczką. Problem w tym, że sterowanie jest dobijająco nieprecyzyjne, wolno reaguje i najczęściej przy wślizgu pojawiają się problemy z określeniem dobrego momentu na tę akcję. W dwóch, trzech miejscach, które wymusiły na mnie z dziesięć powtórzeń, miałem ochotę rzucić tę grę w cholerę, ale wytrzymałem do końca dzięki fabule i jako tako ciekawych walkach.

Walki w Blood will be Spilled prowadzimy w systemie turowym. W naszej kolejce przez większość gry prowadzimy jedynie Jacka, później dopiero dochodzą dodatkowe postaci. Domyślnie mamy dwie akcje na osobę i zalicza się do nich też przemieszczanie, przeładowanie i użycie butelki leczącej, co nieraz mocno odbije się na liczbie strzałów, które możemy posłać w naszej turze. Ponieważ przeciwników jest zawsze więcej, często zdarza się, że walkę trzeba powtórzyć, bo wystarczy, że wykonamy jeden zły ruch (np. strzał zamiast schowania się), aby dostać kilka kulek z rzędu. Z drugiej strony AI przeciwników do wymagających też nie należy, szczególnie przy bossach, co nieraz kończy się tym, że stoimy za jedną osłoną i strzelamy, aż się rozpadnie, a potem tylko zmieniamy miejsce. Aby usprawnić grę, szczególnie gdy mamy tylko Jacka do dyspozycji, zdecydowanie zabrakło własnoręcznego zakończenia tury. Dla przykładu, czasem można strzelić do jednego wroga, a do drugiego podejść. Niestety gra samodzielnie kończy naszą turę, gdy zużyjemy punkty akcji, więc już nie można użyć bez kosztowej akcji wyssania krwi, aby dobić wroga i dzięki temu zyskać przewagę. Z tego powodu potyczki są żmudniejsze, pomogłoby to też uniknąć niepotrzebnych powtórzeń całych walk, w których jesteśmy wręcz przytłoczeni przeciwnikami. Ciekawe jest też to, jak bezużyteczny jest, zdawałoby się, ważny atak dynamitem. Rzucanie nim jest tak właściwie loterią, bo niemal nigdy nie ląduje tam, gdzie chcemy, oraz wybucha zawsze, gdy przeciwnik zdąży sobie pójść… Tak właściwie najfajniejsze w tych walkach jest strzelanie, bo należy wybrać odpowiedni moment na posłanie kulki. Z drugiej strony czekanie, aż zbyt rozbujana broń odpowiednio się opuści czy podniesie może zabierać za dużo czasu. I, co dość niedorzeczne, mamy opcję posłania kulki na drugi koniec planszy i trafienie przeciwnika, o ile na torze lotu nie stoi żadna przeszkoda

Blood will be Spilled nie ma długiej kampanii i w zależności od szczęścia w walkach przejście może zająć jakieś sześć godzin. Natomiast aby wydłużyć czas z produkcją twórcy zaproponowali trzy zestawy zdolności dla Jacka. W zależności od wyboru bohater będzie dobry, zły lub brzydki i nie zmieni charakteru aż do końca gry. Ale jak troszkę mnie ciekawi, co może prezentować opcja zła i brzydka, tak masa niedoróbek widziana przy pierwszym przejściu skutecznie mnie zniechęca do zaczęcia gry na nowo, i tak też będzie z Wami. A piszę „będzie”, ponieważ produkcja ma pewną niewątpliwą wartość, dzięki której warto ją poznać. Oczywiście mam tu na myśli aspekt fabularny i oprawę AV oraz w miarę ciekawy pomysł na walkę. Jeśli jesteście w stanie wybaczać grom niedociągnięcia, a Blood will be Spilled pojawi się sporej promocji, to wtedy warto się nim zainteresować. Ale jeśli nade wszystko cenicie gładki gameplay, to żadna cena za tę produkcję nie będzie dobra.


Trudno powiedzieć…


Producent: Doublequote Studio
Wydawca: Attu Games
Data wydania: 20 lutego 2020 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 2 GB
Cena: 58 PLN

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.