The Wonderful 101: Remastered

Wysokoprocentowy stężony koncentrat z PlatinumGames.

Tworzenie gier wideo niemal zawsze wiąże się chodzeniem na ustępstwa. Czasami są one spowodowane ograniczeniami sprzętowymi. Czasami wytycznymi wydawcy i limitowanym budżetem. Czasami deweloperzy przy projektowaniu tytułów muszą zwracać uwagę na trendy rynkowe. W skrócie – tworzenie gier jest trudne. I coraz droższe. A ciężko przekonać producentów do eksperymentów i ryzykownych pomysłów, gdy koszty produkcji przekraczają kilkadziesiąt milionów dolarów.

Dlatego fakt, że projektom takim jak The Wonderful 101 od czasu do czasu udaje się ujrzeć światło dzienne jest małym cudem. Wydana w 2013 roku na WiiU gra akcji była pierwszą wyreżyserowaną przez Hidekiego Kamiyę grą Platynowych od czasu pierwszej Bayonetty. Do dzisiaj deweloper wspomina, że był to dla niego projekt niezwykle ważny, będący efektem miłości do kultowych japońskich seriali kostiumowych jak Kamen Rider. Jest to też gra niebojąca się zabawy utartymi w gatunku schematami, za których ustanowione są częściowo odpowiedzialni właśnie deweloperzy PlatinumGames. Dzięki temu wszystkiemu The Wonderful 101 jest grą, której po prostu nie potrafię nie kochać. Nawet jeśli niektóre z nowatorkich pomysłów powodowały u mnie spazmy irytacji.

Zwykle w grach akcji jest tak, że sterujemy jednym żołnierzem/bohaterem/synem demona, który zmierzyć się musi z kilkoma, kilkunastoma lub setkami (w przypadku musou) przeciwników jednocześnie. The Wonderful 101 odwraca te role. Tutaj kontrolę sprawujemy nad małą armią stu superbohaterów, naprzeciw którym stawiani są ogromni kosmici. Akcję obserwujemy z lotu ptaka, a zabawa opiera się głównie na nauce sekwencji ataków wyprowadzanych przez wrogów i odpowiadanie na nie odpowiednio dobranymi kontratakami.

Elementem najbardziej wyróżniającym Wonderful 101 na tle konkurencji jest bezdyskusyjnie system zmiany broni. Nie mamy tutaj typowego koła wyboru lub przeskakiwania między ekwipunkiem za pomocą d-pada. Zamiast tego prawym analogiem rysujemy różne kształty geometryczne. Na przykład koło to pięść, a prosta linia to miecz. Im większe koło lub linia, tym większa pięść lub miecz. Kształty te da się rysować przesuwając palcem po ekranie dotykowym w trybie handheld, ale mimo wszystko prawy analog jest wygodniejszą opcją – tak samo zresztą mówili gracze na WiiU.

W grze znajduje się kilka fragmentów zaprojektowanych pod dwa ekrany WiiU. Pozostawiono je w remasterze w niezmienionej formie dodając mniejsze okienko w jednym z rogów ekranu. Może nie jest to najbardziej eleganckie rozwiązanie problemu, ale działa – przynajmniej na TV. W ustawieniach możemy nawet dostosować jego wielkość i poziom przezroczystości.

Na początku co prawda dostępne są jedynie dwa dostępne kształty, które trudno ze sobą pomylić, ale nasz arsenał stopniowo się zwiększa wraz z postępami w fabule. Ani się obejrzymy, a kontrolowanie chaosu rozgrywającego się na ekranie będzie od nas wymagało regularnego przełączania się między pięścią zadająca największe obrażenia, a młotem zdolnym do rozkruszenia grubych pancerzy lub biczem pozwalających na wyrywanie z wrogów części zbroi kawałek po kawałku. Kiedy nabierzemy wprawy i odnajdziemy się w tym szalonym cyrku, potyczki potrafią być niesamowicie satysfakcjonujące i wynagradzane platynowymi lub złotymi medalami po ich zakończeniu. Jak się jednak pewnie domyślacie, nie zawsze wszystko działa tak jak powinno.

Jasne, raczej ciężko pomylić koło z prostą linią lub literą L przyzywającą pistolet. W późniejszej części kampanii zdecydowanie jednak zbyt często gra miała problem z odróżnieniem od siebie bardziej skomplikowanych kształtów. Kamera też lubi czasami dokładać kłopotów i zbliżać się zbyt blisko naszych bohaterów, przez co narażeni jesteśmy na pociski nadlatujące z roku ekranu. Oba te problemy z czasem tracą na znaczeniu wraz z nabieraniem doświadczenia przez gracza. Kamiya wielokrotnie wspominał, że fani powinni traktować pierwsze przejście jego gier jako samouczek. I maksyma ta nigdy nie była celniejsza.

Niech kreskówkowy art style was nie zmyli – to zdecydowanie gra twórców Bayonetty.

Pierwsze kilkanaście godzin z kampanią Wonderful 101 to rollercoster emocji, który na zmianę powoduje zastrzyk adrenaliny godny najlepszych momentów Bayonetty lub Metal Gear Rising, i irytację powodującą chęć rzucenia padem o ścianę. Koniec końców tych pierwszych jest zdecydowanie więcej, a cały czas chce się grać dalej – także dlatego, że Wonderful 101 to jedna z najbardziej widowiskowych gier w dorobku PlatinumGames.

Przez cały czas kilkunastogodzinnej kampanii gra zalewa nas efekciarskimi sekwencjami pełnymi czerstwych one-linerów, wybuchów i zwrotów akcji. Gdy wydaje się, że minionej walki z bossem już nic nie będzie w stanie przebić, kolejny rozdział wrzuca nas do wnętrza buzującego wulkanu i zmusza do pojedynku na pięści z ogromnym cyborgiem w oczywisty sposób nawiązując do Punch-Out! Na każdym krok czuć jak dużo serca i pasji włożono w każdy segment. Nawet prosta fabuła o tajnej drużynie herosów broniących ziemię przed najazdem kosmitów zyskała moje zainteresowanie swoim przesadzonym pastiszem i barwną kolekcją postaci.

Trochę zawodzi jednak jakość portu. Niech nie zmyli was “Remastered” w tytule. Pod względem graficznym gra nie zmieniła się ani trochę w porównaniu do oryginału na WiiU – wyjątkiem jest jedynie rozdzielczość podbita z 720p na WiiU do 1080p na Switchu. Wzrost mile widziany, ale niosący też ze sobą kilka problemów. PlatinumGames obiecało, że wersja na nową konsolę Nintendo działać będzie w 60 klatkach na sekundę. I teoretycznie tak, framerate jest odblokowany i najczęściej dobija do celu, ale w wielu segmentach da się wyczuć spore spadki płynności. Wciąż jednak jest porównywalnie do WiiU.

No i tak, można narzekać na brak usprawnień w sferze graficznej poza rozdzielczością, ale 8 lat po premierze Wonderful 101 wciąż wygląda naprawdę ślicznie. Oddalona od akcji kamera świetnie maskuje mniejszą rozdzielczość tekstur lub małą szczegółowość modeli naszych stu postaci. To drugie rzuca się w oczy jedynie w trakcie niektórych cutscenek.

Po ponad 10 latach obecności na rynku PlatinumGames ugruntowało swoją pozycję jako twórcy wymagających, lecz uczciwych gier akcji. The Wonderful 101 to zdecydowanie jeden z bardziej chaotycznie zaprojektowanych tytułów studia. Wymaga od oduczenia się pewnych odruchów, do których przyzwyczaiły nas nawet inne gry studio. Na osoby, które będą w stanie przegryźć się przez pierwsze kilka mało przyjaznych dla nowicjuszy godzin, czeka jednak jeden z oryginalniejszych i wynagradzających cierpliwość systemów walki poprzedniej dekady.

No bo jasne, czasami przeciwnikom pomaga kamera, narysowane koło zostanie odczytane jako slalom, a nasz bohater zostaje zmuszony do przyjęcia na klatę kolejnych obrażeń po byciu zablokowanym na kilka sekund w rogu ekranu. Wszystko to jednak przestaje mieć znaczenie, gdy w trakcie ostatniej fazy bossa w tle zaczyna grać główny temat muzyczny, bohaterowie zaczynają wykrzykiwać swoje slogany, a na koniec na ekranie pojawia się upragnione “Pure Platinum”.


Polecamy!


Producent: PlatinumGames
Wydawca: PlatinumGames
Data wydania: 22 maja 2020
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna
Waga: 7.7 GB
Cena: 180 zł


Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.