Crime Opera: The Butterfly Effect

Czasem przechodzi mi przez głowę myśl, że chciałabym zobaczyć porządną visual novelkę, ale w zupełnie zachodnim stylu, z mroczną historią pełną przemocy. Crime Opera zmieniło jednak moje zdanie w tej kwestii.

Ściślej rzecz biorąc, zobaczyć nadal bym chciała, ale w zdecydowanie lepszym wykonaniu. „The Butterfly Effect” to pierwsza z sześciu(!) historii zaplanowanych przez Crime Opera Studios. Opowiada o dysfunkcjonalnej, mafijnej rodzinie, w której przemoc kładzie się cieniem na życiu jej członków, a wzajemne powiązania potrafią udusić skuteczniej niż garota. Wszystkie brudy wychodzą na jaw, gdy umiera matrona rodu; a przecież nie tylko wewnętrzne porachunki są zagrożeniem, ale także inne mafie.

Nie będę ukrywać – „Ojciec chrzestny” pod względem jakości fabuły to to zdecydowanie nie jest. Skupmy się jednak na tym, co autorzy robią dobrze. Za jedną z tych rzeczy można uznać niespotykaną perspektywę – historia prowadzona jest bowiem z punktu widzenia szóstki dzieci, które stają się mimowolnymi ofiarami porządku rzeczy. Każde z nich ma zupełnie inne zapatrywanie na sytuację, jednak łączy ich bezsilność i potrzeba poradzenia sobie z nią, co próbują uczynić na różne sposoby. Najmłodsza córka zdecydowanie za bardzo angażuje się w los swojego wyimaginowanego przyjaciela, starsza wciąż marzy o ucieczce z chłopakiem; jeden syn zaczyna przejawiać niepokojące, socjopatyczne zachowania, inny zaś próbuje swoich sił w mafijnych zagrywkach, wiedząc, że przyjdzie mu kiedyś stanąć na czele rodu. Można więc  w sumie powiedzieć, że to zasadniczo dramat rodzinny o koszcie obojętności, co przy mafijnym klimacie oznacza naprawdę dobry punkt wyjścia.

Za to jeśli chodzi o intrygę i informacje o samych porachunkach, to są wprowadzane bardzo pośrednio i stosunkowo rzadko, a gdy to już się dzieje, można się pogubić od nadmiaru nazwisk i pobieżności wprowadzenia tego wszystkiego. Mogłoby to zagrać w malowywaniu obrazu zagubienia, jednak przez tak niedociągnięte wprowadzanie informacji w rezultacie gra traci balans, a my kontekst. Co więcej, przekrzywienie perspektywy na stronę nieznanego nie jest jedynym, co utrudnia uwiarygodnienie historii; większość dialogów z dorosłymi składa się niemal tylko wyłącznie z omówień i opisów przemocy, co, wbrew intencji twórców, nie czyni gry bardziej „dojrzałą”, a sprawia, że nie byłam w stanie złapać w pełnie emocjonalnego tła, które stało za bezsilnością; cały potencjalny psychologiczny sznyt zniknął. Motywacje zaczynały się rozmywać, a postaci zlewać w jedno.

Decyzje kompozycyjne i narracyjne również pogarszają sytuację. Niezbyt długa całość jest rozbita na 24(!) krótkie epizody i każdy z nich jest „opowiadany” przez innego bohatera, co daje po cztery rozdziały na postać. To mało, a o ile pozwala to na w pewien sposób osiągnięcie filmowego efektu akcji z dużą ilością suspensu budowanego dzięki cięciom i niedopowiedzeniom, tak zabrakło czasu na odpowiednie rozwinięcie postaci. W dalszym etapie, gdzieś za połową, już zaczyna się to „kupować” (bo trzeba przyznać, że mimo wszystko dobrze udało się sportretować dziecięcych bohaterów i tą okropną, niekomfortową, panującą wszędzie bezsilność), ale nie da się zasadniczo uniknąć przeświadczenia, że poświęcenie trochę więcej czasu na wprowadzenie od strony obyczajowej wyszłoby lepiej.

Kolejną kwestionowalną decyzją autorów jest wprowadzenie wyboru między czytaniem Crime Opera w sposób liniowy lub, nomen omen, dopuszczający własne decyzje gracza. Wyborów jest stosunkowo niewiele i każdy „niepoprawny” kończy się śmiercią w przeciągu mniej więcej trzech minut czytania od kliknięcia danej kwestii, więc siłą rzeczy i tak fabuła toczy się tak samo, a krótkie przebłyski innych ewentualności nie rozwijają żadnych wątków.

Do tego nie da się ukryć, że gra po prostu wygląda źle. Nie chodzi mi nawet o same sprite’y, bo dość specyficzny styl rysunku całkiem szybko zaczyna tworzyć specyficzny klimat, ale o niedbalstwo techniczne. To nie tylko kwestia estetyki i wygody, jak bardzo małe literki w dość nieestetycznym interfejsie. Pojawiają się też dość rażące błędy techniczne, jak “skaczące” sylwetki postaci dzieci podczas przejść między dialogami (niektóre z nich są niższe niż inne, więc podczas takiego przeskoku po prostu przez moment sprite lewituje w powietrzu) czy zasłanianie rysunków przez prostokąty z imieniem postaci. Pojawiają się też dziwaczne i niezrozumiałe decyzje artystyczne, jak stworzenie błyskających „przejść” między kolejnymi linijkami (na szczęście można je wyłączyć) czy przemieszanie formy okienek dialogowych oraz pisanej narracji na przyciemnionym tle. Należy do tego dołączyć nijaką ścieżkę dźwiękową i oto mamy warstwę audiowizualną, która wymaga sporej ilości samozaparcia, żeby się przez nią przebić.

Krótko mówiąc, Crime Opera: The Butterfly Effect co prawda nie jest grą beznadziejną, do tego punktuje sobie dość niespotykaną konwencją jak na visual novel, niestety pod względem wykonania – zarówno technicznego, jak i narracyjnego – leży. Można zagrać, ale po co?


Omijać z daleka…

 


Serdecznie dziękujemy eastasiasoft
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Crime Opera Studios
Wydawca: eastasiasoft
Data wydania: 28 kwietnia 2021 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Cena: 40 PLN

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.