Mighty Goose

Jeśli po Mighty Goose spodziewacie się tylko udanego klona serii Metal Slug… to bardzo miło się rozczarujecie.

Chyba nie ma graczy, którzy jeśli nie uwielbiają, to przynajmniej zetknęli się z kultowymi tytułami od SNK. O ich sukcesie zadecydowała nieskomplikowana rozgrywka, która niezmiennie bawi miliony nawet ćwierć wieku po premierze. Wydawane na niezliczoną ilość platform kolejne części Metal Slug stały się z czasem archetypem dwuwymiarowego shootera naszpikowanego akcją. I mimo że przez lata różni twórcy próbowali zdefiniować ten gatunek na nowo, zwykle kończyło się to dla nich mniejszą lub większą klapą. Aż do teraz.

Mighty Goose, podobnie jak poszczególne części Metal Slug, opiera się na masowej eksterminacji wrogów za pomocą ledwie kilku rodzajów broni i walce z bossem na końcu każdego etapu. Tutaj również mamy do czynienia z tytułem tyleż przystępnym, co trudnym, głównie na sprawą sporej ilości akcji. Reszta elementów gry ma jednak własny pomysł na siebie.

Po pierwsze primo, pixelart rządzi

Grafika w Mighty Goose jest wprawdzie nieskomplikowana, ale dzięki doskonale dobranej palecie barw oraz wszechobecnemu pixelartowi potrafi przyciągnąć oko, zwłaszcza w momentach, gdy na ekranie rozwałka osiąga apogeum. Festiwal świateł i kolorów towarzyszący takim chwilom to wręcz uczta dla zmysłów. Jakby tego było mało, bardzo podobały mi się liczne efekty specjalne, np. te obrazujące chwilowe spowolnienie akcji, co doskonale jest znane miłośnikom kina z lat osiemdziesiątych. Uwierzcie mi, buzia sama się wówczas uśmiecha!

Po drugie primo, dźwięk to majstersztyk

W latach osiemdziesiątych pozostała również znaczna część udźwiękowienia. Mam tu na myśli głównie nutki towarzyszące naszej wędrówce oraz muzykę w menusach. W przyjemny i znajomy nastrój wprowadzą nas również dźwięki wydawane przez obserwującego zagładę narratora oraz nieustannie żądną krwi protagonistkę. Ten pierwszy w jednoznaczny sposób m.in. informuje o zdobytej właśnie broni (Heavy Machine Gun!), zaś główna bohaterka… groźnie gęga. Tylko tyle i aż tyle – wydawane przez nią dźwięki niczego na placu boju nie zmieniają, ale sami zobaczycie, że naprawdę zabawnie jest skończyć rozwałkę solidnym gęgotem!

Po trzecie primo, ultimo: lifting gameplayu rządzi

Największa rewolucja czeka na nas jednak w rozgrywce. Na plan pierwszy wysuwa się unik dostępny pod przyciskiem R. Pozwala on umykać nie tylko wrogom, ale też i zmierzającym w naszą stronę pociskom. Co ciekawe, możemy go stosować zarówno na ziemi jak i w powietrzu, dzięki czemu nieraz uda nam się uniknąć dzięki temu nieprzyjemności.

Nowością jest również nieco bardziej rozwinięty niż w pierwowzorze wątek platformowy. W trudno dostępne lokacje pomaga nam dotrzeć własna broń. Im jest ona mocniejsza, tym wyżej nas wyniesie po wystrzale w dół ekranu, warto więc zawsze mieć na podorędziu porządną pukawkę!

Pomiędzy kolejnymi levelami możemy udoskonalać zbroję naszej gąski poprzez dodawanie do niej kolejnych umiejętności, np. dodatkowego skoku w powietrzu czy też szybszego ładowania pasku super ataku. Kierując się w stronę kolejnej planety sami decydujemy, w które z usprawnień uzbrajamy pancerz, dzięki czemu przystosowujemy ptasią wojowniczkę do własnych preferencji.

Ale wpływ na rozgrywkę mamy również już po wyruszeniu do szturmu. Wszystko dzięki monetom, które wypadają z poszatkowanych oponentów. Za zdobytą walutę możemy zakupić dodatkową broń bądź też zamówić kontener z bojowym pojazdem, również ikonicznym elementem serii Metal Slug. Maszyny są różnorakie – możemy skorzystać m.in. z jeżdżących czołgów, latających myśliwców czy też kroczących mechów. Pojazdy różnią się nie tylko szybkością, ale również uzbrojeniem – o ile czołgiem prujemy z lufy, o tyle używając mecha, niemilców musimy już tępić ręcznie.

W trakcie kampanii dodatkowo będziemy uwalniać osadzonych na innych planetach bohaterów, którzy w podzięce za wolność przyłączają się do naszej ekipy, oferując swoje umiejętności w trakcie demolki. Oczywiście wybór towarzysza misji zależy od nas. W razie potrzeb wyruszamy w rzeź np. z kimś kto wesprze siłę naszego ognia bądź też pomoże nam naprawić nasz pojazd.

Wspomniałem już o super ataku – niby banał, a również znacząco urozmaica rozgrywkę. Po nabiciu odpowiedniego paska, na krótki czas ataki naszej dziobowatej istoty zyskują na sile, zaś ona sama staje się chwilowo nieśmiertelna. Czasami to jedyne rozwiązanie na wykaraskanie się z poważnych tarapatów.

Metal Slug na miarę XXI wieku?

Podsumowując, Mighty Goose bardzo miło mnie zaskoczyła. Ma oczywiście parę niedoróbek, ale większość z nich nie tylko trapi także serię Metal Slug (np. niezbyt bogaty wachlarz przeciwników), ale również nie jest w stanie negatywnie wpłynąć na ocenę. Owszem, u podstaw tak udanego tytułu leży skopiowanie najlepszych pomysłów z japońskiego pierwowzoru, ale oferuje on też na tyle dużo świeżości, że nie ma możemy mówić jedynie o naśladownictwie. Dla niektórych doszło nawet do zmiany na tronie. Dla mnie na pewno.


Polecamy!


Serdecznie dziękujemy PLAYISM
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Blastmode, MP2 Games
Wydawca: PLAYISM
Data wydania: 5 czerwca 2021 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 268 Mb
Cena: 67,20 PLN

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.