YU-NO: A Girl Who Chants Love at the Bound of this World

Postanowiłem w trakcie jedzenia w pracy czytać visual novele zamiast przewijać Twittera i Facebooka. Na pierwszy duży rzut poszła YU-NO, która była idealna do tego przez pierwsze dwie ścieżki. Potem sprawy się skomplikowały.

Na początek trochę historii. YU-NO: A Girl Who Chants Love at the Bound of this World (ach, te długie japońskie tytuły) ukazała się po raz pierwszy na PC-98 na cztery dni przed końcem roku 1996. Stworzyło ją studio ELF i było to aż 25 lat temu. Wtedy była to gra dla dorosłych z nagimi scenami (szukałem w necie, ale nie trafiłem na konkretne screeny). Rok później pojawiła się wersja ocenzurowana na SEGA Saturn, a w 2000 została wydana wersja na Windowsa, ale też już bez nagości. Po latach MAGES doszli do wniosku, że produkcja zasługuje na wznowienie, więc wydali w Japonii remake, który posiada odświeżoną grafikę i przearanżowaną muzykę. Przypuszczam, że dubbing też został dodany, bo brzmi za świeżo, ale nie mogę znaleźć potwierdzenia. Japończycy mieli dodatkowe szczęście, że mają wersję na Vitę. Na Zachodzie jednak dzięki Spike Chunsoft mamy spory wybór platform, na których gra jest dostępna; są nimi Switch, PS4 i Steam. Zaznaczenie, jak stara jest to gra, oraz że pierwotnie była produkcją ero jest istotna, aby w pełni zrozumieć niektóre elementy, który nadal znajdują się w YU-NO.

A propos tych “elementów”.

No, to teraz możemy przejść do fabuły. Głównym bohaterem jest licealista Takuya Arima. Jest synem znanego, ale też kontrowersyjnego historyka, który niedawno zaginął, a później został uznany za zmarłego. Pewnego typowego dla Takuyi dnia przychodzi paczka, w której znajduje się list od uważanego za martwego ojca. Napisał w nim, żeby chłopak pojawił się w pobliskiej świątyni we wskazanym czasie. Poza tym w kartonie znajdowało się dziwne urządzenie, które, według rodziciela, miało pozwolić na podróżowanie w czasie oraz wyjaśnienie, że znana nam historia to tak naprawdę obraz jednego z niezliczonej liczby światów równoległych. Takuya oczywiście poszedł we wskazane miejsce, gdzie najpierw zobaczył pojawiającą się znikąd nagą młodą kobitę, by tuż po jej zniknięciu znaleźć się na muszce pistoletu, który wycelował w niego przyjaciel ojca. W panice chłopak dotknął urządzenia, które, jak się szybko okazuje, przeniosło go do tyłu w czasie. Opisany właśnie skrót fabuły to dopiero prequel, który zobaczymy tylko raz. Właściwa opowieść zaczyna się od ocknięcia się Takuyi w świątyni, gdzie znajduje się sam. Do tego też miejsca będzie zwykle powracał, gdy trafi na jedno z około dziesięciu zakończeń lub będziemy chcieli zacząć grę od nowa. W każdej z pięciu ścieżek, na które Takuya może wejść, zawsze towarzyszy mu pamięć o tym, jak mierzono do niego z pistoletu, natomiast zakończenia ścieżek zawsze są resetowane w jego pamięci. Ponieważ jest to stara gra, myślę, że twórcom mogło się po prostu nie udać zaimplementować tej pamięci, bo posiadanie jej pasowałoby do fabuły bardziej niż jej brak. Jest to jednak tak właściwie jedyna rysa, która pojawia się na opowiadanej przez twórców historii. A mamy tu do czynienia z miksem kryminału, science fiction (z dodatkiem erotyki, ale o tym później), przygody i trochę nawet thrillera, więc dobry efekt wcale nie był gwarantowany.

Bywa też naukowo.

Protagonista YU-NO, Takyua Arima, jest w drugiej klasie liceum, a jego charakter w skrócie można opisać jako mieszankę, palanta, seksisty i lesera. To jednak tylko pozory, ale o tym dowiem się dopiero przy dłuższym posiedzeniu z grą. Na początku, szczególnie w prologu, gdzie gra nie ma jeszcze nakreślonego swojego prawdziwego charakteru, uderza w czytelnika głupia komedia i strasznie dużo aluzji seksualnych, które rzuca Takuya,  oraz to, ile dostaje opcji macanek, a przynajmniej ile o nich myśli, podczas rozmów z dziewczynami i kobietami. Trzeba też przyznać, że nie brakuje w tej pozycji kobiet seksownie ubranych i często przynajmniej w części rozebranych. Współczesna kreska, którą opisywana wersja operuje, może bardzo mylić, ale to właśnie efekt korzeni produkcji. Jeśli ktoś bardzo nie lubi takich klimatów, to początek będzie ciężki. Warto jednak przymknąć oko na to, bo później, na szczęście, motywy te schodzą na dalszy plan i są już sensowniej wplatane. Pierwsza ścieżka, jaką podążyłem, należała do macochy Takuyi, czyli Ayumi Arimy, która jest raptem o kilka lat starsza od przybranego syna, a za jego ojca wyszło jedynie kilka miesięcy wcześniej. Po prologu historia skupiona na Ayumi jest najbardziej seksualna z wszystkich pozostałych, ponieważ głównie skupia się na relacjach tej dwójki oraz tym, jak on próbuje jej pomóc z problemami w pracy, które po części wyniknęły też z powodu zniknięcia ojca. Dowiemy się, o co chodzi z tajemniczą budową na plaży, czym zajmuje się Ayumi oraz przeprowadzimy swego rodzaju kryminalne, przyziemne śledztwo. Mimo że ścieżka ta ma mocny charakter zakazanej miłości z dodatkowym, nadrabia kryminalnym napięciem, dzięki czemu czyta się ją z zaciekaniem.

Chłopak z tyłu to Takuya.

Druga ścieżka, która mi się trafiła, należała do dwóch nauczycielek. Erika Takeda jest obecną wychowawczynią Takuyi oraz szkolną pielęgniarką, ale wkrótce okazuje się, że jej obecność w szkolnej placówce ma też dodatkowy cel. Na własną rękę przeprowadza śledztwo w sprawie dyrektora szkoły, a zarazem przyjaciela ojca protagonisty, Kozy Ryuzojiego. To także ścieżka łączona z jego asystentką, Mitsuki Ichijo, która była bardzo blisko z Takuyą, gdy zaginął jego ojciec. Tu już motywy seksualne zaczynają schodzić na dalszy plan, a właściwa fabuła i wręcz thillerowe motywy mają przewagę. Mamy też pierwsze głębsze wejrzenie w moc urządzenia teleportującego. Trzecia ścieżka, na którą trafiłem, należy do Mio Shimazu. Jest ona szkolną prymuską, która podkochuje się w Takuyi. Jest tu trochę romansu, ale jest bardziej dodatkiem, który rozwija się przy okazji. Główne skrzypce gra tu motyw przygody skupionej na odkrywaniu nieznanego – tu konkretnie tajemnica świątyni oraz przyjrzenie się teorii ojca Takuyi, która mówi o tym, że co 400 lat coś mocno wpływało na skok  japońskiej cywilizacji. O ile poprzednie dwie ścieżki były głównie czytankami, tak w tej znacznie bardziej trzeba pokombinować, najpierw odkrywając pewien medal, żeby w ogóle skończyć ten wątek, rozwiązać trudną łamigłówkę czy błądzić w podziemiach. Poszukiwania prowadzone przez Mio pokażą także, jak głęboko sięga wątek sci-fi w tej produkcji. Na koniec zostają dwie drogi, które, niestety, powielają wiele swoich treści. Należą do Kanny i Kaori, pierwsza jest koleżanką ze szkoły chłopaka, a druga reporterką. I dopiero gdy gracz dojdzie do dobrych zakończeń w każdej ze ścieżek oraz zbierze wszystkie klejnoty, będzie miał dane obejrzeć ostatni rozdział, który wyjaśni głęboko ukrytą prawdę. Czytania jest w cholerę, a przejście gry może zająć nawet 50 godzin!

Reflektor do przenoszenia się w czasie.

W YU-NO, jak na visual novel przystało, w znacznej mierze czytamy. Musimy też jednak znaleźć odpowiednie sceny do przeczytania i tu wchodzi point’n’clickowy charakter gry. W każdym miejscu mamy wiele punktów, którym możemy się przyjrzeć. Większość to tylko wypełniacze, ale czasem trzeba niemal maniakalnie w jeden punkt klikać, aby wywołać pożądaną reakcję. Mamy też trochę przedmiotów do zebrania, które przydadzą się również w innych ścieżkach niż ta, na której obecnie jesteśmy. I to w znacznej mierze z ich powodu bardzo przydaje się najważniejszy system w tej grze, czyli opcja cofania się w czasie. Dzięki reflektorowi, urządzeniu, które otrzymaliśmy od ojca, możemy użyć jednego ze znalezionych klejnotów i zapisać pamięć o tym miejscu. Przydaje się to na różnych rozdrożach oraz w miejscach, gdy istnieje szansa zdobycia jakiegoś przedmiotu, a może być potrzebny po raz kolejny. Klejnoty zawsze wracają do nas, gdy cofniemy się to punktu zapisu, więc jeśli zauważymy, że nie jest dany save potrzebny, możemy skoczyć do niego, zebrać klejnot i wrócić tam, oczywiście najpierw zaznaczając ten punkt klejnotem. Informuję o tym, ponieważ tej wiedzy zabrakło mi w pewnym momencie, przez co musiałem powtarzać długi kawałek gry, żeby odzyskać jedną z rzeczy. W podstawowym ustawieniu w grze często nie ma wyraźnych podpowiedzi, gdzie iść, a lokacji trochę jest. Szczególnie etapy, gdy trzeba kogoś znaleźć są wtedy bardzo męczące. Nie ma też informacji, że w danym miejscu może znajdować się przedmiot do użycia lub znalezienia. Tu z pomocą przychodzi opcja włączenia sobie pomocy! Po jej wybraniu (na początku gry lub potem w opcjach) system podpowiada nam, gdzie możemy pójść, aby utrzymać się na danej ścieżce; gdzie są jakieś przedmioty czy kiedy zrobić zapis klejnotem. W połączeniu z zaglądaniem na mapę ścieżek oraz sygnałem z reflektora, że jest to miejsce z rozgałęzieniem czytanie YU-NO jak książki staje się przyjemnie prostsze i sprawia, że łatwiej skupić się na fabule i nie traci się niepotrzebnie czasu na chaotyczne klikanie wszędzie po każdym wejściu do lokacji. Jednak nawet z opcją pomocy są miejsca, gdzie jednak sami musimy się wysilić, jak wspomniana przygodowa ścieżka Mio. Dodatkowo motyw cofania się w czasie dzięki urządzeniu świetnie idzie w parze z główną fabułą oraz idealnie pasuje do gry, która oferuje wielowarstwową fabułę, którą musimy poznać, dokonując innych wyborów na przestrzeni tego samego czasu. Duże wrażenie z kolei robi też to, że system ten został zaprogramowany przez twórców już w 1996 roku. Spokojnie mogę powiedzieć, że był to mistrzowski pomysł.

Im dalej w grę, tym o wiele bardziej gęsto się robi na tej mapie.

Odświeżona oprawa wizualna została przygotowana z dużą starannością. Postaci mają swój charakter, który całkiem dobrze bazuje na starym pierwowzorze. Poza tym sporo jest tu grafik specjalnych, które mają dodatkową… (nieraz dość rozebraną) jakość. Dużo chodzimy po tych samych lokacjach przez te pięć ścieżek, ale nie brakuje też co  jakiś czas pojawiających się nowych, które również cieszą przyłożeniem się twórców do jakości. Szkoda tylko, że nie dostaliśmy możliwości przeskoczenia do starej wersji, żeby móc sobie porównać bezpośrednio, jak to kiedyś było. Na pewno twórcom byłoby ciężko przenieść gameplay (rozłożenie punktów interakcji, jedna zagadka na pewno ma też inny wymiar), ale nawet sama opcja poglądu obrazu bez interakcji byłaby miłym dodatkiem. Na plus także zasługuje to, że w grze właściwie nie ma ekranów logowania, a gdy trzeba produkcję włączyć na nowo, to ładuje się ekspresowo. W kwestii dubbingu wystarczy powiedzieć tyle, że jest świetny. Nawet protagonista ma wiele nagranych kwestii. Do efektów dźwiękowych też trudno mieć zastrzeżenia. Gorzej już wygląda kwestia audio. Muzyka została przearanżowana i nagrana na nowo, ale bazuje na pierwowzorze. Jeżeli ktoś lubi muzykę jak z lat 80 z filmów klasy B, to może podjedzie; mnie większość utworów się nie podobała. Co ciekawe, oryginalną muzykę możemy sobie włączyć.

Zdecydowanie jest co oglądać!

YU-NO: A Girl Who Chants Love at the Bound of this World jest grą niewątpliwie ciekawą. Najtrudniej przebić się przez początek, który sugeruje kolejną bzdurną historyjkę ecchi z irytującym głównym bohaterem. Jednak gdy tylko dojdziemy do samego końca prologu okaże się, że kryje się tu coś więcej. Każda z pięciu ścieżek jest na swój sposób interesująca, a miks gatunków wykorzystanych do podania nam tej opowieści bardzo dobrze się przeplata, dzięki czemu też czytanie przez kilkadziesiąt godzin nie nuży. Interesującym rozwiązaniem jest system cofania się w czasie oraz zbieranie potrzebnych przedmiotów. Ale nie dajcie się zmylić, nawet z opcją dużej pomocy ze strony systemu wiele rzeczy można przeoczyć i warto jednak zajrzeć do poradnika, jeśli chce się bez większych kłopotów dotrzeć do wszystkich zakończeń, by zobaczyć wielki finał. Tak właściwie grę wziąłem trochę w ciemno, na pewno nie wiedziałem o jej starych korzeniach, a skusiła mnie głównie ładną grafiką (o wielu panty shotach też nie wiedziałem!) oraz była w znacznej promocji (z 50%). Po kilkudziesięciu godzinach z grą stwierdzam, że to zdecydowanie był dobry zakup. Produkcja nie jest idealna, na kilka rzeczy trzeba przymknąć oko, ale zdecydowanie warto się z nią zapoznać!

PS. Jest też anime na bazie gry, a konkretnie dwa. Pierwsze to czteroodcinkowy hentai z lat 1998-99, a druga to normalny serial składający się z 26 epków, który wyszedł 2019 roku. Mam w planie obejrzeć obie pozycje, choć kreska tego nowszego jest zbyt współcześnie młodzieżowa. Dobrze, że w odświeżonej odsłonie gry nie poszli w tę stronę.
PS2. Obejrzałem hentajca. Ponieważ próbowali tam wepchnąć jakąś fabułę, wszystko się posypało. Wydarzenia nie mają sensu, i jest za dużo gadania, żeby twórcom udało się zrobić dobrego pornola. Nie polecam.
PS3. Zacząłem oglądać serial. Jestem po piątym odcinku i jest to w miarę udana próba przeniesienia gry do animca. Baza jest zgodna z grą, są różne zmiany, ale jest ciekawie. Obejrzę do końca. Wam jednak proponuję najpierw zagrać grę, potem oglądać anime. I gdyby komuś przyszło na myśl, że można olać grę, bo wystarczy obejrzeć serial, to tym bardziej odsyłam do gry.


Polecamy!


Producent: ELF Corporation, MAGES
Wydawca: Spike Chunsoft
Data wydania: 4 października 2019 r.
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna
Waga: 5 GB
Cena: 200 PLN

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *