HORI Battle Pad

Seria seria Super Smash Bros., choć debiutowała na Nintendo 64, swoją olbrzymią popularność zawdzięcza GameCube’owi, na którym była najlepiej rozchodzącym się tytułem. Blisko 7,5 mln sprzedanych egzemplarzy przy łącznej liczbie prawie 22 mln wyprodukowanych „kostek” oznacza, że przynajmniej w co trzeciej konsoli kręcił się maleńki dysk z bijatyką wydaną w Europie dokładnie 20 lat temu.

Oczywistym jest, że w momencie wydania Super Smash Bros. Ultimate na Switcha pojawienie się na rynku kontrolera identycznego z gejmkjubowym było kwestią czasu. Sentyment to jedno, a ergonomia to drugie – obsługiwanie jakiejkolwiek dynamicznej gry na joyconie jest, delikatnie mówiąc, średnio przyjemne, a co dopiero jedną z najbardziej dynamicznych tytułów w historii gamingu. Najpierw na pomoc ruszyło samo Nintendo, które rozpoczęło… ponowną sprzedaż oryginalnego pada do GC, tyle że zapakowanego w nowe opakowanie. Niestety, żeby wrócić do dawnego sposobu grania nie wystarczył jednak zakup samego pada. Z uwagi na fakt, że był to kontroler oryginalny, konieczne okazywało się jeszcze dokupienie stosownej przejściówki…

Z czasem mniej lub bardziej podobne do oryginału kontrolery zaczęły zalewać rynek. Różniło je wiele, ale łączyło przynajmniej jedno – żaden z nich nie wymagał do prawidłowego działania zakupu dodatkowego akcesorium… Moją uwagę przykuł pad od HORI, ponieważ posiada logo Switcha na opakowaniu. Oznacza to, że pad ma błogosławieństwo Wielkiego N, a to powinno gwarantować bezstresowe użytkowanie. Tak też jest w przypadku mojego egzemplarza, którego bezproblemowo używam już trzeci rok. Co ważne, kontroler nie tylko nie wykazuje oznak zużycia mechanicznego, ale i wizualnie prezentuje się wciąż rewelacyjnie. To w głównej mierze zasługa bardzo dobrych materiałów użytych do jego wykończenia.

Złożona z dwóch części obudowa jest wprawdzie bardzo twarda, ale dzięki temu joypad, oznaczony bez ogródek przez producenta jako Battle Pad, sprawia niezwykle solidne wrażenie już przy pierwszym kontakcie. Rączki, za które chwytamy, są dodatkowo wykonane z chropowatego plastiku, dzięki czemu ryzyko wyślizgnięcia sprzętu ograniczone jest do minimum, zapewnia to też wentylację naszych dłoni w czasie intensywniejszych sesji. Górna część kontrolera jest wykonana z transparentnego materiału, dzięki czemu możemy dostrzec, jak pracują co niektóre elementy, np. triggery.

Kontroler dostępny jest w kilku wariantach tematycznych, a co za tym idzie również i kolorystycznych. Ja akurat zdecydowałem się na wersję czerwono-niebieską, a więc w barwach Mario, ale w razie co znajdą się też wariacje dla fanów innych postaci z jego uniwersum, a także ze świata Zeldy czy Pokémonów. Każdy z tych padów stosowne logo serii posiada nadrukowane w środkowej części, na której również zamieszczono dodatkowe przyciski charakterystyczne dla Switcha – plus z minusem oraz klawisze odpowiedzialne za powrót do menu konsoli oraz chwytanie screenshotów. Oprócz tego znalazło się też miejsce dla programowalnego przycisku turbo. Nigdy nie byłem fanem tego ficzera, ale zdaję sobie sprawę, że dla wielu graczy to wręcz nieodzowna funkcja.

Reszta jest praktycznie identyczna z oryginalnym padem do GameCube’a. Zamiast prawej gałki mamy więc osławiony C-stick (a więc gałkę wykastrowaną przez Japończyków z tradycyjnego grzybka), precyzyjny krzyżak, a także pełnowartościową gałkę w układzie, który nie wiedzieć dlaczego określa się w branży jako X-Boxowy, choć to Azjaci byli przecież szybsi w tej materii. W prawej części recenzowanego sprzętu znajduje się jego crème de la crème, a więc układ przycisków zaprojektowany w celu wygodniejszego prowadzenia pojedynków w Super Smash Bros, z centralnym przyciskiem A, niemożliwym do przeoczenia nawet w czasie najbardziej zaciętych walk.

Jako gracz, który przygodę z Super Smash Bros. rozpoczął właśnie od GC, nie wyobrażam sobie bardziej optymalnego sposobu kontrolowania w niej postaci. Ale czy gracze po raz pierwszy stykający się z tą grą na Switchu mogą myśleć podobnie? Tego już nie byłbym taki pewien. Mimo wielokrotnych prób, w gronie moich sparingpartnerów nikogo nie udało mi się przekonać do zainwestowania w opisywany sprzęt. Z przeprowadzanych z nimi rozmów najczęściej pojawia się argument o jego niewielkiej uniwersalności. Hardware od HORI otrzymał wprawdzie lewy trigger, ale na plan pierwszy wysuwa się tutaj nietypowy układ przycisków akcji. Osobną kwestią jest wykorzystywanie C-sticka – stawiam piwo osobie, która ukończy przy jego użyciu np. Dooma. Część z graczy nie jest też w stanie po latach rozpieszczenia padami bezprzewodowymi wrócić do grania na kablu. W mojej opinii to jednak żaden problem, tym bardziej, że przewód w padzie HORI jest dość długi (mierzy solidne 3 m) oraz giętki, dzięki czemu jest bardzo przyjazny w użytkowaniu. Zaletą kontrolera jest również jego cena – sprzęt bez problemu możemy upolować w kwocie poniżej 100 zł. Z drugiej jednak strony nie oferuje tak zaawansowanych funkcji jak żyroskop, ale też czegoś tak prozaicznego jak wibracje…

Podsumowując – jeśli nie jesteś fanem Super Smash Bros. Ultimate to obok recenzowanego kontrolera spokojnie możesz przejść obojętnie. Jeśli zaś uwielbiasz bitwy Mario i spółki to… pewnie już i Battle Pada kupiłeś.

 

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.