Lenovo Legion Go

Legion Go to tak podstępna hybryda, że musimy podejść do niej we dwóch!

Nasza redakcja pokochała PC-ty w formie przenośnych konsol. Duża biblioteka niedostępnych na Switchu gier przekonała Quithe i Krowena do Steam Decka, a Fryta po odesłaniu egzemplarza recenzenckiego Asusa ROG Ally zakupił prywatny egzemplarz. Steam Deckowe duo miało jednak apetyt na więcej i po trzech miesiącach użytkowania Lenovo Legion Go podejmuje się rozmowy o nim!

Refleksy od okna na ekranie wyszły na zdjęciach, ale na żywo ich nie widziałem przy najwyższej jasności ekranu [Q]


Specyfikacja i prezencja


Quithe:
Co zabawne, właśnie patrzę na Legiona Go, bo na nim w pracowni piszę swoją część i przychodzi mi na myśl „Switch na sterydach”. Oczywiście powodem tego są odłączane kontrolery i nawet jeśli ktoś po raz pierwszy zobaczy to urządzenie, od razu powinno mu przyjść na myśl, że to nie jest jedna jednostka. Właściwie na tym podobieństwa się kończą. Różnic jest masę, ale główną jest to, że Lenovo Legion Go jest kolejnym pecetem zaklętym w formę handhelda. Chińska firma wybrała na system operacyjny Windowsa 11, więc daje więcej opcji niż zamknięte systemy konsol oraz pozwala na rzeczy, które robią problem na Linuksie (chociażby systemy antycheatowe w grach sieciowych). Druga ważna różnica to wielkość. Jak Steam Decka określałem jako bydlaka, tak Legion Go przebija go gabarytowo pod każdym względem. Generalnie jest jednym z największych takich urządzeń na rynku (są jeszcze z 3-4 podobne modele azjatyckich firm handheldowych) i to widać od razu, nawet na zdjęciach promocyjnych. Ma to swoje wady, ale też jedną dużą zaletę, czyli ekran o wielkości aż 8,8”. W większe szczegóły dalszej specyfikacji wejdziemy później, ale nadmienię jeszcze, że bebechy są bardzo podobne do tych z ROG Ally’a od Asusa (procesor AMD Ryzen Z1 Extreme), tylko RAM jest trochę lepszy (16GB 7500Mhz LPDDR5X). Żeby napędzić to wszystko w handheldzie znajduje się też spora bateria – ma 49.2WHr (cokolwiek to znaczy w suchych cyferkach), jednak szału nie robi, za to cholernie szybko się ładuje przy wyłączonym sprzęcie (jakoś 1,5h)! Oczywiście są tu głośniki, nawet mikrofon (o czym właśnie się dowiedziałem), port mini jack obsługujący też mikrofon, slot na kartę pamięci i dwa przyciski głośności oraz jeden ON/OFF. Naturalnie jest też szybkie WiFi szóstej generacji i Bluetooth 5.1. Dodatkowo możliwości podłączenia peryferiów rozwijają aż dwa gniazda USB-C 4.0, jedno u góry, drugie na dole. W przypadku dysku wewnętrznego dostajemy SSD PCIe 4.0 NVMe M.2 2242, niby w wersji 512 GB i 1TB, ale jakoś w ogóle nie widziałem u nas tych większych. Można więc śmiało powiedzieć, że baza sprzętowa wstępnie sprawia bardzo dobre wrażenie.

Lenovo Legion Go robi też pozytywne wrażenie designem. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to ten wielki ekran. Zajmuje tyle przestrzeni, że gdy patrzę teraz na niego z nosem oddalonym o 50 centymetrów, to kontrolery właściwie przestają istnieć. Gdy już jednak spojrzy się na nie, zwracają uwagę swoimi gabarytami. Przede wszystkim wysokością, ale trzeba przyznać projektantom, że całkiem zmyślnie poustawiali wszystko potrzebne do sterowania. Matowa powierzchnia plastiku na nich dobrze się prezentuje i nawet nie zaliczyła jeszcze żadnych zarysowań. Niestety strasznie się palcuje… Podobnie jest z dość prostym w wyglądzie, gładkim tyłem tableta, który częściowo jest metalowy, a częściowo plastikowy (spora stopka). Po spojrzeniu na tył i boki Legiona Go zobaczy się jeszcze dużo przycisków na kontrolerach (i zbyt dużo trochę szpecących całość literek). Ich układ może dziwić, liczba przytłaczać, a wrażenie przekombinowania nikogo nie zdziwi. Jednak w połączeniu z fakturowanym wyprofilowaniem tyłu padów, projektem wyglądu przycisków i wiedzą, że to wszystko jednak po coś jest, spokojnie można powiedzieć, że może się podobać. I mnie, na przykład, się podoba! Cienista czerń (tak sobie Lenovo nazwało kolor tego modelu Go), nienachalne ledowe oświetlenie (przycisk włączenia i wokół gałek) i ogólna prosta, ale posiadająca pewien zadzior estetyka projektu trafiają do mnie o wiele bardziej niż Ally czy MSI Claw. To, czego nie jestem fanem, to waga, w końcu pełna jednostka waży aż 850 gram. Jednak tu czasem na ratunek przyjdzie tryb tabletop, czyli wysunięcie stopki, wypięcie kontrolerów i jazda bez trzymanki. Ewidentnie widać, że Lenovo chciało zrekompensować czymś ciężkość urządzenia i muszę przyznać, że to był też jeden z powodów, dla których wziąłem ten sprzęt.

W tym miejscu jeszcze warto wspomnieć, że do konsoli jest dodany solidny pokrowiec. Mógłby być trochę mniejszy, ale trudno mu odmówić zabezpieczenia sprzętu. Poza tym znajduje się w nim przelotka na USB-C, żeby ładować Go w biegu. Jak już wspomniałem, bateria ładuje się ekspresowo, więc o przegrzanie w pokrowcu w trakcie prądzenia nie trzeba się martwić. Na którymś kanale youtubowym widziałem nawet test, czy to bezpieczne i tak, jest bezpieczne. Ponieważ Legion jest wielki i wchodzi głęboko w ochraniacz, przydaje się wszyty język do podnoszenia konsoli. Znajdują się tam też dwa otwory, jeden zajmuje podkładka do trybu FPS, a drugi jest na gałkę analogową, którą można wypiąć z mechanizmu pada, aby nie przeszkadzała, gdy kontroler robi za myszkę. Oczywiście w pudle jest też ładowarka z dość długim przewodem (1,8 m), i do tego mocna, bo 65-watowa.

Krowen:
Gdy pierwszy raz wziąłem Legiona w ręce nie byłem przerażony jego wielkością – już dawno porzuciliśmy konsole, które realnie mieściły się w kieszeni. Przerażony byłem jego wagą, bo jak na Steam Decku jestem w stanie grać, trzymając go w dłoniach, tak przy Legionie robi się to szybko męczące. Wspomniana stopka i styl “switchowy” w graniu to właściwie jedyna słuszna droga do korzystania z tego handhelda. Fajnym bajerem jest oświetlenie włącznika, które emituje różne kolory w zależności od ustawionego trybu wydajności. Natomiast jeśli nie zdecydujemy się odpinać padzików, to całość jest zdecydowanie bardziej stabilna niż konsola Nintendo – nie ma luzów, nic nie trzeszczy.

Z rzeczy, które są niespodziewanie przydatne, to dwa wbudowane porty USB-C. Oba mogą ładować sprzęt, więc chcąc podpiąć moduł od nowszych modeli Arctisów nie muszę bawić się w przejściówki. Port na dole mógłby być umiejscowiony centralnie – łatwiej wtedy o dedykowane akcesoria, które realnie pozwalałyby w estetyczny sposób podpiąć całość do większego ekranu. Z rzeczy o których należy pamiętać (a ja głupi nie sprawdziłem), to format dysku – jest on ciut większy niż ten ze Steam Decka,  musiałem więc poratować się zmyślną przejściówką przy robieniu upgrade’a. Mam też wrażenie, że port na kartę SD jest dość płytki i wizualnie jest to chyba jedyne większe uchybienie.


Kontrolery


Quithe:
Zacznijmy od tego, że przez co najmniej połowę czasu naszych testów Lenovo leciało sobie w kulki z daniem posiadaczom opcji dostosowywania kontrolerów do osobistych potrzeb. W końcu w jednej z aktualizacji pojawiła się funkcja mapowania znacznej większej liczby przycisków (z klawy, myszki itp) i nareszcie można sensownie wykorzystać nadpodaż knefli w Go. Dotyczy to zarówno zwykłego trybu, jak i FPS, co dla wielu tytułów będzie zbawienne. Przydaje się też prosty touchpad, który pomaga w nawigacji po Windowsie. Domyślnie ma zrzuconą prędkość kursora i trzeba się dokopać w ustawieniach windy do „płytki dotykowej” (ale się tego naszukałem, a teraz już nawet nie pamiętam, gdzie to M$ schował…). Warto to zmienić, bo gałka analogowa nie jest wtedy aktywna. Tak samo warto wiedzieć, że przytrzymanie płytki zadziała jak prawy przycisk myszy (jakoś późno sam to odkryłem). Oczywiście jest też opcja ekranu dotykowego, ale o tym w późniejszych sekcjach. W obu padach Legiona Go znajdują się żyroskopy, ale mimo że jest koniec czerwca 2024 r., tak ta funkcja wciąż mocno kuleje, bo Lenovo nadal nie dało nam opcji dostosowania prędkości, czułości itp., co jest dość frustrujące.

Całe szczęście gałki analogowe tego pecetohandhelda działają świetnie! Są z sensorami magnetycznymi, a więc powinny być bardziej odporne na drift. Co jednak ważniejsze, kontrolowanie ruchu w grze za ich pomocą jest o wiele gładsze i bardziej precyzyjne. I jak niezbyt wyobrażam sobie przechodzenie FPS-ów na Steam Decku bez wsparcia gyro, tak całkiem sprawnie na samych gałkach robiłem rzeźnię w Shadow Warriorze 2 i Painkillerze. Gałki są wielkości tych z Decka i, szczerze, warto nałożyć na nie nakładki, bo bez palec potrafi zjeżdżać, szczególnie przy rozłączonych padach z racji innego ustawienia ręki. W ramach sterowania ruchem dostępny też jest D-pad w formie gładkiego krzyżaka. Ma płytki klik, który przypomina ten z myszki, i zasadniczo jest wygodny w użyciu. Nie udało mi się jednak jeszcze zagrać w nic 2D, żeby powiedzieć, jak się tam sprawdza. Natomiast pobawiłem się nim w Tekkenie 7 i robienie ruchów wymagających dodatków kierunkowych szło całkiem sprawnie. Przyciski ABXY są spłaszczone z góry, a dzięki temu bardzo wygodne, mają też odpowiednią głębokością wcisku i szybkie odbicie, więc tu żadnych zastrzeżeń nie mam. Z przodu kontrolerów znajdują się jeszcze start i select oraz dwa przyciski funkcyjne Legiona Go. Domyślny wybór umiejscowienia ważniejszych dla gier knefli jest nieporóżnieniem – są na dole lewego pada. Na szczęście można to zamienić w Legion Space. Przyciski grzbietowe są długie i, co ciekawe, reagują gdziekolwiek się nie kliknie. Są też dość blisko spustów, co mi bardzo pasuje. Same spusty też są wygodne w użyciu oraz nie mają za długiego pociągnięcia. W tym miejscu jeszcze dodam, że wszystkie przyciski mają stosunkowo głośnie kliknięcia, choć nie mogę stwierdzić, żeby mi to przeszkadzało.

Jak już wspomnieliśmy, Legion Go to duży i ciężki bydlak, więc żeby go dobrze chwycić, lepiej mieć co najmniej średniej wielkości dłonie. Wtedy bez większych problemów można i w miarę dobrze ustawić handelda w dłoniach, i sięgać do wszystkich przycisków. Dałem go do potrzymania partnerce i tylko to potwierdziło, że mniejsze dłonie nie nadają się do tego sprzętu. Dodatkowo waga robi swoje. Mnie najdłużej udało się grać w łóżku w łapach maks dwie godziny. Zdecydowanie wygodniejsze w tym przypadku jest oparcie rąk o blat w trakcie sesji. Z racji braku czasu przy testach gier skupiłem się na FPS-ach. Przy Shadow Warriorze 2 głównie używałem trybu handheldowego i muszę powiedzieć, że tak ogólnie grało mi się tak całkiem wygodnie. Dłonie przy grze akcji ustawiają się domyślnie wyżej na padach, więc to dolne zagięcie padów służy bardziej za podparcie sprzętu w dłoniach. Widziałem, że niektórym graczom ten kąt ścięcia dołu nie pasuje i przekonałem się o tym podczas czytania visual noveli, gdzie byłem zmuszony do korzystania z touchpada (o dotyku na ekranie zwykle zapominałem), poza tym na A miałem ustawione przekliwanie tekstu. To wymusza inny chwyt całej konsoli – bardziej na jej środku, więc ścięte narożniki trafiają w inne miejsce wnętrza dłoni i już nie jest tak wygodnie. Widziałem też, że niektórym przeszkadzają przyciski na boku prawego kontrolera, bo czasem się je wciśnie przez przypadek. Mnie to nie przeszkadzało czy nawet zwracało zbytnio uwagi.

Rozwiązaniem dla gabarytów Go mają być odpinane kontrolery i stopka z tyłu tabletu, żeby grać w tabletopie. Pomysł sam w sobie jest dobry, ale po odłączeniu padów i wzięciu ich w ręce ich wielkość jest trochę niezręczna… Dla mnie zdecydowanie lepiej sprawdzają się w formie handhelda. Gdy trzyma się je pojedynczo, trudno ustawić je w dłoniach tak, aby mieć dobry zakres zasięgu do bumberów i triggerów, gorzej też przechodzi się pomiędzy analogami, a krzyżakiem i kneflami akcji. Trochę tak pograłem i na krótsze sesje jako tako się to sprawdza, ale niezbyt wyobrażam sobie granie tak dłuższy czas. Poza tym warto nadmienić, że rozłączone kawałki kontrolera nie działają osobno jak np. Joy-Cony. Za to muszę przyznać, że gdy są wpięte do tableta, trzymają się na nim bardzo sztywno i nie ma żadnych luzów. Pady są bardzo lekkie, więc wydawałoby się, że może być to problem przy ciężkim środku, ale nie. Wsadza się je i ściąga z tabletu trochę topornie, ale to niewielka cena za świetne umocowanie. Jednak podczas sesji zdjęciowej zauważyłem zarysowania, co zobaczycie na zdjęciach. Aha, istotną funkcją, która została dodana po jakimś czasie od premiery jest włączanie wypiętych kontrolerów. Aby to zrobić, trzeba przytrzymać przez jakoś trzy sekundy przyciski górne funkcyjne na padach Legiona Go (obojętnie, czy się je przestawiło).

I na koniec części o kontrolerach trzeba jeszcze napisać o trybie FPS. To miała być jedna z cech, które wyróżnią ten sprzęt na tle innych PC typu handheld. To właśnie z jego powodu na kontrolerach jest tyle dziwnie rozłożonych przycisków, i jeszcze scrolla dodali. Przeszedłem mniej więcej połowę Painkillera w tej formie sterowania i po przyzwyczajeniu się do celowania pionową myszką idzie to całkiem sprawnie. A przyzwyczaić się trzeba, bo nie działa jak zwykła mysz przez ograniczony ruch nadgarstka. Trzeba mieć więc spory kawałek blatu, żeby móc manewrować właściwie całą ręką, poza tym właściwie całe przedramię musi być oparte, aby było komfortowo. Stół w pracowni z tanią szmatą i biurko w domu z matą gamingową sprawdzały się całkiem dobrze (zarówno w tabletopie, jak i monitorze), ale mniej dostosowanych randomowych warunków nie wyobrażam sobie do takiej gry. Problematyczny bywa też dostęp do niektórych przycisków na prawym kontrolerze i zdarzy się nawet, że może być ich ogólnie za mało do danej gry, jak np. SW2. Z tym wszystkim można sobie jednak jeszcze jakoś poradzić, gorzej z rolką, która jest bardzo niefortunnie ustawiona. Jak nie próbowałem się do niej dostać, tak ani razu nie było wygodnie. Doszło więc do kuriozalnej sytuacji, że zmianę broni w Painkillerze przypisałem do wybranych liter na klawie i następnie ustawiłem je na krzyżaku… Od biedy, jakby komuś zależało, może trybu FPS używać jako myszki do obsługi Windowsa, bo wystarczy, że tylko prawy pad jest wypięty do tego. A, do zmiany trybu pracy pada używa się przełącznika na dole prawej części kontrolera.

Krowen:
Pomysł był dobry, ale wykonanie jest specyficzne. Gdy trzyma się całość, bryły kontrolera są wygodne, ale po odłączeniu wydają się gargantuiczne, a małych dłoni nie mam. Lenovo chciało zrobić wszystko, by sprostać wymaganiom każdego gracza – mamy więc wbudowany sensor optyczny, by prawy kontroler symulował mysz, mamy touchpada do szybkiej obsługi systemu, sporo dodatkowych przycisków i totalny rozgardiasz. Quithe wspomniał o tym, że start/select są na dole lewego padzika, podczas gdy w miejscu, w którym się tych przycisków spodziewamy, są klawisze do odpalenia nakładek Lenovo. Na prawym padzie syf mamy z tyłu, bowiem dodatkowe przyciski rozłożono nie pionowo, a poziomo – obok siebie. Sprawdza się to jako-tako w trybie FPS bo wtedy operujemy tam kciukiem, ale na podstawowym setupie przyciski odpalamy palcem środkowym – Y3 końcówką palca, a M3 środkiem. O tym, że często zdarzy mi się na prawym padziku wcisnąć coś niezamierzonego, nawet nie wspomnę.

Brak możliwości złączenia “joyów”, by stworzyć zewnętrznego, pełnego pada, boli. Ogólnie nie jest bardzo źle – kontrolery są odpowiednio zaokrąglone. Natomiast nawet przy Switchu przekonałem się, że grając na odłączonych padach po prostu idzie mi gorzej w grach esportowych, więc już wiem, że taka gra na Lenovo Legion Go odpadnie, choć kusi przez wysokie odświeżanie. Tryb FPS to też raczej opcja na singlową zabawę – próbowałem chwilę postrzelać w Overwatcha 2, ale bardzo szybko podpiąłem standardową mysz.

Zastrzeżeń nie mam do d-pada czy przycisków – wszystko działa jak należy. Lekki problem mam ze spustami i gałkami – mam wrażenie że nie są tak precyzyjne, jak te w padach Xboxowych. Obie rzeczy da się wyregulować w dedykowanej aplikacji, natomiast podstawowe ustawienia nie są moim zdaniem satysfakcjonujące. Prawy kontroler przez naszpikowanie funkcjami rozładowuje się szybciej niż lewy, choć to właściwie nie problem, bo nadal wytrzymuje ponad 12 godzin, czyli zanim padnie zdąży się sześć razy rozładować główną jednostkę. Co ciekawe, kontrolery działają nawet przy wyłączonej funkcji Bluetooth – można więc trochę baterii konsoli zaoszczędzić (O, nie widziałem o tym! [Q]).

Możesz również polubić…

2 komentarze

  1. Szponix pisze:

    Ciekawi mnie czy dałoby radę pograć w nowe i dynamiczne gry ze Steama na gabarytach PSV. Bo jeśli tak – komu te gabaryty przeszkadzają? 🙂

    • Quithe pisze:

      Może kiedyś Na razie same bebechy zajmują dużo miejsca. W sumie ciekawe, jak grałoby się w np. Evil West na malutkiej PSV xD

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *