Neptunia x Senran Kagura: Ninja Wars

Dawno nie grałem w żadną grę z obu serii, więc z radością zabrałem się za Neptunia x Senran Kagura: Ninja Wars.

Ponieważ produkcja jest crossoverem pomiędzy dwiema niezależnymi seriami, w fabule musiał pojawić się motyw międzywymiarowy. Co ciekawe i idealnie pasujące do założeń produkcji z Neptune w roi głównej, boginie i wojowniczki ninja egzystują obok siebie w świecie Gamindustrii, toczą jednak nieustanną wojnę o dominację. Podczas jednej z potyczek wszystkie zostają zaatakowane przez mechanicznych wojowników. Szybko okazuje się, że ich świat został najechany przez Steeme Legion, który przybył z innego wymiaru, aby pozyskać nowych zwolenników. Cztery boginie i cztery ninja zawierają przymierze, żeby pokonać wspólnego wroga. W międzyczasie spotykają też dwie nieznane fanom wcześniej wojowniczki, które im w tym pomogą. Historia jest prosta, ale też nie ma oczekiwać czegoś bardziej złożonego po tych dwóch seriach. To zresztą nie jest takie ważne, bo Netunia zawsze stała dialogami i śmieszkowaniem z rynku gier. I w tej pozycji także tego nie brakuje, dzięki czemu luźne rozmowy, często pełne niepotrzebnych głupotek, typu który kraj ma obrończynie z większymi piersiami, czyta się przyjemnie i nie ma się ochoty ich przyspieszać. A jest to ważne, bo tryb fabularny to w, powiedzmy, 80% czasu właśnie czytanie, a rozdziałów jest tylko osiem.

Plot wszystkich rozmiarów.

Neptunia x Senran Kagura mimo raptem dziesięciu misji w story mode oferuje też około 50 w zadaniach dodatkowych. Po skończeniu historii dodatkowo pojawia się tryb, w którym trzeba zaliczyć osiem plansz po trzy poziomy z trudniejszymi wersjami przeciwników. Wstępnie jest więc co robić i zajmie to maks 15 godzin. Zdecydowana większość misji to po prostu ubicie wszystkich wrogów i możemy to robić dziesięcioma wojowniczkami, które dobieramy w pary, aby przełączać się między nimi w trakcie walki. Chciałbym napisać, że każdą prowadzi się inaczej, ale niestety tak nie jest, pewnie dlatego, że aż siedem z nich korzysta z miecza. Ale, ponieważ levelowanie wszystkich odbywa się w tym samym czasie, można też łatwo sprawdzić, czy może któreś pasują komuś bardziej. Właściwie największą różnicę między nimi robią cztery ninja arty, czyli specjalne techniki ataku. Można je aktywować w trakcie walki, jeśli mamy dość staminy. Dodatkowo wszystkie panny mają możliwość aktywacji podbicia na krótki czas jednego z czterech parametrów, ale tej sztuki można użyć tylko pięć razy na misję. Do obrony służy pozycja obronna, która odpalona w odpowiedniej chwili może całkiem zniwelować obrażenia. Jest też odskoczenie, które ułatwia unikanie ataków i przejście za plecy wroga, bo wtedy zadaje się większe obrażenia. Formą wsparcia ataku są też dwa ataki dystansowe, a służą do tego shurikeny i kunaie, które mają przeróżne formy i można je dostać za misje i kupić w sklepie. Jest też cała masa różnych przedmiotów leczących i wspomagających, które są dostępne do wykorzystania w trakcie walki. I to nie koniec. Twórcy dodali jeszcze system klejnotów rozkładanych na siatce, dzięki czemu można zwiększyć konkretne parametry, jak obrona czy większa siła ataku przeciw demonom. A na koniec zostaje jeszcze ustawienie dwóch amuletów w ekwipunku.

Screen z doka.

Opcji ataku i rozwoju jest w tej grze dużo, jak właśnie przeczytaliście. Niestety z powodu kiepskiego zbalansowania rozgrywki wszystko to traci rację bytu. Poziom normalny jest po prostu za łatwy, a głównym tego powodem jest niski poziom agresji przeciwników oraz mało rozwinięte ataki ich słabszych wersji. W związku z tym wrogowie często stoją w miejscu i dopiero gry się do nich podbiegnie, zaskakują i wykonują sekwencję, którą łatwo ominąć. Dopiero w późniejszym etapie gry, gdy wrogów na raz bywa więcej, pojawia się jakieś wyzwanie, choć i wtedy główną upierdliwością do pokonania jest nie ich liczba, a strzelcy, którzy są zwykle poza kamerą. Tak naprawdę jakąś konkretniejszą satysfakcję na normalu można poczuć dopiero wtedy, gdy jest się pięć do ośmiu poziomów poniżej zalecanego do danej misji fabularnej. Jednak żeby tak grać, trzeba omijać zadania dodatkowe i w razie ewentualnej potrzeby wykorzystać je do podlevelowania, co musiałem zrobić na ostatniego bossa. Jako że dodatkowe zadania też mają przypisane zalecany poziomy postaci, w takim trybie podejścia do produkcji i tak trzeba potem przelecieć przez nie z za łatwym ustawieniu, bo już po prostu będziemy mieli za bardzo rozwinięte wojowniczki. Dopiero dodawany na końcu tryb wymusza większą znajomość ruchów, bo boss potrafi zabrać HP kilkoma uderzeniami, co znów wydaje się przesadą. Spróbowałem też kilku misji na hardzie i właściwie jedyną różnicą między normalem jest obniżenie nam siły ataku i obrony, a wrogom podniesienie  wytrzymałości na ciosy. Co prawda można dzięki temu lepiej korzystać z technik specjalnych, ale tłuczenie mobów strasznie się dłuży.

Screen z handhelda.

Neptunia x Senran Kagura: Ninja Wars w wersji na Switcha budziło we mnie pewne obawy, ponieważ ostatnie gry wydane przez IFI na tę konsolę działały i wyglądały tak sobie. Na szczęście przy tej produkcji jest lepiej. Podczas gry na handheldzie widać spadek jakości grafiki, ale przynajmniej rozgrywka działa płynnie i nie widziałem ani jednego spadku animacji. Natomiast w doku część 3D prezentuje się już dobrze – postaci i przeciwnicy są ostrzy, a efekty wizualne ataków cieszą oczy. Tylko lokacje ogólnie prezentują się średnio, a głównym powodem tego jest ich po prosta nijaka jakość wykonania i nie ma na czym oka zawiesić. O ile część wizualna jest nierówna, tak audio jest bardzo dobre. O jakości pracy aktorek głosowych nie trzeba nic mówić fanom obu serii, dla reszty wystarczy informacja, że są wysokiej jakości. Jednak to, co wybija się najbardziej, to spora część utworów. Jako że klimat gry jest utrzymany w motywach ninja, kompozytor pokusił się o wzięcie za bazę klasycznej muzyki kojarzonej z czasami feudalnej Japonii. W związku  z tym takie instrumenty jak flety, bębny i shamisen dominują, ale dochodzą też do nich wtręty współczesne, jak dodatki elektroniczne czy cięższe riffy gitarowe. W związku z tym nawet gdy rozgrywka mnie trochę nudziła, to przynajmniej podkład podnosił chęć siedzenia z łatwiejszymi misjami.

A tak, zapomniałem wspomnieć o trybie medytacji. To niech zostanie dla tych, którzy się zdecydują kupić tę grę.

Po cichu liczyłem, że jakość siekania wrogów w Ninja Wars będzie dorównywał temu z serii Senran Kagura. Niestety Tamsoft poszedł w kierunku przeciętnych slasherów, które produkował pod szyldem Neptunii. Gra nie jest zła, to na pewno, ma kilka ciekawych systemów, luźną fabułę w formie czytanki oraz wpadającą w ucho muzykę. Nawet grafikę można uznać za przyzwoitą. Tylko ten brak zbalansowania trudności… I teraz nie wiem, komu pod kątem rozgrywki mógłbym ten tytuł polecić. Chyba tylko fanom obu serii, którzy tęsknili za bohaterkami. Gdy jeszcze żonglowanie ustawieniem trudności było opcją, to byłoby łatwiej zachęcić nowych odbiorców, ale niestety nawet gdy znajdzie się dobry punkt pomiędzy zalecanym poziomem a posiadanym, to nie trwa to długo w całym przekroju misji. Mimo wszystko te około 11 godzin nie uważam za stracone, jakąś przyjemność z tytułu wyciągnąłem, ale to wciąż za mało, by polecić, w związku z tym…


Trudno powiedzieć…


Serdecznie dziękujemy Idea Factory Int.
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Tamsoft
Wydawca: Idea Factory Int.
Data wydania: 22 kwietnia 2021 r.
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna
Waga: 3,2 GB
Cena: 200 PLN

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.