Tormented Souls

Tormented Souls to niejedyny w ostatnim czasie powrót do złotej ery początków survival horroru, ale pewnie jeden z niewielu tak udanych.

Zawiązanie akcji do zbyt oryginalnych nie należy – główna bohaterka, Caroline, dostaje w pewnym momencie list ze zdjęciem dwóch bliźniaczek i informacją o ich zaginięciu. Planuje wybrać się do rezydencji Winterlake, żeby zdobyć więcej informacji na temat zdarzenia, tam jednak przytrafia się jej coś niedobrego i niewytłumaczalnego – budzi się w wannie, podłączona do respiratora i bez oka. Nie pozostaje jej zatem nic innego, jak szukać sposobu na wydostanie się z posiadłości. Przy okazji odkryje wszystkie sekrety tego miejsca, podróżując między wymiarami rzeczywistości i stawiając czoła kreaturom stworzonym przez kultystów. Dzień jak co dzień.

Wizualnie gra od początku celuje w skrzyżowanie klimatu przerażającego, opuszczonego szpitala z rezydencją ekscentryka, co jest prowadzone konsekwentnie i robi wrażenie. Wszystkie pomieszczenia wypełnione są przemyślanie dobranymi przedmiotami: z jednej strony mnóstwo tu medycznego wyposażenia nienajlepszej jakości (sekwencja, w której cały korytarz oświetla jedynie kołysząca się lampa, co uzależniło mnie od przemieszczającego się światła, była niesamowita), z drugiej strony widzimy reprodukcje niepokojących obrazów, antropologiczne fotografie i bogaty wystrój wnętrz. Ciekawie się to łączy, a do tego nawiązuje do wątków przedstawionych w fabule. “Medyczny” motyw kontynuowany jest także w designie przeciwników, którzy są na ogół mocno zdeformowanymi obiektami badawczymi, czasem zaledwie częścią człowieka funkcjonującą w jakiejś niepokojącej hybrydzie z elementami martwymi (jeden z nich to np. podłączony do kroplówki, wiszący korpus, który atakuje kulami).

Nie trzeba długo grać, by zorientować się, że Tormented Souls potrafi naprawdę przestraszyć. Już od pierwszych minut czułam się niemalże jak podczas zetknięcia z pierwszym Silent Hillem. Najprostsze techniki, takie jak gra ciemnością i dźwiękiem, zostały tu świetnie wykorzystane i wplecione w mechanikę  (Caroline w mroku nie jest w stanie zrobić nic – dłuższa chwila przebywania w ciemności dosłownie ją zabija; trzeba zatem często manewrować zapalając świeczki i wystrzegając się potworów, których bardzo charakterystyczne odgłosy słychać już z daleka, co staje się wskazówką do faktycznego działania, gdy niewiele widać). Kolejnym elementem jest klasycznie przyblokowana kamera – można poruszać tylko i wyłącznie bohaterką, lecz twórcom udało się uniknąć budzenia frustracji. Bardzo ostre kąty, wykorzystujące światłocień, są na tyle dobrze umieszczone, by nie przeszkadzać w eksploracji (poza nagłą zmianą kąta widzenia, kiedy trzeba też zmienić kierunek poruszania się) i na tyle ograniczające, by nie czuć się zbyt pewnie. Konieczność strategicznego eliminowania przeciwników oraz gospodarowania zasobami również zdecydowanie pomaga  w osiągnięciu atmosfery grozy: o ile raczej nie przytrafiały mi się braki amunicji, a nie unikałam konfrontacji, tak przedmiotów leczących oraz taśm służących do zapisywania już było zdecydowanie mniej. To zwiększało ciężar konsekwencji każdego podjętego kroku.

Ah tak, nie ma to jak subtelny storytelling

Pod względem gameplayowym podstawę stanowi eksploracja oparta w dużej mierze na rozwiązywaniu zagadek. Początkowe, o dziwo, są jeszcze możliwe do rozwiązania przy odrobinie zastanowienia, potem robi się bardziej abstrakcyjnie; wciąż jednak dają satysfakcję i potrafią być naprawdę kreatywne. Wraz z zagadkami, niestety, przychodzi całe „dobrodziejstwo inwentarza”: backtracking, czyli bardzo duże prawdopodobieństwo po prostu nieodnalezienia potrzebnego później przedmiotu czy pogubienia się w odrobinę zbyt ciemnych pomieszczeniach (pomimo tego, że znakowanie wizualne poszczególnych miejsc jest naprawdę fajnie zrobione, więc jeśli ma się jakąś bazową orientację w przestrzeni, nie trzeba nawet wyciągać mapy).  Niestety gra w Tormented Souls pochłania wiele czasu i energii nie tylko ze względu na strach i wymagające myślenia sekwencje, ale też… problemy techniczne, takie jak zdarzające się niestety trochę zbyt często crashe (pojawiły mi się dwa razy po przejściu naprawdę wymagającej części gry, jeszcze zanim zdążyłam pójść zapisać stan gry i nie będę kłamać, łamie to serce, gdy traci się z godzinę postępu i to jeszcze nie z własnej woli) oraz bardzo długie ekrany ładowania.

W wykonaniu często czuć taniochę na poziomie PS2 oraz dialogi napisane tak, że niemal każda linijka jest przeładowana suchymi informacjami (do tego wypowiadane są przez naprawdę fatalnych aktorów głosowych, najbardziej płaski ton, jaki w życiu słyszałam). Ponadto wybija się jednak porządny survival horror, będący hołdem dla klasycznych serii oraz zawierający sporo ciekawych pomysłów (bezspojlerowy przykład to chociażby wchodzenie w alternatywny świat lustra, by wywrzeć wpływ na realny; albo wykorzystywanie zbieranych kaset VHS nie w celu pokazania cutscenki, ale dosłownie zwiedzenia przeszłości). Również fabuła, pomimo niezbyt górnolotnej koncepcji, potrafi wciągnąć i zaproponować ciekawe (i dość zagmatwane) rozwiązania.

Krótko mówiąc, Tormented Souls cierpi na pewne mankamenty wynikające z przyjętej konwencji i niedostatków technicznych, niemniej jednak, jak żadna inna gra tego typu, potrafi przywołać czar tamtej estetyki i autentycznie przerażać przez jakieś 8 godzin (lub też więcej, w zależności od ilości czasu straconego przez crashe/ śmierci).


Polecamy


Serdecznie dziękujemy PQube
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Dual Effect, Abstract Digital
Wydawca: PQube
Data wydania: 14 kwietnia 2022 r.
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna
Waga: 8,7 GB
Cena: 80 PLN

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.