Figment

Figment po raz kolejny udowadnia, że ojczyzna klocków Lego nie ma się czego wstydzić również w kwestii gier video.

O Limbo oraz Inside słyszeli chyba nawet niedzielni gracze. Zaintrygowany duńskimi produkcjami, przy okazji jakiejś sporej promocji w eShopie zdecydowałem się na zakup Figment – gry pierwotnie wydanej tylko na pecety przez skandynawskie studio Bedtime Digital Games. Z uwagi na fakt, iż tytuł ten prześlizgnął się wśród fanów komputerowej rozrywki bez większego echa, długo musiała czekać u mnie na swoją kolej. Ostatecznie, do sięgnięcia po ten nieskomplikowany na pierwszy rzut oka tytuł zachęciła mnie zapowiadana na koniec roku premiera drugiej części.

O tym, że było warto wreszcie dać szansę Figment przekonałem się ledwie chwilkę po jej odpaleniu. Ręcznie rysowana grafika prezentuje się na ekranie Lite’a wręcz rewelacyjnie, natychmiast wprowadzając nas w iście bajkowy nastrój. Świat przedstawiony to świetnie wyważony zlepek największych dziecięcych fantazji, podanych za sprawą tytanicznej pracy grafików w niezwykle sugestywny sposób. Powiedzieć, że recenzowany tytuł grafiką stoi to jak nic nie powiedzieć.

Tylko nieco gorzej jest w kwestii dźwięku, jak przystało na produkcję osadzoną w muzycznej fantazji. Wprawdzie muzyka towarzysząca graczowi jest „tylko” poprawna, ale już oparcie historii na doskonale odegranych dialogach to doskonały zabieg, który świetnie wzmacnia immersję. W ręce graczy oddano parę archetypicznych bohaterów – grywalnego Dusty’ego oraz wspomagającą nas Piper. Pierwszy jest nieco leniwym i marudnym osiłkiem, drugi zaś jego przyjacielem o mikro budowie, ale z wielką ochotą do działania. Już sama ich aparycja wzbudza ciekawość i do końca nie jest oczywiste dlaczego przychodzi nam sterować komicznie wystylizowaną krzyżówką kota i myszy, w dodatku charakteryzującą się sporą nadwagą, co z kolei przypominało mi na każdym kroku, że czas najwyższy wziąć się za swoją tężyznę… Takich uniwersalnych aluzji, a jednocześnie dających ogromne pole do interpretacji, jest w tej grze cała masa. Bo baśniowa grafika w tej produkcji stanowi jedno, a nieoczywistość nawet w sztampowych momentach fabuły to drugie. I choć nie jestem przekonany czy wszystko odczytałem zgodnie z zamierzeniem autorów, nie zmienia to faktu, że Figment odciska swoje piętno w świadomości gracza niemalże nieustannie.

Nieoczywisty jest również fakt, iż poprzez baśniową narrację tytuł ten dotyka bardzo poważnych kwestii naszego życia. Szczegółów oczywiście oszczędzam, ale wspomnieć trzeba, że Figment rozgrywa się wewnątrz ludzkiego umysłu. Zadaniem przedstawionych wcześniej protagonistów jest krucjata przeciwko siejącym spustoszenie koszmarom i fobiom, które zniewalają bądź w najłagodniejszym stadium upośledzają codzienną egzystencję. Oczywiście nie wszystkie problemy rozwiążemy naraz i nie każdy siłą. Dusty’ego wprawdzie wyposażono w siejący spustoszenie miecz (drewniany, sic!), ale zanim stanie on w szranki, do swoich musi oponentów musi utorować sobie drogę. A ta najczęściej najeżona jest zagadkami. Ich stopień trudności potrafi pozytywnie zaskoczyć, szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę co najwyżej przeciętny garnitur skomplikowania ich mechanik (przekręć odpowiednio przedmiot, dopasuj brakującą część, odegraj właściwą sekwencję itp.) – starszych na pewno więc nie odrzucą trywialnością, dla młodszych zaś niejednokrotnie będą stanowić wyzwanie.

Niestety, rozczarowującym elementem jest walka, która ogranicza się do najprostszych uników oraz ciskania stolarskim orężem w tkanki i trzewia wszelkiego robactwa, które dybie na nasze życie. Zdaję sobie sprawę, że mamy do czynienia z niezbyt skomplikowanym indykiem, ale chociażby Bastion pokazał, że nawet w prostej produkcji pojedynki z wrogami mogą być nad wyraz emocjonujące. Zresztą z Bastionem gra ma jeszcze jeden element wspólny, którym jest podstawa wykreowanego świata – zawieszonego w próżni zlepku wysepek, które kolejno zaliczamy eksterminując wrogów i zaliczając postawione przed nami pomniejsze questy.

A wszystko to przez ok. 5 godzin, które nawet pomimo mało wciągających pojedynków potrafią pochłonąć bez reszty gracza. Nieczęsto trafiają się gry, które po zaliczeniu kolejnego fragmentu sprawiają, że z wielką ciekawością biegniesz dalej poznać co też ciekawego w warstwie kreacyjnej zaserwują nam deweloperzy. Zakupiona wieki temu produkcja okazała się bardzo solidną grą i jeszcze lepszą baśnią. Trudno się jednak temu dziwić, wszak powstała w ojczyźnie Hansa Christiana Andersena… Drugą część Figment ogram na pewno na premierę!


Polecamy!


Producent: Bedtime Digital
Wydawca: Bedtime Digital
Data wydania: 28 czerwca 2018 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 1,75 GB
Cena: 79 PLN

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.