Lost Judgment (Steam Deck)

Recenzja pierwszej części Judgment zajęła mi pięć stron. Rozpisałem tam bardziej mechaniki itp., więc w tekście o dwójce skupię się bardziej na tym, co zostało zmienione i nieruszone.

Minęły dwa lata odkąd Takeyuki Yagami z pomocą przyjaciół rozwiązał morderstwo, które wcześniej kosztowało go karierę prawnika. Nic konkretnego nie działo się w tym czasie w jego życiu i brał kolejne zwykłe fuchy, jakie przypadają detektywowi. Oczywiście nadal pomagał mu były yakuza Masaharu Kaito. Co ciekawe, gra najpierw zaczyna się od pokazania odkrycia ciała nieznanego mężczyzny. Następnie przechodzimy do procesu, w którym znani nam już Saori i Hoshino bronią oskarżonego o molestowanie policjanta, który po zapadnięciu wyroku mówi na sali sądowej, kim jest dopiero co wspomniany zamordowany. Zanim jednak wszystkie wątki się połączą, Yagami i Kaito zostają poproszeni o pomoc w innym mieście. Okazuje się bowiem, że Sugiura i Tsukumo założyli w Yokohamie własną agencję detektywistyczną. Radzą sobie nawet całkiem dobrze i właśnie wpadło im duże zlecenie, w którym mają zbadać sprawę znęcania się uczniów nad uczniami w prestiżowym liceum. Podobnie jak w poprzedniej części sprawy, które nie wydają się na początku połączone, zaczynają pokazywać, jak wzajemnie się przenikają, co prowadzi do jednej wielkiej konspiracji. Akcja w Lost Judgment nieraz jest jeszcze bardziej widowiskowa i pokręcona niż w pierwszej odsłonie, ale niestety scenarzystom zabrakło pomysłów na odświeżenie rozwoju akcji. W nowej historii po prostu wykorzystali za dużo elementów, na których opierała się fabuła jedynki. Gdybym zdradził teraz dwa największe z nich, za szybko byście się połapali w intrydze, więc nie będę nic mówił. Na szczęście nie oznacza to, że jakość scenariusza przez to znacznie spada, o nie, nadal szybko wciągamy się w snutą opowieść i z wystarczającą przyjemnością brniemy do zakończenia.

“Tylko dopiero co brałem udział w bójce.” Swoją drogą, screen był zrobiony w rozdziałce 2K, gdy eksperymentowałem z nią.

Z racji tego, że powiększył się teren, na którym działamy, w pewnym stopniu zmianom uległa też rozgrywka. W Kamurocho znajdziemy wszystkie bary i opcje zabijania czasu (poza wyścigami dronów), które były już dostępne, ale czasu nad sprawami spędzimy tam o wiele mniej, bo już nie dostajemy tylu zleceń i nie pojawiają się wydarzenia niespodzianki oznakowane na mapie pytajnikami. Zamiast tego korzystamy z aplikacji, która pozwala wyławiać z rozmów na jednym z social mediów interesujące nas frazy. Coś podobnego już było, ale teraz zostało bardziej rozwinięte. Z listy słów dla danego miasta wybieramy nam potrzebne, patrzymy na mapie o czym i gdzie ludzie mówią w tym temacie, a następnie ruszamy we wskazane okolice zbadać, o co chodzi. Ponieważ w Lost Judgment bliżej współpracujemy z Tsukumo, dostaliśmy elektroniczne zabawki, jak wykrywacz podejrzanych częstotliwości czy urządzenie do nasłuchiwania. Żeby było zabawniej, nawet będziemy mogli przywołać żywego psa-detektywa, który wywęszy dla nasz poszlaki. Niestety nowa okolica do poznania – Isezaki Ijincho – przypomina wycinek większej metropolii i ulatnia się cała intymność penetrowania ciaśniejszych ulic Kamurocho. Właściwie motyw zastąpienia bezpośredniego kontaktu aplikacją idealnie oddaje impersonalność nowej lokacji. Jako że dzielnica jest większa i ma więcej dłuższych i szerszych ulic, możemy sprawniej poruszać się po nich dzięki deskorolce. Niby jest opcja skakania na niej, ale nie znalazłem miejsca, gdzie można by ją sensownie zastosować, więc tylko zbierałem sobie niebieskie monety, które pojawiają się, gdy skate’ujemy. Ponoć zebranie dużej ilości coś da, ale nie wiem co, bo nie nazbierałem ich wystarczająco. Plusem nowego miasta na pewno jest o wiele większa liczba taksówek, dzięki czemu łatwiej szybko skakać z miejsca na miejsce. W kwestii eksploracji nowością, która kilka razy się pojawi, jest parkour i łażenie po ścianach, żeby dostać się w trudno położone miejsca, jak otwarte okna. Nie jest to nic specjalnego, czasami irytuje, ale jest też za razem ciekawym rozwinięciem zdolności Yagamiego. Drugą istotną nową mechaniką jest skradanie się. Co jakiś czas podczas zadania będziemy przekradać się zza zakrycia, przeczekiwać wrogów czy usypiać ich po uprzednim rozproszeniu uwagi. Jest też mniej pogoni i śledzenia (oba uległy pewnym modyfikacjom), a np. otwierania zamków już niemal w ogóle nie uświadczymy. Wiąże się to ze wspomnianym większym skupieniem fabuły na akcji.

Skradanie samo w sobie nie jest trudne, ale zdarzy się, że powtórzy się daną sekcję dwa, trzy razy.

Dużą częścią Lost Judgment jest szkoła. Aby móc wypełnić w niej podstawowe zadnie, czyli zbadać sprawę dręczących się nawzajem uczniów, Yagami zostaje konsultantem Klubu Detektywów. Jest to pierwszy z dziesięciu tematycznych zbiorów uczniów, w których możemy wykazać się dodatkowymi zdolnościami. Często trzeba będzie przy nich rozwiązać sprawy i rozmawiać z uczniami, ale każdy z nich oferuje też dodatkowe aktywności. W Klubie Barowym należy prowadzić rozmowy przez dobieranie odpowiednich kwestii. W Klubie eSportowym czeka na nas walka w odpowiedniku Virtua Fightera. Klub Taneczny z kolei, jak nazwa sugeruje, da nam potańczyć w formie gry rytmicznej. W Kasynie gramy w pokera. Klub Robotów to tworzenie zabójczego pojazdu do walk na arenie z innymi mechanicznymi tworami. Klub Fotograficzny celuje w robienie zdjęć graffiti z wiewiórkami, które można znaleźć w miastach (używa się przy tym gadżetów i psa oraz dostaje przedmioty). Klub Bokserski to potyczki na ringu z nastolatkami w regułach boksu. Szkoła ma nawet swój Gang Motocyklowy, tak, nie klub, a gang, więc bierzemy udział w wyścigach motocyklowych! To nie koniec ścigania się, bo jest też Klub Deskorolkarzy, czyli bardziej możemy wykorzystać naszą dechę. Jak widzicie, zajęć w szkole jest dużo, są wieloetapowe i mają swoje ścieżki fabularne do poznania. Jednak niemal nic z tego nie ruszyłem, mając świadomość, ile czasu może mi to zabrać, tym bardziej, że nie miałem go tyle na tę część serii. Jeżeli kogoś interesuje spędzenie większej ilości czasy z tym tytułem, dzięki szkole wsiąknie na wiele kolejnych godzin.

Nie jest łatwo grać w grę rytmiczną, gdy korzysta się z trzech padów i każdy ma inne przyciski… Ale wizualna wskazówka z kierunkiem dużo mi ułatwiła!

Kilka zmian zaszło w walce. Oczywiście nadal jest bardzo istotnym elementem rozgrywki i teraz w końcu dostarcza dość punktów SP do rozwijania zdolności Yagamiego. Nadal dostajemy punkty za wygranie walki i jest ich trochę więcej. Ich liczbę można znacznie podnieść dzięki stylowemu rozgramianiu wrogów. Twórcy dali nam z 30 punktowanych ruchów, które są sumowane na koniec potyczki i dodawane jako bonus. Już to dużo zmienia w szybkości nabijania SP, ale można jeszcze bardziej tę liczbę podbić, ucząc się trzech zdolności zwiększających je o konkretny procent. System został tak przemodelowany, że teraz właściwie wystarczy tylko lecieć z fabułą i trochę dodatkowo potłuc się na mieście, żeby mieć dość punktów na wykup pożądanych skilli. I dobrze, że twórcy o tym pomyśleli, bo apka ze zdolnościami zawiera ich o wiele więcej niż było ich w jedynce. Oczywiście znajdziemy tam skille podobne lub przemodelowane te już nam znane, ale jest też trochę nowych. Szczególnie zwracają uwagę dwa nowe style, które będą towarzyszyły żurawiowi i tygrysowi. Pierwszym jest wąż, i jak nazywa go Yagami, jest to jego własny styl. Troszkę przypomina tygrysa, ponieważ bardziej skupia się na jednym wrogu, ale ma też wygibasy znane z żurawia, a do tego kładzie większy nacisk na chwyty, rzuty i, przede wszystkie, parowanie ataków, świetnie nadaje się też do wytrącania broni. Tak właściwie większość walk wygrałem używając właśnie go i tylko okazjonalnie korzystałem z żurawia do tłumów. W pewnym momencie wpadł mi komunikat o tym, że mam też teraz opcję stylu boksera. We wcześniejszym wydaniu gry był płatnym DLC, teraz, wydaje mi się, znajdujemy go w skrzynce na listy przed biurem Sugiury. Nie bawiłem się z nim zbytnio, ale jeśli ktoś lubi urozmaicenia, to będzie miał dodatkowe. Poza tym zmian jako takich nie ma, ewentualnie większą uwagę zwraca opcja przestraszenia przeciwników, których można wykończyć potem specjalnym typem finiszera. Sama walka nadal sprawia dużo frajdy i jest, trzeba przyznać, wymagająca. Bossowie potrafią zajść za skórę i wykorzystać sporo zapasów gotowych dań, bo apteczek już nie ma, więc trzeba często robić zakupy w lokalnych żabkach. Co mi przypomniało, że teraz niektóre QTE zostały rozwinięte o sekwencje przycisków, które trzeba wcisnąć w odpowiednim momencie i zwykle od tego zależy, czy wygramy walkę. Jedną musiałem powtarzać trzy razy, bo złe klepnięcie poleceń kończyło się zrzuceniem detektywa z mostu i rozpoczęciem walki od nowa…

Walka z bossem wygrana na styk! A jest więcej takich.

Grafika w Lost Judgment w pewnych aspektach na pewno jest lepsza, chociażby w cutscenkach. Jest też jednak trochę pójścia na skróty. Już nie wszystkie dialogi są robione na silniku gry – część z nich to typowe głowy i tekst w ramce. Modele postaci miejscami wydają się też prostsze, a już na pewno dzielnica Yokohamy nie robi takiego wrażenia, jak rozświetlone neonami, pełne ludzi Kamurocho. Za to, jak już dwa razy wspomniałem, akcja jest bardziej widowiskowa i pewnie na związane z nią przerywniki filmowe poszły fundusze na grafę. Muzycznie i ogólnie dźwiękowo nadal jest pierwszorzędnie, chociaż Yagami nadal biega jak słoń. No i wciąż po kilku uśpieniach i wybudzeniach Deka dźwięk zaczyna pyrkotać i trzeba grę resetować.

W przerwie pomiędzy jedynką i dwójką trafiłem na tekst o FSR i porównanie grafiki z jego użyciem i bez. Pobawiłem się więc trochę ustawieniami i ustawienie FSR 2.0 robi bardzo dużą różnicę w tłach! Jak w jedynce miałem rozmazane, tak tu wszystko było szczegółowo widoczne. Musiałem jednak pozrzucać jakość niektórych detali i np. twarze przechodniów czy sklepikarzy musiały być blisko, żeby pokazały się właściwe. Z odległości, w zależności od zabawy opcjami, są dwa rodzaje uproszczenia, przy czym te najmniej zasobożerne to wręcz komediowe banalne maski. Podczas gry na Decku wciąż najlepiej ustawić klatki i Herze na 40, i nawet z FSR 2.0 na „quality” można wyciągnąć trzy godziny baterii w 720p. Z kolei z grą w doku przy 1080p i tymi ustawieniami uzyska się świetnej jakości obraz nawet w rozciągnięciu do 1440p. Irytuje jednak, że gra nie pamięta rozdzielczości dla obu tych trybów oraz, co więcej, blokuje w menu rozdzielczość do tej deckowej, jeśli tytuł uruchomiło się w opcji przenośnej. A, przy grze w doku na takim settingu można ustawić 60 fps i gra będzie częściej trzymała się w okolicy dość stabilnego 40 fps.

Walk z większymi grupami jest teraz więcej, na dodatek często zawierają bossów.

Judgment wziął mnie z zaskoczenia i bawiłem się przy nim wybornie, mimo że twórcy zablokowali mnie w sprawach pobocznych upierdliwą czynnością dodatkową w postaci baseballu. Do Lost Judgment z kolei podszedłem ze świadomością, że nie mam wolnych 50 godzin i muszę tę część zamknąć szybciej. Jako że produkcja nie kładzie już takiego nacisku na zabawę w detektywa i pozwala rozwijać się głównie dzięki walce, zeszła ze mnie pewna presja. Oczywiście po drodze nie mogłem się powstrzymać i trochę dodatkowego contentu i tak odkryłem, co dało mi sporo radości. Nawet żałuję, że nie mogłem zobaczyć więcej. Sequel jednak już nie robi takiego wrażenia, jak jedynka, bo wtedy dużą robotę robiła świeżość historii i klimat poznawania dzielnicy, w której żyje Yagami. Teraz zwiększenie zakresu operacyjnego oraz trochę recyclingowa, bardziej nastawiona na widowiskowość historia trochę obniżają jakże wysoki poziom prequela. To jednak wciąż dobra gra i jeśli graliście w jedynkę, to warto sięgnąć i po dwójkę. Natomiast gdybyście w jakiś sposób mogli zagrać najpierw w Lost, to nie musicie się przejmować, że nie znacie Judgment. Są nawiązania do tamtej historii, ale nie rzutują na nowe wydarzenia.

PS. Mamy też recenzję DLC The Kaito Files!


Polecamy!


Serdecznie dziękujemy Cenedze
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Ryu Ga Gotoku Studio
Wydawca: SEGA
Data wydania: 14 września 2022 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 61,5 GB
Cena na Steamie: 259 PLN

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *