Get In The Car, Loser!
RPG, który być może lepiej sprawdziłby się jako visual novel.

„Lesbijskie RPG o szalonym road tripie” – tym według twórców Get in the Car, Loser ma być i w gruncie rzeczy tym właśnie jest. Fabuła o ratowaniu świata przed odradzającym się co tysiąclecie strasznym demonem (wyjątkowo zbawcą nie jest Wybrany Przez Los Śmiałek, bo heroska tej gry wybrała się sama, kradnąc Miecz Przeznaczenia i ruszając z nim w drogę) oraz jego redpillowymi kultystami jest tak prosta, jak tylko się da. Nawet dodanie do niej wątków wysłanników niebios, którym również zależy na powtarzającym się cyklu demonicznej destrukcji nie wzbogaca jej o jakiekolwiek niuanse. Moralne szarości byłyby mile widziane, może wtedy miałoby się mniej wrażenie, że ogląda się czyjąś fantazję o wpierdoleniu Głupim Ludziom z Internetu, jednak nie są konieczne, bo sednem rozgrywki jest sama podróż z szaloną grupą bohaterek. Przypomina trochę niektóre filmy z lat 90.-tych, w których grupa wyrzutków w postmodernistycznym stylu bawiła się przemocą, jak na przykład w Doom Generation, tylko że z językiem zaktualizowanym do współczesnej, internetowej nowomowy. Jest raczej zabawnie i luźno, uroczo i prosto, jest siła miłości i przyjaźni, flirty, żarciki, ale także przezwyciężanie swoich lęków.

Opowieść podzielona jest na cztery akty, z których każdy dzieje się w innym rejonie bliżej nieokreślonego kraju przypominającego fantastyczne Stany Zjednoczone (choć odwiedzimy także i krainę podświadomości), co pozwala uniknąć wizualnej monotonii długich dróg. Głównym źródłem rozrywki na pustkowiach jest nasza wspaniała drużyna: dość potężny Jej: podrywana przez wszystkich Grace, która siecze wrogów ukradzionym mieczem; jej przyjaciółka Sam, która nie dość, że męczy się ze skrywanymi uczuciami i własną tożsamością, to jeszcze jako healer czuje się najmniej przydatna w drużynie (plot twist: jest przydatna zdecydowanie najbardziej, ma nawet umiejętności pozwalające innym postaciom na autoheal); oraz Valentin, drużynowa osoba mięśniacka, tank (osoba czołgowa? XD) i jednocześnie wybranek serca Grace. Po pierwszym etapie podróży do grupy dołącza także Angela, która jest aniołem nie tylko z imienia. Wbrew moim pierwszym przypuszczeniom, jest mało interpersonalnych dramatów, a dużo żartów o cyckach (chociaż skądinąd ich też mogłabym się spodziewać) i dzielenia się Doświadczeniami Życiowymi. Tak czy inaczej, warstwa narracyjna była bardzo przyjemna, wręcz sitcomowa (bo żarciki były zdecydowanie ważniejsze niż płaska i czarno-biała intryga czy zgłębianie psychiki postaci). Nieco inaczej było w dołączonych do gierki dodatkach – pierwszy jest boleśnie żenujący (i zawiera furrasy), drugi z kolei uderza w zaskakująco emocjonalne tony. Dodatkowo, miłym i humorystycznym akcentem są zabawy z konwencją RPG, np. wprowadzanie krótkich sekwencji o zmienionym stylu, wprowadzenie elementów klasycznej tekstowej przygodówki czy… 0dblokowywanie anegdotek o przedmiotach w miarę ich ulepszania.

Problemy sprawia jednak… sama mechanika. Przez większość czasu przeklikujemy się przez dialogi, jednocześnie pokonując kilometry; niestety na tych amerykańskich drogach walki występują równie często, co dziury na wiejskich polskich szosach. System walki jest w pewnym stopniu zbliżony do tego z Final Fantasy XIII, czyli opiera się na szybkich, zręcznościowych turach. Każda z postaci ma trzy zestawy umiejętności (nabywanych poprzez kupno w sklepie paczki losowych, bitewnyh przedmiotów), które można przeklikiwać do przodu. Każda umiejętność ma swój cooldown i w gruncie rzeczy całość opiera się na inteligentnym dobraniu zestawów, szybkich decyzjach czy lepiej przewijać dalej i zaatakować od razu skillem z kolejnego setu, czy poczekać na dostępność umiejętności. Po znalezieniu optymalnej strategii wszystkie walki stają się szybkim wciskaniem tych samych pięciu przycisków w tej samej kolejności. Kluczem do sukcesu jest napełnianie paska pozwalającego ogłuszyć przeciwnika, bo bez tego o zadawaniu bossom mocniejszych ciosów można tylko pomarzyć. W tym właśnie pomaga ukradziony Miecz Przeznaczenia, bo najwyraźniej w rękach niewybranych przez los nadaje się tylko do walenia przeciwników po łbie, ale za to jak skutecznie. Kto przeszedł pierwsze DLC, ma też do dyspozycji drugi miecz, który pozwala jednego przeciwnika na początku walki po prostu z niej wyeksmitować (co nie tyczy się bossów, rzecz jasna). Dodanie drugiego ostrza zwiększa zabawę, której ogólnie jednak niestety nie ma zbyt wiele.

System walki ma swoje momenty, ale przez większość czasu jest bardzo monotonny. Potyczki toczą się niemal automatycznie, a nam zostaje tylko klikanie. Wszystkie umiejętności wymagają zaekwipowania odpowiednich przedmiotów przed walką, więc tak naprawdę trzeba strategię wybierać wcześniej, a wtedy jeszcze nie wiemy, z jakim przeciwnikiem przyjdzie się mierzyć, co zmniejsza możliwość dopasowania się. Zostaje wypracować w miarę uniwersalny zestaw, który zawsze działa, ale przez to walczy się ciągle tak samo. Grindu nie ma, bo nie ma EXP-a, lecz gra zmusza do dość męczącego ulepszania przedmiotów poprzez poświęcanie innych obiektów. W ogóle żeby odblokować kolejną rangę ekwipunku w sklepie, trzeba najpierw mieć wszystkie skille poprzedniej rangi poulepszane. Czasami można jednak uśmiechnąć się z satysfakcją – jak np. podczas kolejnej próby wygrania walki z czterema tykającymi bombami, których nie sposób było pokonać zanim wybuchną, gdzie metodą pozwalającą na zwycięstwo okazało się użycie zdolności na chwilę czyniącej bohaterkę nieśmiertelną, by zdążyła przetrwać te kluczowe trzy sekundy. Niestety zróżnicowanie, zarówno w zdolnościach bitewnych drużyny, jak i wśród przeciwników i warunków walki, pojawia się dopiero w drugiej połowie rozgrywki. Do tego pojedynki z bossami na ogół nie są niczym specjalnym w porównaniu ze standardowymi potyczkami. Po tym, jak namęczyłam się z finałem pierwszego DLC (bo gra nie pozwala zrezygnować z jego przechodzenia), gdzie przeciwniczka ma specjalne ataki, sidekicka, różne fazy, ostateczny przeciwnik głównej historii… okazał się być bardzo nudny. Finał nie zachwycił ani rozbudowaniem fabuły (bo to było dalsze powtarzanie gadki typu „– O nie, zły demon! – Jestem złym demonem i zniszczę was!! – Nie, to my cię zniszczymy!!”), ani ciekawym pojedynkiem.

Trzeba jednak przyznać, że przynajmniej w drugim DLC pojawiają się nowe „utrudniacze” w postaci klątwy rzuconej na bohaterki, którą trzeba stopniowo zdejmować. Trzeba też przyznać, że te pojedynki toczy się w bardzo atrakcyjnej warstwie audiowizualnej, balansującej gdzieś na granicy brzydoty (gryzące się kolory, krzywe sprite’y), która jednak mnie urzekła. Widać sporo pracy włożonej w urocze szczegóły, takie jak kilka wariantów pojawiających się po walce pocztówek czy projekty postaci widocznych tylko podczas krótkich przystanków na stacji paliw (na ogół można z nimi też porozmawiać i zazwyczaj są to o dziwo bardzo ciekawe dialogi). Zachwyca też ścieżka dźwiękowa, zwłaszcza motywy walk, zarówno zwykłych, jak i tymi z bossami, bo jej twórczyni zdecydowała się na klimaty zbliżone do funku/progresywnego rocka, co rzadko słyszę w grach. Szkoda, że wersja na Switcha trochę nie domaga technicznie – im dalej w grę, tym częściej zdarzało się, że się crashowała; czasami też ataki nie „wchodziły”: odpalał się cooldown, ale postać nie wykonywała akcji. Przez to trochę z dziewięciu godzin spożytkowanych na główną fabułę i pierwszy dodatek spędziłam na irytowaniu się; drugi dodatek to aż 2-3 godziny nowego materiału, ale niestety charakteryzują go podobne wady techniczne.
Podsumowując, Get in the Car, Loser jest grą dość specyficzną i przede wszystkim skierowaną do wąskiej publiczności, bo podejrzewam, że to „chronicznie online elgiebety” będą bawić się tu najlepiej. Mogę zapewnić, że dopóki zabawa polega na klikaniu i czytaniu, to faktycznie jest przednia, niczym szalony akcyjniak i ciepły, kocykowaty serial komediowy razem wzięty – niestety trochę zepsuty monotonną walką i pojawiającymi się od czasu do czasu problemami technicznymi.

Serdecznie dziękujemy Love Conquers All Games
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry
Producent: Love Conquers All Games
Wydawca: Love Conquers All Games
Data wydania: 16. września 2024 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 955 MB
Cena: 100 PLN
Platformy: Nintendo Switch, PC






















Najnowsze komentarze