RiME

Czyszczenie Switcha – część dziesiąta.

Rime w jakiś sposób trafił do mojej switchowej biblioteki w formie fizycznej. Na pewno wziąłem go już po dłuższym czasie od pierwotnej premiery. Gra z jednej strony mnie interesowała, a z drugiej byłem ciekaw, czy Tequila Works udało się wyjść z fuck upu, jaki zgotowali graczom w dniu wydania gry. Nie wiem, na ile problemem był silnik Unreal, a na ile ograniczone zdolności ekipy portującej, ale to, co zostało wypuszczone na rynek, było nie do przyjęcia. Gra nie dość, że wyglądała brzydko, to jeszcze daleko było jej do płynnego i ogólnie stabilnego działania. Potem widziałem, że prace nad poprawkami były prowadzone, więc pojawiła się ciekawość, czy produkcja w końcu sensownie działa. Przy okazji kilka dni przed napisaniem tego tekstu dowiedziałem się od Fryty, że wersja na PS4 też pozostawiała sporo do życzenia pod kątem optymalizacji.

To zacznijmy od słonia w recenzji, czyli czy gra już porządnie działa. Nie mogę powiedzieć, żeby działała porządnie, ale w końcu osobom za to odpowiedzialnym udało się ją doprowadzić do stanu grywalnego. Przede wszystkim grafika wygląda o wiele lepiej niż na początku. A ma to tu znaczenie, bo jednym z punktów sprzedażowych Rime były duże obszary z interesującą architekturą. Pod tym kątem jest więc już dobrze – czasem trafią się jakieś mniejsze błędy graficzne, ale nie ma co narzekać przy takim indyku. Niestety niezbadane wtedy jeszcze moce Switcha nie pozwoliły grafikom lepiej pokazać dalekich obiektów, ale można przymknąć na to oko. Właściwie dopiero w czwartym rozdziale z pięciu jest to dopiero mocno zauważalne. Jeśli chodzi o stabilność i kwestie bugów, można powiedzieć, że jest bardzo dobrze. Jednak nie do końca udało się developerom zapanować nad frameratem. Zwykle gra chodzi w okolicach 30 klatek, ale w przypadku tego gameplayu jest to akceptowalne. Spadki płynności pojawiają się, gdy zbliżamy się do nowej części mapy, którą gra musi sobie doczytać, i twa to, powiedzmy, do dziesięciu sekund. Niestety dłuższe czasy oglądania szarpiącego obrazu przypadają w kilku sekwencjach, gdzie zdecydowanie chciałoby się oglądać całą prezentację skali pokazanego obszaru bez takich przeszkód. No ale, ostatecznie gra jest już grywalna na Switchu i zasadniczo niedomagania optymalizacji nie przeszkadzają w gameplayu. Dodatkowo płynniej jest podczas gry w doku niż w handheldzie, więc warto mieć to na uwadze.

Jeżeli udało Wam się uniknąć lub zdążyć już zapomnieć, o czym jest Rime, to macie dużo szczęścia, podobnie jak i ja miałem. Kojarzyłem tylko, że biega się chłopcem po jakichś ruinach, i tyle. Tak też zostanie w tej recenzji, bo powolne odkrywanie, o co tu tak właściwie chodzi, wypada bardzo dobrze, gdy nie zna się kluczowej informacji.

Przejście gry zajęło mi jakoś 6-7 godzin, bo trochę biegałem w ciemno za szukaniem znajdziek. Czas ten jest podzielony na cztery obszerne lokacje i właściwie epilog już bez gameplayu jako takiego. Przez większość czasu, prowadząc młodego rozbitka, bawimy się w przygodówkę, w której do rozwiązania czeka na nas dużo łamigłówek terenowych. Do tego jest dodane sporo elementów platformowych. W przypadku zagadek właściwie na wszystkie rozwiązania można wpaść samemu, choć przy niektórych zajmie to trochę czasu. Jednym z powodów, w sumie nawet najczęstszym, może być szansa na zgubienie się. Nie ma w Rime żadnej mapy, musimy kojarzyć, gdzie i co jest. Rozgrywka jest zasadniczo liniowa, ale jednak tereny bywają duże i nieraz biegnie się po prostu na czuja. Na szczęście poruszanie się bohatera w każdej opcji, czy to biegu, czy skakanie, jest bardzo płynne. Czasem tylko kamera się pogubi, ale to to nic szczególnego.

Poza zestawem problemów do rozwiązania, które doprowadzą nas do finału, Rime oferuje bardzo, ale to bardzo dużo znajdziek w kilku różnych typach. Na każdej planszy szperałem w różnych miejscach i po skończeniu gry pewnie miałem góra 30% znalezionych fantów oraz zagwozdkę, gdzie to wszystko do cholery jest! Na szczęście po zobaczeniu napisów końcowych nie trzeba przechodzić całej gry, tylko może wybrać sobie konkretny rozdział i ponownie spróbować go przetrzepać. Poza tym w grze są zaimplementowane trofea, co dodatkowo może zachęcić do poszukiwań.

W ogóle już od samego początku czuć, że twórcy Rime mocno postawiali na eksplorację. Przemierzanie dużych terenów z architektoniką nieznanej cywilizacji, a także jej zakamarki i różne ruiny, oraz przeciwstawianie się przeszkodom typu wielki ptak, który na nas poluje, zostało świetnie przekazane w generalnej koncepcji tej gry. Oczywiście klimat też buduje oprawa graficzna, która choć nie będzie powalała jakością, tak zdecydowanie można ją uznać za ładną i klimatyczną. Jednak to, co najbardziej wzbudzi w nas poczucie przygody, tajemniczości i emocji, które często targają młodym bohaterem, to muzyka. Solidna, orkiestrowa muzyka, która niezawodnie kojarzy się z jakością wręcz najlepszych filmów przygodowych. Dodatkowo bardzo dobrze wypadają efekty dźwiękowe oraz korzystanie z głosu chłopca przy niektórych łamigłówkach.

Rime odpaliłem po kilku intensywniejszych tytułach. Od kilku lat czekał ma swoją kolej i gdy po niego w końcu sięgnąłem nawet nie myślałem o tym, jaką formę rozrywki mi zapewni. Okazało się, że eksploracyjna natura tej pozycji, która przez większość czasu przyjmuje formę raczej niespiesznego pokonywania kolejnych utrudnień terenowych, siadła mi idealnie w tamtym czasie. Wciągało mnie poznawanie pokazanego świata i szukanie znajdziek w różnych jego zakamarkach, chciałem też myśleć nad rozwiązywaniem postawionych przede mną problemów. Dodatkowo twórcy nie karali za np. spadnięcie w jakąś przepaść, więc płynność zabawy była odpowiednio ustawiona zarówno pod relaks, jak i naładowanie emocjonalne kolejnych fragmentów. Pod kątem rozgrywki i tego, czego dostarcza cała reszta tej pozycji, jest to zdecydowanie pozycja warta polecenia.

Problematyczna staje się kwestia jakości portu na Switcha. Jak wspomniałem, po pobraniu patchy jest jak najbardziej grywalny, ale nadal trzeba będzie na kilka rzeczy przymknąć oko. Właściwie Rime to idealny przykład pozycji do kupienia na promocji. Niestety zobaczyłem na DekuDeals, że gra nie wpadła na żadną promkę od połowy 2020 roku… Tak więc 140 PLN za cyfrę będzie trudniejsze do przełknięcia, ale wciąż myślę, że nie będziecie uważać tych pieniędzy za stracone. Za to nie zdziwię się, jeśli z łatwością znajdziecie o wiele tańsze pudełka. Ewentualnie weźcie grę na inną platformę. W ten czy inny sposób warto zagrać w Rime.


Polecamy


Producent: Tequila Works
Wydawca: Grey Box
Data wydania: 17 listopada 2017 r.
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna
Waga: 9 GB
Cena: 140 PLN
Platformy: Nintendo Switch, Windows, PlayStation 4, Xbox One

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *