Creature in the Well

Czyszczenie Switcha – część jedenasta.

Lubię czasem zagrać w tytuły, które są lub nawiązują do Arkanoida czy flipperów. Jednak gdy kilka lat temu widziałem Creature in the Well w ogóle nie wyłapałem, że ta gra będzie opierała się na obu tych koncepcjach. W związku na jakiejś promocji w eShopie zamiast gry akcji z rozwalaniem przeciwników trafiła mi się pozycja logiczno-zręcznościowa w odbijanie piłeczki, a czasem i kilkunastu.

Wcielamy się w inżyniera robota, którego celem jest przywrócenie do działania urządzenia do kontroli pogody. Powstawało z powodu prognoz zapowiadających wielką burzę piaskową, ale niestety okazało się, że góra wybrana na miejsce dla urządzenia okazała się zamieszkała. Jak dowiemy się ze znajdowanych logów, już od początku budowy tajemnicza, ogromna istota zamieszkująca górę, sabotowała powstanie urządzenia. Ostatecznie stwór wygrał batalię z inżynierami, a nam teraz, po kilkudziesięciu latach, przyjdzie ponownie spróbować włączyć zbawienne urządzenie. Fabuła w Creature in the Well nie jest jakoś szczególnie rozwinięta, także z powodu niedługiego czasu, jaki zajmuje gra, ale trzeba przyznać, że jest intrygująco przedstawiona. Przede wszystkim wpływa na to ogromna istota, która częściowo się pokazuje i przemawia do nas, gdy próbujemy włączyć kolejne bezpieczniki i mechanizmy. Dopełnieniem są notatki osób pracujących nad mechanizmem – znajdziemy w nich informacje o postępach w pracach oraz wszystkich problemach, które spowodowała istota. Muszę przyznać twórcom, że naprawdę sprytnie udało im ubrać w klimat i fabułę grę będącą tak naprawdę zestawem plansz do odbijania piłeczki.

Ta zabawa wcale nie jest prosta, ponieważ twórcy postawili sobie za zadanie zmuszenia nas do nie dość, że częstego bardzo precyzyjnego celowania, to jeszcze nieraz pod presją czasu. Gra więc już w założeniach jest wymagająca, ale trudność mogą podbić gałki analogowe. Granie na Joy-Conach w Creature in the Well jest zdecydowanie trudniejsze niż na chociażby Pro Controllerze. Dodatkowo duży ekran też jednak bywa tu pomocny, szczególnie gdy mamy dużo piłeczek w ruchu i dużo mniejszych celów.

Kampania tej produkcji składa się z ośmiu placówek, w których trzeba uruchomić kolejne elementy maszyny pogodowej. Dostęp do nich uzyskujemy etapami, więc za wyjątkiem pierwszej i ostatniej możemy wybierać, gdzie pójść. Rozwiązanie jest o tyle dobre, że gdybyśmy zablokowali się na trudniejszym zadaniu w jednej placówce, to pomoc do jego rozwiązania może być odkryta w innej. Sam zostałem zmuszony do zaliczenia wszystkich zadań w trzech pierwszych zadaniach, bo nie mogłem sobie poradzić z czwartym i piątym. Przy okazji nie dość, że nazbierałem sobie różnego sprzętu do łapania i odbijania piłki, to jeszcze zdobyłem kilka rdzeni. Te ostatnie okazały się potrzebne do ulepszenia inżyniera u krokodyla, którego odwiedziłem, zanim mogłem dokonać upgrade’u, więc szybko o nim zapomniałem. Gdy już podniosłem poziom postaci o kilka leveli na raz, zauważyłem różnicę w miejscach, gdzie byłem przyblokowany i poszło już tam sprawniej. Szybko jednak w kolejnych planszach twórcy pokazali, że to była tylko chwilowa radość, bo jeszcze bardziej podkręcili wyzwanie…

Właściwie nawet mogę stwierdzić, że miejscami wręcz przesadzali, szczególnie przy walkach z istotą – ona nie dość, że potrafiła co rusz aktywować eksplozję, to jeszcze często wystarczył jeden mały błąd, by wszystkie nasze starania natychmiast się posypały… Tak właściwe walki z istotą w szóstej i siódmej placówce dały mi tak do wiwatu, że porzuciłem grę w ósmej na dobre. Domyślnie trudność jeszcze podskoczyła i może bym to jednak jeszcze przemęczył, ale niestety każda nieudana próba wiązała się z za długim powrotem i ponownym podchodzeniem do tych samych problemów. Jako że to rozwiązanie już wcześniej zdążyło mnie mocno zmęczyć, tak spotęgowane na koniec już całkiem wybiło mnie poza grę.

Obok założeń gameplayu i fabuły do zalet gry można też dodać klimatyczną, raczej niepokojącą oprawę graficzną. Dodatkowo gra działa płynnie, a przy prędkościach i precyzji, którymi trzeba się tu wykazać, jest to istotne. Szkoda tylko, że twórcy nie pokusili się o większą różnorodność plansz, szybko widać recykling kilku schematów nie tylko wyglądu kolejnych placówek, ale też zadań. Ambientowa muzyka dobrze pasuje do klimatu, ale dość szybko się przejada, bo składa się właściwie z dwóch czy trzech utworów. Na dłużą metę mogę być też denerwujące odgłosy uderzenia w piłeczkę, szczególnie gdy notorycznie wali się w nią patelnią.

Creature in the Well jest ciekawą oraz wartą polecenia pozycją. Jednak zdecydowanie nie jest tytułem dla wszystkich. Przede wszystkim trzeba lubić gry trudne, bo wyzwanie jest tu nieliche. Niestety trzeba też wykazać się cierpliwością, bo każda nieudana próba wiąże się z pokonaniem kawałka drogi. Na początku może i działa to jako uspokajacz przed kolejną próbę, ale jednak gdy trafi się na większą zagwozdkę, wielokrotne pokonywanie tej samej drogi potrafi męczyć. Podobnie jest z ósmym rozdziałem. Gdybym nie nieustannie piętrząca się góra czekających do zrecenzowania tytułów, pewnie dałbym sobie trochę czasu na odetchnięcie od tej gry i wrócił do ponownej próby. A wszystko dlatego, że przez zdecydowaną większą czasu czułem przymus pokonania zatrzymujących mnie w niej miejsc. Tak więc tak, jeżeli szukacie wyzwania, Creature in the Well jest pozycją, na którą powinniście zwrócić uwagę.


Polecamy


Producent: Flight School Studio
Wydawca: Flight School Studio
Data wydania: 6 września 2019 r.
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna (wydanie kolekcjonerskie)
Waga: 1,1 GB
Cena: 60 PLN
Platformy: Nintendo Switch, PC, PlayStation 4, Xbox One

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *