Tony Hawk’s Pro Skater 3+4

Tomek Jastrzębowski Wybornym Deskorolkarzem Dwa i Trzy-Czwarte.

Na początek doprecyzujmy moje oczekiwania – nie odczuwam strasznej nostalgii do serii sygnowanej nazwiskiem Tony’ego Hawka. Seria święciła triumfy, gdy ja dostęp miałem tylko do nieprzerobionego pierwszego Plejaka, więc grałem w „trójkę” od święta u kuzyna. Być może brakuje mi więc perspektywy, by słusznie ocenić remake czwórki, który aż tak bardzo różni się od oryginału. Jest jednak spora grupa graczy, która serię poznała dopiero przy wersji 1+2 i dla takich graczy będzie ten tekst.

To chyba moja ulubiona mapa – można grindować w nieskończoność.

Pod względem rozgrywki nie ma tu odkrycia Ameryki – dwie minuty, seria zadań i klepiesz triki do odciny. Combosy można trzepać przepotężne dzięki revertom i manualom, a jeśli nic Ci to nie mówi – spokojnie, Tony osobiście przeprowadzi Cię przez niuanse sterowania. To gra w starym, arcade’owym stylu – łatwa do podjęcia, lecz trudna do wymasterowania. A masterować jest co – aż 19 tras, masa sekretów i znajdziek, komplet zadań, a jak Wam będzie za łatwo, to po głowie dostaniecie wyzwaniami „Pro”. Trasy są zbudowane do zgrabnego grindowania punktów, natomiast malkontenci narzekać będą na brak minigier z trójki czy Zoo bez biegających dookoła zwierząt – ja jednak, mając z oryginałami styczność raczej szczątkową, nie przejmowałem się takimi pierdołami.

Gra wymaga dość sporej zręczności, więc na screenach nie ma zbyt wysokich wyników punktowych 🙂

Trzeba bowiem powiedzieć jasno – Tony Hawk’s Pro Skater 3+4 to rozbudowany pakiet map do wersji 1+2. Rozgrywka nie różni się w zasadzie niczym od poprzedników, dostajemy nowe mapy, inny (GENIALNY!) soundtrack i zapraszamy do czesania trickasów. Gameplay nie został w żaden widoczny sposób zmieniony, co lekko wpływa na mapy z „czwórki” – wydają się trochę zbyt duże, by w efektywny sposób je objechać w dwie minuty. Możemy sobie w opcjach zmienić czas „przejazdu” czy poznać mapy w trybie Free Skate, to jednak nie to samo.

Wyjaśnić też trzeba model sprzedażowy gry, bo przez wyjście Switcha 2 nie wszystko jest takie oczywiste. Zacznijmy od edycji pudełkowej – tu sprawa jest o tyle prosta, co smutna. Wersja na Switcha 1 jest w „pełnym” wydaniu – wkładamy carta i gramy. Nie ma niestety opcji upgrade’u do wersji na nowszą konsolę – możemy pograć co najwyżej w ramach wstecznej kompatybilności. Wersja pudełkowa dla Switcha 2 to nawet nie jest key-card – to po prostu kod w pudełku. Robiąc zakupy w ulubionym elektromarkecie, miejcie to na uwadze.

Jazda zaczyna się w przypadku wersji cyfrowych. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że jedynie kupując edycję „Deluxe” dostajemy obie wersje gry. Natomiast jeśli chcemy wersję standardową, musimy wybrać w eShopie pozycję na konkretną konsolę. Pamiętajcie jednak, że są to zgłoszenia od graczy – zarówno strona Activision, jak i sam eShop milczą w tym temacie.

Czasem nie chodzi tylko o triki – w Londynie naszym zadaniem będzie też zrzucenie charakterystycznych czapek policjantów.

Przejdźmy teraz do najważniejszego, czyli jak wyglądają obie wersje. Zacznę od Switcha 2, bo to z nim spędziłem najwięcej czasu. Otóż gra się cudownie. Loadingi są szybkie (około 15-20 sekund), gra nie gubi klatek, śmigając w stałych 60 ramkach w ciągu sekundy. Tekstury są ostre, piksele nie atakują z ekranu, a i nawet jakieś odbicia się znajdą. Nie oszukujmy się jednak – nawet Xbox Series S może pochwalić się lepszymi efektami, nie wpływa to jednak na fun i różnice są widoczne tylko przy bezpośrednim porównaniu. Dość powiedzieć, że ogrywałem THPS 1+2 na Xboxie Series X i przeskakując z następcą na Switcha 2 nie poczułem w żadnym momencie, by był to port gorszy. No ale grając na podzielonym ekranie, klatkaż spada do 30.

Fryta zachwycał się poprzednikiem na pierwszym Switchu, nowe wydanie niestety już tak znakomicie nie działa. Stabilność rozgrywki w takim tytule jest kluczowa, a tutaj ewidentnie tego brakuje. Rozumiem obcięcie klatkażu, brak odbić, marne cieniowanie, rozmazane i niedoczytane tekstury, natomiast brak stabilności jest dla gry dyskwalifikujący. Nawet filmik przed rozpoczęciem gry się zacina na początku. Do tego dodajcie wyraźnie dłuższe loadingi (40-50 sekund) i… skejtera który z jakiegoś powodu część animacji ma w 15 klatkach na sekundę. Żeby to jeszcze było tylko przy0 upadaniu, ale dosłownie przy każdym skręcie widać, jak postać na ekranie „przeskakuje”. Tej wersji nie polecam – chyba że naprawdę nie macie na czym zagrać.

Jest crossplay w multi, można też pobierać trasy stworzone na wszystkich platformach. Na screenie widzimy, dlaczego trofea w grach tworzą patologie.

Tomek Jastrzębowski Wybornym Deskorolkarzem 3+4 (nie mogli po prostu napisać „7”?) jest rozszerzeniem idei poprzedniego remake’u. Mógłby być po prostu dodatkiem ze skejterami i planszami, chociaż dzisiaj broni się jako pełne wydanie niższą ceną (przypominam, że standardem robi się 290 zł). Możnaby kłócić się, że dusza „czwórki” została zduszona i zapomniana, jednak, pomijając nostalgię, ta kompilacja to czysta miodność nieskalana przez dłużyzny, fabuły czy dialogi. Tylko Ty, deska, i dwie minuty na wykręcenie wyniku.


Polecamy!


Serdecznie dziękujemy firmie Cenega
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Iron Galaxy
Wydawca: Cenega/Activision
Data wydania: 11 czerwca 2025
Dystrybucja: cyfrowa + pudełkowa
Waga: 38,1 GB (Switch 2), 19,9 GB (Switch 1)
Cena: 215,50 zł
Platformy: Switch, Switch 2, Playstation 4/5, Xbox Series S/X, PC

Dwa ostatnie screeny pochodzą z pierwszego Switcha.

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *