Devil May Cry

Witam w kolejnej odsłonie pierwszych wrażeń! Dzisiaj na tapetę biorę Devil May Cry.

DMC jest jedną z tych gier/serii, które mnie ominęły, bo nie miałem dostępu do PS2. Gdzieś tam jednak mi się przewinęło i utkwiło w pamięci jako tytuł, który chętnie bym ograł. Lata minęły i w końcu nadarzyła się okazja, a to dzięki portowi na Switcha. Kilka miesięcy od premiery upłynęło, zanim udało mi się podejście do gry, ale w końcu, z radością, ją odpaliłem. Początek rozwalił mnie swoją drętwotą i głupotą… Jest noc, na ulicy pojawia się babka na motorze. Potem przechodzimy do biura głównego bohatera, który coś tam do siebie mówi kiepskim angielskim głosem. Następne ona wjeżdża motorem do biura w akompaniamencie rozpiździelonych drzwi i szyb… Gadka szmatka, koleś zostaje przebity mieczem, ale nie umiera, za to rozstrzeliwuje motor… Koniec końców dowiadujemy się, że idziemy zabijać jakiegoś złego. Dobrej fabuły nie spodziewałem się po tej grze, a ten wstęp zdaje się to potwierdzać.

Pora na rozgrywkę. Najpierw nudny spacer przed siebie, później toporne poznawanie technik skakania. Dopiero po chwili trafiamy na pierwszego przeciwnika. Początki walk też nie są zbyt przyjazne, ponownie „toporne” jest dobrym słowem. Ale już w drugim rozdziale dostajemy drugi miecz oraz shotguna. Rozwałka staje się szybsza, gładsza i przyjemniejsza. W międzyczasie można też zauważyć, że za czerwone kulki do kupienia będą różne ulepszenia, w tym ataki – brzmi nieźle. Potem przyszedł czas na misję trzecią, a w niej pojawił się pająk napędzany lawą. Do tej pory nie wspomniałem, że kamera w Devil May Cry działa w systemie „fixed angle”, czyli jak w pierwszych Resident Evil czy Onimusha. Nie miało to dla mnie większego znaczenia, bo jestem w stanie dość szybko przyzwyczaić się do takiej zabawy, ale walka z pająkiem pokazała, że bywa to problematyczna zabawa. Poza tym gnój mógł rozwalić mnie czterema, pięcioma dobrze trafionymi atakami (zresztą moby też do słabych nie należą)… Co zabawne, po zgonie, gdy już zużyłem żółte kamienie kontynuacji, musiałem powtarzać cały rozdział od początku, czyli biegnąć do jakiegoś czytadła, spadać, a dopiero potem znów mogłem podejść do pająka. Po jakichś dziesięciu próbach w końcu jednak dziada ubiłem.

Jakie było moje zdziwienie, gdy na początku czwartej misji ten pieprzony pająk zaczął mnie gonić w wąskim korytarzu. Na dodatek ciskał mocnego fireballa za fireballem! Dopiero gdzieś przy piątym podejściu doszedłem do tego, że trzeba skakać po ścianach, żeby omijać te ataki, a i tak nie zawsze się udaje… Co zabawne, gdy już zdoła się dotrzeć do jakichś drzwi, to po powrocie na feralny korytarz pająk jak znikąd się pojawił, tak nie wiadomo gdzie przepadł. Normalnie koncepcyjny majstersztyk. Tak czy inaczej ruszamy dalej, ściągamy magiczna barierę z posągu lwa, atakujemy go, a potem nas atakuje cholernie szybki cień kota, który ma kilka mocnych, obszarowych ataków… Oczywiście po utracie wszystkich kamieni kontynuacji znowu trzeba zaczynać od spieprzania przed pająkiem… Po trzech takich pełnych kursach stwierdziłem, że mam dosyć. Ponoć są 23 misje w tej grze, a mnie szlag zaczął trafiać już przy czwartej. Wstępnie Devil May Cry wydaje się w porządku, ale myślę, że w obecnych czasach jest pozycją tylko dla wielbicieli gier zręcznościowych, które wymagają sporej cierpliwości do powtarzania kilku powalonych segmentów z rzędu. Ja się do tego najwyraźniej nie nadaję. W mojej opinii o wiele lepiej postarzała się Onimiusha, która, mimo że też jest slasherem, to ma bardziej wyważony, spokojniejszy system walki, który o wiele łatwiej opanować w tych starych warunkach. A wracając do DMC, to ponoć dwójka jest gorsza, więc jej nie ruszę na bank. Ale za to trójka i czwórka mają lepsze opinie, a że mimo wszystko wciąż mnie coś ciągnie do tej serii, to dam im szansę, o ile wyjdą na Słicza.

PS. Jeśli chodzi o jakość portu, to po jakoś dwóch godzinach z grą mogę stwierdzić, że będzie dobrze. Nie ma spadków fps-u, gra wygląda w miarę w trakcie rozgrywki, gorzej ze wstawkami filmowymi. Muzyka jest taka sobie z tendencjami do słabej, angielski dubbing nie najlepszy.


Dodatkowe spojrzenie na grę*


Maniak:

Devil May Cry to symbol swojej epoki – początku XXI wieku w grach video, w którym twórcy I gracze byli zachłyśnięci możliwościami, które niosła szósta generacja konsol. Kiepski voice acting, głośna metalowa muzyka, wysoki poziom trudności. To zdecydowanie gra, którą nasze matki przytaczałyby jako główny pretekst za ograniczeniem dostępu do medium. I choć po wielu latach gra nie zastarzała się wyśmienicie, wciąż zdecydowanie można w niej znaleźć wiele zalet.

Hideki Kamiya chciał stworzyć grę inną niż wszystkie. Zamiast długiej przygody z interesującymi postaciami dostarczył on tytuł krótki i wymagający. Jasne, początkowo koślawe animacje I wysoki poziom trudności mogą odstraszyć, a niskie noty, które gra wręcza graczowi pod koniec każdej misji mogą wydać się niesprawiedliwe. Pierwsze ukończenie Devil May Cry to jednak tak naprawdę samouczek. Dopiero za drugim podejściem, gdy gracz jest już przyzwyczajony do jej mechanik, gra zyskuje nowe życie. Combosy wychodzą coraz lepiej, wiemy w jaki sposób powinniśmy dostosowywać naszą taktykę do określonych typów przeciwników – po prostu zauważamy, że nasze umiejętności znacząco się poprawiły. I to właśnie to uczucie jest kluczem do zrozumienia siły tej prawie już dwudziestoletniej gry.

Największym problemem pierwszego Devil May Cry jest fakt, że to co produkcja robi dobrze, jej następcy robią lepiej (postarajmy się wymazać z pamięci tragiczny sequel). Zablokowana kamera niepotrzebnie frustruje, poziom trudności faktycznie potrafi być bardzo niewyważony, system walki jest bardzo surowy. Gdyby jednak nie te pierwsze kroki, nigdy nie dostalibyśmy tak fenomenalnych I świetnie znoszących próby czasy Devil May Cry 3 czy Bayonetty. Pierwszy Devil May Cry może być dzisiaj jednie lekcją historii – jest to jednak lekcja, do której sam zawsze z przyjemnością jestem w stanie powrócić. Jeśli jednak szukacie czegoś, co mniej odbiega od dzisiejszych standardów, warto poczekać na niechybny port Devil May Cry 3.

*Na podstawie wersji dla PlayStation 3


Producent: Capcom
Wydawca: Capcom
Data wydania: 25 czerwca 2019 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 9,9 GB
Cena: 84 PLN


Tekst powstał dzięki naszej współpracy z Play-Asia! Dzięki Waszym zamówieniom zrobionym tam przez wejście przez nasz reflink oraz/lub z użyciem naszego kuponu zniżkowego będziemy w stanie zrecenzować jeszcze większą liczbę gier.

play-asia_mypsvita


Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *