Tomb Raider IV-VI Remastered
Dwie generacje w jednym pakiecie.
Tego można było się spodziewać. Po niezwykle ciepłym przyjęciu zremasterowanej trylogii z Larą Croft w roli głównej developerzy bez zbędnej zwłoki rozpoczęli prace nad uwspółcześnieniem kolejnych trzech Tomb Raiderów. Równiutko w rok po premierze Tomb Raider I-III Remastered, w symboliczne urodziny Lary Croft (oraz moje!) fani serii otrzymali odświeżone wersje Tomb Raider: The Last Revelation, Tomb Raider: Chronicles oraz owiane złą sławą Tomb Raider: Angel of Darkness.
Podobnie jak przed rokiem, zabawę zaczynamy od wyboru jednej z trzech sprzedawanych tylko w pakiecie gier. Wbrew większości, u mnie na pierwszy ogień poszło Angel of Darkness. Przypomnę, że był to debiut szabrującej grobowce archeolog na sprzętach nowej generacji, choć wątpliwej przyjemności obcowania z tym tworem doświadczyli jedynie właściciele komputerów oraz PlayStation 2. Mimo nie najgorszej oprawy, produkcja zebrała niesamowite cięgi zarówno wśród recenzentów, jak i graczy. Dziennikarze wypominali głównie kosmiczną ilość bugów, nabywcy z kolei najczęściej zarzucali zbyt radykalne odejście od pierwotnych założeń serii. Z pierwszym z zarzutów w pełni się zgadzam – frustrację płynącą z ogrywania AoD pamiętam do dziś, przez co debiutująca w 2003 roku część była jedyną odsłoną serii, której nie ukończyłem. Za to zamiana grobowców na eksplorowanie mniej lub bardziej przyjaznych zakątków Paryża bardzo mi wówczas przypasowało, aczkolwiek zawsze miałem słabość do miejscówek gęsto usianych budynkami. A jak było teraz? Rewolucji graficznej nie dokonano, ale pamiętajmy, że w przypadku tej akurat odsłony o progres było najtrudniej. Co jednak dużo ważniejsze, tym razem niedoróbki techniczne nie były aż tak widoczne, co w pełni pozwoliło mi się skupić na rozwiązaniu intrygi będącej motywem przewodnim Angel of Darkness. A przy okazji całkiem nieźle się bawiłem!

Nie chciałem kusić losu po jakże miłym zawodzie z AoD i jako drugą pozycję wybrałem Last Revelations. Choć część ta nie posiada numerka, w kolejności była czwartą i docelowo ostatnią odsłoną przygód Lary w epoce pierwszego PlayStation. Już sam tytuł był intrygujący, a urozmaicona, zaskakująca i świetnie zaprojektowana rozgrywka (z ikonicznym już rozdziałem kierowania 16-letnią Larą) dopełniła pozytywnego obrazu całości gry wydanej w roku 1999. Zgodnie z zasadą, że lepsze jest wrogiem dobrego, developerom pozostało jedynie podrasowanie technikaliów, z czego zresztą dość dobrze się wywiązali. Podobnie jak w pakiecie sprzed roku, pozytywnemu przeobrażeniu uległy zarówno wizualia, jak również sfera audio, a wisienką na torcie jest implementacja sterowania na współczesną modłę, co jest wyraźnym ukłonem w stronę młodszej części społeczności graczy. Jeśli zostałbym przyparty do ściany, to jedynie nieco ponarzekałbym na niespotykany, dziwny mrok w sporej części leveli. Niekiedy utrudniał on eksplorację, ale dzięki ułatwieniom, które można aktywować w opcjach, przeczesywanie egipskich piramid okazało się znów niezwykle satysfakcjonujące.
Podobny poziom satysfakcji trudno będzie jednak osiągnąć w Tomb Raider: Chronicles. Nieobeznanym w meandrach serii wyjaśniam: produkcja pozycjonowana na część piąta sagi była tak naprawdę zbiorem leveli niewykorzystanych przy wcześniejszych produkcjach. Mimo narracyjnego owinięcia całości w ckliwe wspominki przyjaciół na temat Lary, całość bardzo słabo się klei, przez co ciężko pozbyć się wrażenia, iż w roku 2000 byliśmy świadkami zwyczajnego skoku na kasę. Niemniej, jeśli przymknąć na to oko i potraktować Chronicles jak rozbudowane DLC (których przecież nie brakowało w historii tej serii), to czeka nas kilka dodatkowych godzin niezłej, choć wyraźnie wtórnej zabawy. To zdecydowanie najsłabszy element Tomb Raider IV-VI Remastered, ale nie ma też co przesadnie rwać szat, skoro otrzymujemy go w pakiecie.

Podsumowując, Tomb Raider IV-VI Remastered to kawał bardzo dobrze zremasterowanego kodu. Grafika i dźwięk wielu osobom mogą się spodobać, rozgrywka jest płynna, a poszczególne części dużo bardziej zróżnicowane niż w pierwszym trójpaku. Ujęło mnie coś jeszcze – na pierwszy rzut oka nieuchwytny, ale tak naprawdę bijący z produkcji szacunek do fanów serii oraz starszego pokolenia graczy, czego dowodem jest chociażby pozostawienie czołgowego sterowania (ja je lubię!) oraz możliwość przeskoczenia w tryb oryginalnej grafiki. Fanów oldskulowych gier przekonywać do zakupu nie muszę. Pytanie pozostaje niezmienne – czy gejmingowa młodzież jest w stanie przekonać się do przypudrowanego pakietu ponad dwudziestoletnich gier? Ciężko o jednoznaczną odpowiedź, stąd taka, a nie inna ocena. Niemniej, mam ogromną nadzieję, że w ciszy swoich gabinetów, developerzy już pracują nad odświeżeniem kolejnej trylogii złożonej z Tomb Raider: Legend, Tomb Raider: Anniversary oraz Tomb Raider: Underworld – tym bardziej, że pierwsza z wymienionych w przyszłym roku świętować będzie dwudzieste urodziny!

Serdecznie dziękujemy Sandbox Strategies
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry
Producent: Aspyr Media, Crystal Dynamics
Wydawca: Aspyr Media
Data wydania: 14 lutego 2025 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 12,6 GB
Cena: 129,99 PLN
















Najnowsze komentarze