Dreamed Away
Jednoautorska wyprawa w głąb podświadomości z wrażliwością baśni, pragnąca powiedzieć coś swojego w temacie RPG.

Zarys fabuły jest prosty: Theo odkrywa, że w niewyjaśnionych okolicznościach zaginęła jego siostra. Jej poszukiwania zaprowadzą go w najdziwniejsze rejony świata i będą wymagały starcia z lękiem przed śmiercią… Dzieło Nicolasa Pettona od początku zapowiada oniryczną podróż z elementem grozy, przebieg wędrówki może jednak zaskoczyć wielością mieszania konwencji i swobodnego bawienia się gatunkami. Fabuła składa się bowiem z sześciu rozdziałów, z których każdy stawia zupełnie inne wyzwania. Jeden to horrorowe zwiedzanie katakumb pod dziwnym miasteczkiem, z którego nie da się uciec; inny przenosi akcję gry pod wodę; jeszcze kolejny, zdecydowanie najmocniejszy emocjonalnie, pozwala nam „wędrować” po podświadomości nie tylko bohatera, ale też osób leżących w odwiedzonym szpitalu. Początek każdego rozdziału jest bardziej skupiony na części narracyjnej i przygodowej, wplatając w fabułę także rozwiązywanie zagadek – pod koniec zaś, jak przystało na RPG, ruszamy do „dungeona”, w którym próbujemy znaleźć odpowiedzi na postawione przez fabułę pytania. Wszystko co jakiś czas powraca do początkowej sceny, w której głowny bohater, Theo, orientuje się, że jego siostra zaginęła, a z jego domem jest coś nie tak. Kolejne wersje tego przeżycia będą rozbudzać ciekawość gracza – trochę robi się to jednak zbyt zagmatwane i szkoda, że twórca jednak nie zachował większej spójności między poszczególnymi epizodami. Atmosfera grozy, jako tako utrzymana w pierwszym i drugim rozdziale, szybko się przez to rozpierzcha, a rozwiązanie prostej zagadki wywołuje poczucie niedosytu. Z zalet zostaje jednak lekkość, humor i naprawdę duża unikalność samego pomysłu na opowiedzenie tej historii.

Kolejną zaletą Dreamed Away jest naprawdę udana część RPG-owa tej historii. System walki jest dość interesujący, budzący skojarzenia z Undertale. Tak samo jak tam, zręczność palców może okazać się ważniejsza niż statystyki; nie zawsze też przemoc będzie konieczna (chociaż pacyfistą można być tylko podczas wybranych potyczek). Atakowanie polega na odpowiednim trafieniu poruszającego się wskaźnika, a wycelowanie idealnie w środek pozwala budować combosy zwiększające istotnie siłę ciosu. Z kolei obrona przed atakiem przeciwnika wymaga albo skutecznego unikania spadających na nas batów, albo, niczym w grze rytmicznej, wklepania odpowiedniej kombinacji strzałek spadających na wyznaczone pola. Monotonii zapobiega fakt, że każdy wróg atakuje trochę inaczej, a czasem ma nawet „patenty” specyficzne tylko dla niego (np. ośmiornica, która strzela tuszem i zasłania pole widzenia czy „zapominanie” jakie strzałki należy wcisnąć). Można ułatwić sobie walkę odpowiednimi umiejętnościami – Theo potrafi wzmocnić swoje ataki (ale za cenę obrony) lub np. spowolnić przeciwnika. Czasami bywa to nawet konieczne, bo bez podbicia ataku przeżycie wszystkich tur z danym niedobrzylcem mogłoby być naprawdę trudne. Dreamed Away stanowi pewne wyzwanie pod względem zręcznościowym (musiałam za każdym razem decydować się na precyzyjniejsze sterowanie krzyżakiem!) i choć bullet hell to to nie jest – ale dzięki temu każda walka aktywuje uwagę gracza.

Twórca nie poprzestał na zbudowaniu liniowej przygody – gra oferuje trochę sekretów, opcjonalnego bossa i porywającą logiczną minigierkę na „automacie”. Można odkryć też aż pięć zakończeń, niestety jest trochę zbyt żmudna, by chętnie ją replayować: dużą część 10-godzinnego czasu gry zajmuje albo czysty backtracking, łażenie po dość dużych lokacjach, albo przydługawe „cutscenki”, których nie sposób przewinąć. Z tego powodu motywacja do replayowania jest raczej niewielka – nawet „poprawa” ostatniego wyboru z samusieńkiej końcówki gry to konieczność nadłożenia kolejnej pół godziny.
Szkoda mi tylko, że naprawdę oryginalna, choć niepozbawiona wad przygoda została ubrana w tak nieciekawą oprawę audiowizualną. Pixel-art został na pewno wykonany z dbałością, ale brakuje mu specyficznego stylu, zwłaszcza lokacje rażą bardzo pospolitym wyglądem i płaskimi plamami koloru. To samo można powiedzieć o dźwięku, z którego najmocniej zapamiętałam irytujący dźwięk dialogu.

Dreamed Away to ciekawa propozycja od Nicolasa Pettona, który nie boi się łamania konwencji gatunkowych. Gra, prowadząc nas przez wiele lokacji, swobodnie posługuje się humorem i absurdem dzięki czemu dość mocno wciągnęła mnie w swoją fabułę. Swoją rolę w tym odegrał też również udany system walki. Brakuje tu niestety choć trochę bardziej unikalnej identyfikacji wizualnej i spójności w obrębie fabuły, a momentami także cierpi na nieuzasadnione dłużyzny. Jest w niej jednak sporo serca i myślę, że na przecenie warto dać jej szansę.

Serdecznie dziękujemy Pineapple Works
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry.
Producent: Nicolas Petton
Wydawca: Pineapple Works
Data wydania: 23 października 2025
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 748 MB
Cena: 74 PLN
Platformy: Nintendo Switch, PC, Xbox One, Xbox Series X/S















Najnowsze komentarze