Assassin’s Creed Shadows (Switch 2)
Najlepsza wersja feudalnego tasiemca.
Nawiązywanie do medialnej nagonki na Assassin’s Creed Shadows we wszelkiej maści publikacjach jest w mojej opinii równie odkrywcze jak scenariusz dowolnej komedii romantycznej. Miłośników wylewania pomyj od razu muszę więc zawieść – nie znajdziecie tutaj zbyt wielu szpilek pod adresem tej ikonicznej serii. Powody ku temu są co najmniej dwa. Po pierwsze, mam zbyt nikłe doświadczenie z Asasynami i Templariuszami, a po drugie, epicka podróż po feudalnej Japonii w pstryczkowym wydaniu bardzo mi przypadła do gustu!
Moje doświadczenia z zapoczątkowanym w 2007 roku cyklem ograniczają się tylko do mocno rozbitego w czasie obcowania z kanoniczą trylogią z Ezio w roli głównej – legendarną dwójeczkę oraz następujące po niej AC Brotherhood zakończyłem jeszcze w erze PlayStation 3, a całość spiąłem klamrą dopiero w zeszłym roku, kończąc AC Revelations na Asusie ROG Ally. Przy każdej z tych pozycji bawiłem się wprawdzie doskonale, ale różniące poszczególne części tryptyku niuanse okazały się zbyt słabym asumptem, aby sięgnąć po kolejne odsłony pojawiające się na siódmej generacji konsol. Do porzucenia pomysłu przemierzania Paryża i Londynu na nowszych sprzętach skłoniły mnie z kolei mało optymistyczne recenzje, a wizyty w starożytnym Egipcie oraz Grecji odłożyłem na kupkę wstydu, pokrywającą się oczywiście z każdym miesiącem coraz większym kurzem godnym wnętrz piramid w Gizie czy ruin Akropolu. Ale Kraju Kwitnącej Wiśni odpuścić nie mogłem… W końcu każdy szanujący się gracz z konsolowym rodowodem darzy Japonię szczególną estymą!

Jak zapewne doskonale wiecie, Assassin’s Creed Shadows jest historią młodziutkiej i prześlicznej (nie zapraszam tutaj do dyskusji) Naoe oraz wyróżniającego się solidną opalenizną samuraja Yasuke. Szczególnie w aspekcie doboru karnacji męskiego protagonisty developerom nie brakło odwagi, ale najważniejsze, że w tym szaleństwie nie zapomniano o spójności oraz ciekawych wątkach. Zresztą, dla kontrastu, o ostatecznym sukcesie warstwy fabularnej i tak ostatecznie zadecydowała moim zdaniem powściągliwość. Nie wiem, jak to było przy okazji poprzednich części resetujących serię AC, ale Shadows najtrafniej określiłbym chyba „słabym asasynem” pod względem fabuły, ale świetnym kawałkiem, kodu jeśli idzie o historię głównych bohaterów. Wprawdzie silnie eksponowane we wcześniejszych częściach wątki związane z bractwami oraz systemem Animus tutaj oczywiście występują, ale na tle tego ogromu świata gry skoncentrowanego na XVI-wiecznej Japonii jawią się ledwie jako dodatek. Początkowo byłem wręcz oczarowany historią protagonistów zestawionych na starcie po przeciwnych stronach barykady. Wprawdzie skrzyżować katany we wspólnej sprawie przyjdzie im w wyniku dość trywialnego twistu, ale dopóki całość opowieści solidnie się kleiła, to bez cienia wątpliwości oceniałem ją w samych superlatywach. Niestety, samo zakończenie mnie zawiodło, a poprzedził je bardzo długi pas fabularnej ziemi niczyjej, który miałkością dostosował się do radykalnego załamania intensywności rozgrywki, ostatecznie obejmującego mniej więcej 2/3 tytułu.
Zdaniem wielu, nagłego tąpnięcia w dynamice wydarzeń można było uniknąć. Uściślając, mam tutaj na myśli rozbudowany segment misji, do których desygnujemy jednego z dwójki bohaterów. Od tego momentu (i tak, niestety, aż do samego końca wątku głównego), na gracza czeka szereg wtórnych misji opierających się zwykle na wyszukiwaniu oraz eliminacji czarnych charakterów oraz szturmów na ściśle strzeżone fortece. Jak już wspomniałem, dla niejednego gracza wycięcie tego repetowania odbyłoby się bez szkody dla oceny końcowej. Ja jednak uważam odwrotnie, szczególnie jeśli do AC Shadows podejdzie się na Switchu. Nie jest niczym odkrywczym, że sprzęt ten do zaliczania ogromu krótkich misji jest wręcz stworzony. Niejednokrotnie do zabawy przystępowałem, mając jedynie wolne 30-40 minut i okres ten pozwalał mi na zaliczenie kolejnego mniejszego zadania, czy też pojawienie się w kilku kolejnych punktach na gigantycznej mapie gry. Co więcej, mnogość dostępnych aktywności pozwalała mi ciekawie kreować rozgrywkę zgodnie z moim nastrojem – kiedy był on bojowy, to atakowałem kolejny zamek, a kiedy chciałem się wyciszyć, to wskakiwałem na wierzchowca i niespiesznym tempem zwiedzałem majestatyczne okolice, przy okazji odhaczając mniejsze questy. Tak na marginesie – wielokrotnie w swojej historii gracza spotykałem się z opiniami o tytułach zapewniających olbrzymią satysfakcję z samej tylko eksploracji, ale nigdy takiego uczucia jeszcze nie dostąpiłem. Najwyraźniej do wszystkiego trzeba dojrzeć i tak też było właśnie w przypadku Assassin’s Creed Shadows. Zapoznawanie się z urbanistyką oraz florą i fauną świata przedstawionego było nad wyraz odprężające, a pozytywne wrażenia wzmacniała zaimplementowana zmiana pór roku, które mają spory wpływ nie tylko na wizualia, ale i gameplay. Szczególnie jesień jest zachwycająca!
Jeśli idzie o rozgrywkę, to początkowo trochę przytłaczała mnie erpegowa otoczka w serii, którą zawsze szeregowałem jako typowego akcyjniaka. System walki wstępnie wyglądał na skomplikowany, a modyfikacja uzbrojenia i wszelkiej maści dodatków w świetle różnobarwnych oznaczeń (tych kolorowych ikonek nie powstydziłyby się najlepsze PC-towe hack’n’slashe) była powodem drobnego bólu głowy. Ostatecznie diabeł okazał się nie taki straszny, jak go malują, a toczone pojedynki pokazały, że są nie tylko zaciekłe, ale i satysfakcjonujące. Do każdej batalii możemy podejść wedle własnych preferencji, choć wiadomym było, że wybór do misji dziewoi przekształca zadanie w skradankę, a postawienie na osiłka wiąże się z uruchomieniem trybu jednoosobowej armii. Wprawdzie ciemnoskóry ronin nijak ma się do gibkich protagonistów spotykanych dotychczas w serii AC, ale już masowa eliminacja upośledzonych strażników przez zwinną niewiastę sprawi, że szybko poczujecie się w świecie gry jak w domu. Ostrość zmysłów NPC-ów można oczywiście podciągnąć pod swoje upodobania, tak jak i wiele innych elementów rozgrywki. Tutaj na osobną wzmiankę zasługuje możliwość pochłaniania historii w sposób kanoniczny (a więc zgodnie ze scenariuszem sugerowanym przez twórców) bądź własny. Wolnoć, Tomku, w swoim domku, można by rzec z literackim sznytem!

I tutaj właśnie dochodzimy do sedna AC Shadows. Sedna, które albo zostało słabo dostrzeżone przez graczy, albo dopiero port na naszą ulubioną współczesną konsolę wyraźnie to uwypuklił. Jest nią niczym nieskrępowana wolność oraz pełen indywidualizm. Możemy deliberować na temat oprawy audiowizualnej godzinami – o tym, że towarzysząca starciom muzyka czasami pasuje jak pięść do nosa (kompozycje oparte o współczesne gatunki muzyczne mogą razić w grze o zabarwieniu mimo wszystko historycznym), dialogi nieraz cierpią z powodu niespójności (portugalscy duchowni z początku gry tak szybko opanowali mowę rdzennych Japończyków, że w końcówce zapomnieli języka ojczystego), a grafika w trybie handheld powoduje wykrzywienie twarzy (choć na szczęście tylko początkowo, a przy zadokowanej konsoli jest po prostu przepięknie). Możemy też narzekać na rozwleczenie fabuły, której bazowy wątek rozwikłamy dopiero po nabiciu grubo ponad 50 godzin, a następujące po sobie misje w większości przypadków różnią się ledwie detalami. Nikt nam jednak nie zabierze wolności i możliwości rozprawienia się z historią powierzonych w nasze ręce wojowników na własnych zasadach, w dodatku w towarzystwie przyjemnej oprawy i płynnej rozgrywki – ta ostatnia nie kuleje nawet przy odpięciu konsoli od zasilania. Przy odrobinie kreatywności i wykorzystaniu narzędzi zaoferowanych nam przez autorów najnowszego AC, przemierzanie Nihon sprzed czterech dekad spokojnie dostarczy satysfakcji mierzonej w trzycyfrowej liczbie godzin. Za długo? Dzięki dodatkowym staraniom i kilku korektom w opcjach możemy poznać dzieje Naoe i Yasuke w czasie typowym dla większości przedstawicieli gatunku RPG, podzielonym w razie potrzeby na ekspresowe sesje dzięki możliwościom flagowego sprzętu Nintendo. Czyli wspomniana już wolność i indywidualizm w najlepszym wydaniu!

Serdecznie dziękujemy firmie Ubisoft
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry
Producent: UBISOFT MONTREAL
Wydawca: Ubisoft
Data wydania: 2 grudnia 2025 r.
Dystrybucja: cyfrowa, pudełkowa
Waga: 63,8 GB
Cena: 279,90 PLN















































Najnowsze komentarze