PARANORMASIGHT: The Seven Mysteries of Honjo

Czyszczenie Switcha – część dwudziesta.

Zapewne z okazji premiery drugiej odsłony serii PARANORMASIGHT: The Seven Mysteries of Honjo dostała największą do tej pory przecenę w eShopie. Akurat potrzebowałem tańszych produkcji oraz pomyślałem, że może dwójka wpadnie z kodu, to będzie można wrzucić na stronę opinie o obu. Wydałem więc 22,25 PLN i dzięki temu w zaciekawieniu spędziłem blisko piętnaście godzin z czytanką grozy.

Koncepcja opowiedzenia historii wyróżnia się na tle typowego podejścia do visual-novel. Nadal mamy protagonistę, oczywiście z amneeezjąąą, ale, co ciekawe, nie jest jedną z postaci fizycznie zaangażowanych w historię. Pojawia się nagle, znikąd, zdezorientowany, a przed sobą widzi bajkarza, który stoi obok telewizora z lat ’80, bo w tejże dekadzie rozgrywa się akcja. Dowiaduje się od tego osobnika, że zobaczy teraz pewną historię i może na nią wpływać, kontrolując decyzje pewnych osób. Następnie przechodzi do próby rozwiązania „Siedmiu tajemnic Honjo”.

Pierwszą osobą, której losy zobaczymy, jest Shogo Okiie, zwykły młody chłopak, który pracuje w fabryce mydła. Gdy poznaje wieczorem w parku Yoko Fukunagę, która wprowadza go w tajemnicę rytuału wskrzeszenia, zdecydowanie nie jest przygotowany na to, że doprowadzi go ona do własnej śmierci. Brzmi jak spoiler, ale spokojnie, to dopiero wstęp do całej opowieści. Po niej pojawiają się kolejne osoby, w sumie cztery, które będziemy obserwować/prowadzić, w imieniu protagonisty. Wszystkich bohaterów łączy to samo, otrzymują możliwość rzucania klątw, a udane zabójstwo za jej pomocą sprawi, że zbierze się resztki duszy. Uzyskanie odpowiedniej ich ilości ma pozwolić posiadaczowi klątwy na wykonanie rytuału wskrzeszenia.

PARANORMASIGHT: The Seven Mysteries of Honjo jest w głównej mierze opowieścią grozy ze sporą domieszką pracy detektywistycznej. Początki tajemnicy sięgają kilkuset lat wstecz, jest pełna mistycyzmu, duchów, a także bardziej współcześnie zwykłej podłości czy morderstw zamierzonych, jak i nie. Galeria postaci zebranych w tej historii jest równie ciekawa. Z osób „prowadzonych” mamy doświadczonego, trochę zgorzkniałego detektywa; dość wycofaną kobietę, której synek został porwany i zamordowany; uczennicę liceum, której przyjaciółka zginęła w zaskakujący sposób. Dość standardowo wszyscy są sparowani z kontrastującymi z nimi postaciami, a więc detektywowi towarzyszy młody, żywiołowy kolega; kobiecie, która straciła syna, przebojowy prywatny detektyw; a licealistce koleżanka z klasy, która jest bardziej ułożona i zajmuje się sprawami nadprzyrodzonymi. Do tego dochodzi jeszcze spora galeria postaci pobocznych, która w ten czy inny sposób jest związana z klątwami.

Skala zapętlenia historii jest spora. Aż do samego końca gry nie zostają odkryte wszystkie karty. Ba, z powodu natłoku wątku różnych osób w trakcie gry nawet zdarzało mi się zdążyć zapomnieć, że dany ktoś jeszcze brał w czymś udział, więc bywało, że byłem dodatkowo zaskoczony. Bywało też, że przychodziło mi na myśl „Dobra, ale z tamtą osobą?”, więc to też dobra oznaka dla takiej gry. Jeśli chodzi o uzasadnienie wydarzeń lub ich rozwiązania, nie mogę im odmówić całkiem logicznego wytłumaczenia, oczywiście biorąc poprawkę na to, że część z nich ma podłoże w tytułowej paranormalności. Zdarzyło się też, że coś wydawało mi się naciągane, ale na koniec gra przypomniała mi o pewnej kwestii, więc stawały się bardziej akceptowalne. Plusem „Siedmiu tajemnic Honjo” jest również różnorodność zaprezentowanych postaci, ich motywacji i interakcje ze sobą, więc dialogi czyta się z zaciekaniem właściwie przez cały czas. Dla rozładowania napięcia czasem pojawi się też humor, który dobrze pasuje do tej pozycji. Jeśli chodzi o grozę, osoby przeczulone na straszne rzeczy mogą spokojnie sięgnąć po tę grę. Poza kilkoma trochę bardziej upiornymi grafikami oraz makabrze działań pewnego mordercy przedstawionej głównej w formie tekstowej nie ma tu nic naprawdę drastycznego.

Pod kątem rozgrywki mamy więcej do roboty niż tylko czytanie. Przede wszystkim będziemy dokonywać wyborów dialogowych, czyli klasyka, ale jako że jedną z podwalin PARANORMASIGHT jest praca detektywistyczna, mamy trochę swobody w poruszaniu kamerą, aby wypatrzyć i wybrać pewne przedmioty do interakcji. Pojawiają się też miejsca, w których możemy zdecydować, czy użyć klątwy i ta mechanika jest całkiem ciekawa, ale nie napiszę więcej o tym, sami doświadczcie skołowania, które potrafi spowodować. Motyw protagonisty-obserwatora, który jest poza ekranem, również zostaje nieraz ciekawie wykorzystany, ponieważ twórcy wykorzystali nawet menu do rozwiązywania pewnych zagwozdek. Apogeum tego motywu pojawia się na koniec gry i nawet sięgnąłem po opis, żeby przyspieszyć rozwiązanie tej zagadki. Generalnie cała koncepcja gampeleyowa w ciekawy sposób idzie w parze z założeniami fabularnymi i daje trochę świeżości w visual novelowy styl prowadzenia gry.

Oprawę graficzną zdecydowanie można wciągnąć do wyższej klasy. Możliwe, że długość gry dała artystom więcej mocy przerobowych, więc mogli się skupić na podniesieniu obrazu do takiego poziomu. Przede wszystkim uwagę zwraca dość nietypowa, grubo ciosana kreska, która w połączeniu ze sporą detalicznością i kolorystyką tworzy świetny efekt, który bardzo dobrze pasuje do tej produkcji. Szczególnie w motywach wejścia klątw intensywność całej sceny robi mocne wrażenie. I tu też należy pochwalić ekipę lokalizującą, ponieważ cały typesetting jest wysokiej jakości, a jest kilka miejsc, gdzie jest on bardzo istotny dla podbicia sytuacji. Zachowanie i mowa ciała postaci generalnie mają bardzo teatralny charakter, zresztą jak i cała opowieść, co czasami przekłada się na trochę zbyt przesadzone reakcje, ale może to być moje odczucie.

W kwestii audio twórcy mogli sobie odpuścić dwa dźwięki podkreślające sytuacje – jeden pojawia się, aby zaznaczyć ważny tekst związany z tajemnicą, i ten jeszcze jest akceptowalny w swojej łagodności. Natomiast gdy pojawia się jakby wystrzał do podbicia dramatyzmu, bardziej  irytuje niż działa w zamierzony sposób. Niestety Square Enix poskąpił kasy na aktorów głosowych, więc cała gra jest niema i trochę szkoda, bo na pewno podbiłoby to jakość produkcji. W przypadku muzyki jest całkiem ciekawie, ponieważ pojawiają się utwory nawiązujące do japońskiej klasyki w sytuacjach bardziej niepokojących. Natomiast w momentach spokojniejszych i trochę luźniejszych wchodzą… hiszpańskie rytmy. Jest to dość zaskakujący wybór, ale przy przyjętej stylistyce graficznej po jakimś czasie można przyzwyczaić się do tego wyboru.

PARANORMASIGHT: The Seven Mysteries of Honjo jakoś mnie ominęło przy okazji wydania. Potem też jakoś tytuł nie rzucał mi się w oczy i dopiero przy okazji wydania dwójki pojawił się na moim radarze. I cieszę się, że tak się stało, ponieważ zdecydowanie warto było spędzić czas z tą produkcją. Bardzo dobra oprawa graficzna odpowiednio oddaje klimat, z muzyką jest dość podobnie. Sam historia składa się z wielu warstw, które tworzą dość zagmatwaną zagadkę do rozwiązania, ale konstrukcja historii sprawia, że wszystko jest ujawniane w odpowiednim czasie, więc zaciekawienie trzyma do końca. Przechodzenie między różnymi postaciami, aby odblokować postępy na czytelnym wykresie rozwoju fabuły także wychodzi tu na plus. Tak więc jeśli również do tej pory omijał Was ten tytuł, warto po niego sięgnąć. Nawet pełna cena (89 PLN w eShopie i 69,90 PLN na Steamie) jest w pełni uzasadniona. Jednak jako że gra została wydana trzy lata temu, to można ją już trafić na solidnych przecenach, jak wspomniana na początku tekstu. Tak więc nie macie dobrej wymówki, żeby dalej odkładać rozwiązanie zagadek związanych zabójczymi klątwami i rytuałem wskrzeszenia. Skoro sam mam już je zaliczone, biorę się za The Mermaid’s Curse, bo wpadł kod do recenzji.


Polecamy!


Producent: Square Enix
Wydawca: Square Enix
Data wydania: 9 marca 2023 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 953 MB
Cena: 89 PLN
Platformy: Nintendo Switch, PC, Android, iOS

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *