A Little Lily Princess

Ubrany w kwieciste słowa homoromantyzm, czyli 100% uroku XIX-wiecznych pensji dla dziewcząt.

Tak mówi, a wieczorami zapewne czyta Bauldelaire’a.

Zawsze czułam pewnego rodzaju dysonans, gdy w trybie błyskawicznym przestawiałam się z tzw. „arcydzieł literatury” na raczej pośledniej jakości haremówki oraz inne wybitne dzieła japońskiej sztuki masowej. Jak dobrze, że pojawił się śmiałek, który pomógł ten rozdźwięk zmniejszyć – jest nim studio Hanako Games, które pozwoliło sobie sięgnąć po pomysł tak dobry, że aż dziw, że tak rzadko wykorzystywany. Krótko mówiąc, postanowili zrobić visual novel z klasycznej literatury. Cóż, moja wymarzona egranizacja “Lalki”, w której można pozwolić Wokulskiemu wzdychać za kimś innym niż Łęcka, to jeszcze nie jest, ale nie da się ukryć, że “Mała księżniczka” to też dobry materiał. Co więcej, jest to naprawdę dobre, bardziej samoświadome wydanie już solidnej historii, nawet jeśli pierwotnie ubrana była w ramy czegoś w rodzaju bajki.

Jest to historia młodej Sary Crewe, szlachcianki żyjącej w XIX-wiecznym Londynie, która wychowuje się bez matki, ale zapewnia sobie radość w życiu niezliczoną ilością wymyślonych historii; jej wyobraźnia potrafi też poskromić samotność związaną z ciągłą nieobecnością ojca, który tropi niezwykłe przygody i lukratywne interesy w Indiach. Na jej szczęście w szkole dla dziewcząt też się zawsze dużo dzieje, a opowieści Sary oraz ekscentryczna osobowość przykuwają uwagę innych uczennic. Gdy jednak jej los i pozycja obróci się o 180 stopni, nawet niezwykła fantazja nie zawsze potrafi pomóc…

A o tym nawet film powstał, nazywa się “Amonit” i pogarsza jakość życia.

W stosunku do materiału źródłowego adaptacja zachowuje się dość wiernie, zwłaszcza w pierwszej części (potem zresztą też nie odchodzi zbyt daleko), jednak pozwala sobie na pewne modyfikacje; zachowuje lekko magiczny klimat, ale bardziej skupia się na relacjach i zgłębieniu problemów, także społecznych, z tym związanych. W gruncie rzeczy właśnie to zdaje się być celem autorów – rozwinięcie poszczególnych postaci i relacji z nimi, mniej skupiając się na protagonistce, co rzeczywiście zaplusowało. Jednocześnie fakt, że sama Sara nie jest “czystą kartą” i ma faktyczną, dość mocno nakreśloną osobowość, wpływa pozytywnie na odbiór całości.

Żeby jednak wspomnieć więcej o postaciach, trzeba zwrócić uwagę na to, jak mechanika wpływa na przebieg rozgrywki i możliwość wyboru ścieżek w drugiej części historii. Jest trochę odmienna od tego, co na ogół widywałam w visual novel; tym razem opowieść modyfikują nie wybory dialogowe, a system kalendarzowy. Każdy tydzień daje możliwość wyboru aktywności na każdy dzień, która następnie umożliwia uzyskanie jednego z trzech rezultatów i zdobycia różnego rodzaju „zasobów” w rodzaju wiedzy, cierpliwości, etc. Ilość tychże z kolei decyduje o tym, czy jest możliwe odtworzenie sceny z daną postacią, a interakcje w pierwszym akcie wpływają na możliwość wybrania ścieżki w akcie drugim. Jest to dość intuicyjne i odświeżające, jednak szkoda trochę, że niezależnie od tego, co dzieje się w linii bocznej, główna fabuła i dialogi pozostają zupełnie niezmienione, bez choćby drobnych modyfikacji, co wypada dość niewiarygodnie, biorąc pod uwagę to, jakie konflikty wyłaniają się podczas poszczególnych ścieżek, a jakie pozostają ukryte.

Czy to mezalians? Tak. Czy to wspaniałe? Jak najbardziej.

To jednak marginalny problem, bo same postaci i relacje napisane są naprawdę ciekawie, każda z nich podchodzi od zupełnie innej strony; dwie nie są w ogóle romansowe, a skupiają się na raczej matczyno-opiekuńczym wątku; z kolei pozostałe cztery, które mają mieć już bardziej romantyczny wydźwięk, również są bardzo delikatne, co w tym przypadku jest absolutną zaletą. Produkcja pozostawia po sobie tylko wrażenie absolutnej słodkości, zbyt dużo mroku w zakończeniach nie uświadczymy.

Ale w samych ścieżkach, o dziwo, trochę tak, bo jednak XIX-wieczny Londyn to bardzo dobre tło do ukazania problemów rozmaitych, które wychodzą na pierwszy plan bardzo naturalnie, wraz z historiami postaci, na które siłą rzeczy wpływał chociażby klasistowski ustrój społeczny. Niektóre pokazują sprawę bezpośrednio, jak historia Mariette, prywatnej pokojówki głównej bohaterki, która musiała przeżyć dużo rozczarowań i cierpień, nim dotarła do obecnego punktu (jej historia jest naprawdę uderzająca). Jednak również dziewczyny z „wyższych sfer” naświetlają problem. Dwie archetypiczne „panienki z dobrego domu” również na pewien sposób są ofiarami tego systemu, chociaż jedna chciałaby wyrwać się z niego wyrwać, a druga go ograć. W każdym razie, jak na tak słodką konwencję, jest tu naprawdę sporo śmierci, mroku i społecznej samoświadomości, a wszystko jest wplecione w główny wątek bardzo zgrabnie i robi nawet większe wrażenie w kontekście tego, że równocześnie dużo jest dobrze napisanych, „salonowych” ploteczek, które potrafią rozbawić i wciągnąć. Krótko mówiąc – to naprawdę udany stylistycznie kawałek narracji, któremu wtóruje udana oprawa. Audio raczej nie powala, ale muzyczka jest wystarczająco przyjemna, by po prostu mile towarzyszyła w odkrywaniu historii. Z kolei wizualnie gra pozytywnie zaskakuje. Naprawdę pasujące projekty postaci, szczegółowe tła, schludne wykonanie – niczego więcej bym nie chciała.

Podsumowując, A Little Lily Princess jest naprawdę udana: słodka, ale nie naiwna; korzysta ze znanych tropów, ale nie jest nadmiernie schematyczna. Do tego wykorzystuje świetny materiał źródłowy, dzięki czemu mam nadzieję na więcej takich growych retellingów klasycznej literatury. A Little Lily Princess jest zdecydowanie powodem do dania zielonego światła takiemu pomysłowi.

 


Polecamy!


Serdecznie dziękujemy Ratalaika Games 
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Hanako Games
Wydawca: Ratalaika Games
Data wydania: 28 maja 2021 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 154 mb
Cena: 52 PLN

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.