Clutchtime: Basketball Deckbuilder
Niepozornie wyglądające dzieło jednego pasjonata, które w wierny sposób zamienia Switcha w boisko do koszykówki.

Tyle trybów, a we wszystkie gra się praktycznie tak samo…
Swego czasu miałam sympatię do sportowych anime. Niezależnie od tego, jaką dyscyplinę przedstawiały, miały jedną cechę wspólną: absolutny brak poważania dla realizmu. Clutchtime jest tego właściwie przeciwieństwem, chociaż wykorzystuje formułę rougelike’a, która mogłaby zapraszać do budowania absolutnie przegiętych i niemających nic wspólnego z faktycznym sportem rozgrywek. Zamiast tego autor spędził sporo czasu, ślęcząc nad kartką i myśląc, jak na język zer i jedynek przełożyć wszystkie aspekty sportu.
Z tego powodu pierwsze zetknięcie z Clutchtime było dla mnie odrobinę trudne – odpaliłam turniej, wybrałam na chybił-trafił drużynę, potem musiałam odpalać go od nowa, bo przypadkiem wybrałam opcję pozwalającą mi grać z innym człowiekiem (którego obok nie miałam), a następnie przeklikałam się przez cały mecz zupełnie nie mając pojęcia, co się dzieje, i dlaczego przeciwna drużyna może wykonać tyle ruchów w ciągu swojej tury i zdobyc tyle punktów, a u mnie zupełnie nic. Dopiero później zauważyłam, w jaki sposób Clutchtime odtwarza dynamikę gry. Zachowuje podział meczu na kwadranse, a ich długość wyznacza nie czas fizyczny, a ilość zagranych kart. Za możliwość zagrywania kart płaci się staminą, ale niektóre inne karty pozwalają tę staminę zwiększyć lub zmniejszyć koszt kart. Dlatego posiadanie odpowiednich kombinacji pozwala naprawdę zdominować turę. Na szczęście po każdej kwarcie jest spotkanie z trenerem, a po połowie meczu odbywa się nawet bardziej rozbudowana konsultacja strategiczna.

Po każdej kwarcie mamy możliwość doboru karty, a po całym meczu – zatrzymania lub ulepszenia jakiejś na stałe.
W ramach rozwoju talii w trakcie meczu mamy możliwość: dodania nowej karty, zduplikowania lub ulepszenia już posiadanej oraz usunięcia takiej, która nie wpisuje się dobrze w strategię drużyny. Może nam się też trafić możliwość wyboru dopalaczowego „startera”, który działa tylko do halftime’u. Co ciekawe, nie wszystkie zmiany, które zachodzą w trakcie meczu zostają na stałe – większość to tymczasowe, strategiczne improwizacje, które mogą wejść do stałego repertuaru talii dopiero po odpowiednim treningu. Innymi słowy, po rozegranym meczu możemy wybrać tylko jeden nowy nabytek. To bardzo ciekawy sposób na przeniesienie napięcia między „naradzeniem się” z trenerem podczas meczu, a długotrwałym wyborem strategii.

Karty ruszają się, skaczą, odbijają piłkę, a co najważniejsze ich wiązanie w kombosy zwiększa dominację naszej drużyny i przyspiesza koniec kwarty – dynamika gry jest naprawdę dobrze oddana.
Gra oferuje dwa tryby: rougelike’owy turniej, w którym gra się zgodnie z widełkami oraz dopuszczający możliwość odniesienia porażki sezon. W obu przypadkach na początku musimy wybrać drużyny biorące udział w konkursie z naprawdę obszernej listy. Twórca skomponował startową talię dla każdej z drużyn (którą możemy także dostosować), natomiast nie pokusił się o wyjaśnienie choćby w kilku zdaniach jej specyfiki, dlatego wybór następuje metodą prób i błędów. To zresztą uwidacznia zasadniczy problem gry: gameplay jest intuicyjny, wciągający i ciekawy, natomiast twórca nie uwzględnił wielu sposobów na to, by gracza w niego wdrożyć (poza zmuszaniem do przechodzenia łatwiejszych trybów najpierw). Jakiś tryb na rozgrzewkę lub naturalniejszy sposób progresji by się przydał, zwłaszcza że asortyment kart jest naprawdę szeroki.

Niezwykle zachęcające menu obrazuje gatunek oprawy wizualnej, jaki wykorzystuje Clutchtime.
Mamy do dyspozycji bloki, ataki, podania oraz zagrywki strategiczne. Są też karty odpowiadające działaniom spoza samego kortu, takie jak na przykład… żłopnięcie sobie energola. Można ładnie i legalnie blokować, ale można też faulować, natomiast przekroczenie pięciu (?) fauli oznacza rzuty wolne dla drużyny przeciwnej. Oprócz samego zdobywania punktów, musimy pamiętać o zyskiwaniu sobie sympatii publiczności – boiskowy hałas działa mobilizująco na drużynę gospodarzy, zwiększając liczbę dobieranych kart i staminy. Strategii do próbowania jest sporo, z różnorodnymi natkniemy się także u przeciwników, chociaż dla mnie, osoby mającej bardzo niewiele styczności z tym sportem, nie do końca było intuicyjne jak ją budować. To jednak okazała się po prostu kwestia prób i błędów.

Pomimo mnogości koszykarskich określen, wszystko wytłumaczone jest jasno i przejrzyście.
Gra nie dostała jednak zasługiwanej oprawy dźwiękowej ani wizualnej – świetna mechanika jest okraszona obrazkami i interfejsem rodem z primetime’u gier flashowych. Wszystko działa jednak sprawnie i jest raczej przejrzyste, po prostu nie ma fajerwerków.
Podsumowując, Clutchtime to gra idealna na 15-minutowe posiedzenia w przerwie od innych rzeczy, która pod niepozorną oprawą skrywa bardzo grywalną mechanikę oraz odrobinę strategii. Nie posiada jednak przystępnej, stopniowanej progresji poznawania tychże mechanik, co może odrzucić – myślę jednak, że na jakiejś promce warto dać jej szansę.

Serdecznie dziękujemy Bigosaur
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry.
Producent: Bigosaur
Wydawca: Bigosaur
Data wydania: 18 grudnia 2025 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 36o MB
Cena: 59 PLN
Platformy: Nintendo Switch, PC








Najnowsze komentarze