MOUSE: P.I. For Hire

Polacy znów pokazali klasę.

Rynek FPS-ów nie cierpi na brak kolejnych przedstawicieli tegoż gatunku. Problem w tym, że w gąszczu kolejnych Battlefieldów oraz CoD-ów coraz trudniej znaleźć produkcję, którą wyróżni coś więcej niż głośne salwy i epickie wybuchy. W przypadku MOUSE: P.I. For Hire już pierwsze zapowiedzi skutecznie przykuwały uwagę grających, ze szczególnym uwzględnieniem tych znad Wisły. Czarno-biała stylistyka inspirowana ikonicznymi kreskówkami z dwudziestolecia międzywojennego, klimat dawnych filmów i dynamiczna rozgrywka sugerowały mieszankę, obok której trudno byłoby przejść obojętnie. Ale czy ostatecznie polska strzelanka ma do zaoferowania coś więcej niż tylko efektowne wizualia? Sprawdźmy!

Mysz z kreskówki w mieście bez zasad

Dzieło Fumi Games przenosi nas do wypełnionego humanoidalnymi gryzoniami miasta, które nijak ma się do Myszogrodu znanego mojemu pokoleniu z magazynu „Kaczor Donald”. Mausberg to raczej wzorcowy przykład metropolii z klasycznych kryminałów, gdzie prym wiodą korupcja, mniej lub bardziej zorganizowana przestępczość, szemrane interesy i masa podejrzanych typków spod ciemnej gwiazdy. W takich okolicznościach developerzy oddają nam do kierowania Jacka Peppera, zmęczonego życiem prywatnego detektywa, któremu w najmniej oczekiwanym momencie życia przypada zadanie odnalezienia zaginionego znajomego. Sprawa początkowo wydaje się banalna i rutynowa, jednak z czasem historia coraz bardziej się komplikuje.

O ile fabuła w żaden sposób nie rewolucjonizuje gatunku, o tyle bardzo skutecznie wykorzystuje sprawdzone motywy gatunku noir. Nie brakuje więc wciągających tajemnic, nieoczekiwanych zwrotów akcji i tego charakterystycznego przeświadczenia, że każdy kolejny napotkany bohater ma coś za uszami. Żeby zachować odpowiedni balans w tych mało przyjaznych okolicznościach, twórcy gry w wielu momentach podeszli do konwencji z wyraźnym dystansem. Humor towarzyszy więc graczowi niemalże przez całą kampanię, a absurdalne sytuacje i liczne odniesienia do popkultury sprawiają, że recenzowany tytuł to coś więcej niż tylko wypełniony ołowiem ciężkawy kryminał.

Styl czy coś więcej?

Już po kilku minutach w czarno-białym świecie potwierdziłem swoje obawy: oprawa wizualna jest największym wyróżnikiem produkcji. Ale czy to źle? Twórcy z ogromną dbałością odtworzyli charakter dawnych kreskówek. Animacje przypominają klasyczne przedwojenne filmy, a charakterystyczne drżenie obrazu i płynność ruchu pogłębiają wrażenie obcowania z interaktywną animacją. Jeśli ktoś nie zdążył jeszcze ograć genialnego Cupheada, ten będzie zachwycony warstwą wizualną. Ale nawet jeśli już pozbyliście się sporej ilości włosów podczas zaliczania epickiego dzieła Studia MDHR, tutaj również będziecie zaskoczeni tym, co dostarcza czarno-biała estetyka. Od razu jednak zaznaczam, elementy wspólne tych produkcji kończą się na inspiracji. Polscy programiści wykorzystują ten sam język wizualny, ale w swoim dziele opowiadają nie tylko zupełnie inną historię, ale też stawiają na całkowicie odmienne tempo rozgrywki.

Na początku nieco się obawiałem, że monochromatyczna oprawa ekspresowo się opatrzy. Jednak po kilkunastu minutach brak barw staje się naturalnym elementem świata przedstawionego, a gracz skupia się przede wszystkim na akcji i eksploracji. Niemniej, wspomniana grafika była największym magnesem przyciągającym mnie do powrotu na ulice Mausbergu po kilkudniowych przerwach od ogrywania MOUSE: P.I. For Hire.

Retro FPS, ale z charakterem

Rozgrywkę w recenzowanym tytule dość łatwo zaszufladkować. To pełną gębą retro FPS, czyli coś co na przestrzeni ostatnich lat dorobiło się nawet własnego podgatunku zwanego „boomer shooter”. Fundamenty zabawy nie są tu może przesadnie rozbudowane, ale to, co nam zaoferowano, nie pozwala się nudzić. Nie brakuje dynamicznych starć, ciągłego ruchu, eksploracji poziomów, znajdowania sekretów, a także kolekcjonowania zasobów.

Sól tego typu pozycji, czyli system walki, sprawdza się lepiej niż dobrze. Kolejne pukawki dają coraz większą satysfakcję podczas ich wykorzystywania, więc przeciwników eliminuje się bez znużenia, a tempo starć skutecznie zachęca do agresywnej gry nawet tych, którym bliżej temperamentem do żółwia aniżeli zająca. Produkcja nie należy przy tym do szczególnie wymagających – na standardowym poziomie trudności z kampanią poradzą sobie nawet osoby szczerze nienawidzące zaliczania strzelanek za pomocą gałek.

Najciekawiej robi się wtedy, gdy w nasze ręce trafia coraz bardziej eksperymentalne uzbrojenie. Obok klasycznych pistoletów i strzelb, do naszej dyspozycji oddawane są coraz bardziej kreatywne konstrukcje. Jedna z broni wykorzystuje terpentynę, inna zamraża przeciwników, a jeszcze kolejna pozwala nam wyjątkowo efektownie posyłać zbuntowane gryzonie do krainy wiecznych łowów. Wyraźnie widać, że projektanci dobrze bawili się podczas tworzenia tego niekonwencjonalnego arsenału.

Niestety, gra nie ustrzegła się jednego z najczęstszych grzechów pierwszoosobowych strzelanek. Niektóre bronie okazują się wyraźnie skuteczniejsze od innych, przez co część wyposażenia z czasem traci praktyczne zastosowanie. Kiepski balans giwer trudno uznać za oczywiście za czynnik dyskwalifikujący, ale niejako z dziennikarskiego obowiązku zwracam uwagę na obecność tego niedociągnięcia.

Więcej niż prucie ołowiem

Jednym z najprzyjemniejszych zaskoczeń okazała się ilość dodatkowych mechanik. MOUSE: P.I. For Hire nie ogranicza się jedynie do nieco ponad 12-godzinnego strzelania. Po wykonaniu misji wracamy do bazy, gdzie możemy ulepszać wyposażenie, analizować zebrane tropy czy też brać na spytki kolejne postacie. Nie tylko wzmacnia to śledczą część produkcji, ale też sprawia, że świat gry wydaje się bardziej żywy. Twórcy przygotowali również prostą grę karcianą opartą na zasadach baseballu. Nie jest to element, który zainteresuje każdego, ale szczególnie dla wielbicieli jankeskiej odmiany palanta może stanowić przyjemne urozmaicenie pomiędzy kolejnymi misjami.

Na osobny akapit zasługuje wątek eksploracyjny. Przeróżnych sekretów, ukrytych przejść czy wszelkiej maści znajdziek jest tutaj sporo – na tyle dużo, że ukontentowani powinni być zarówno gracze lubiący od czasu do czasu solidniej przespacerować się po planszy, jak również ich bardziej hardkorowi odpowiednicy liżący wirtualne ściany.

To co mnie również mocno urzekło to w pełni świadome, nieustannie puszczane oko do gracza. Nawiązania do klasycznych kreskówek, filmów i gier pojawiają się praktycznie na każdym kroku i nie ograniczają się jedynie do popkultury sprzed II wojny światowej. Część z nich jest bardzo oczywista, inne wymagają odrobiny spostrzegawczości. Pokolenie polskich millenialsów zyskuje więc dodatkową zabawę w odkrywaniu kolejnych inspiracji developerów, momentami bardziej wciągającą niż częstowanie przeciwników nabojami!

Techniczna rewelacja, choć nie bez wad

O grafice było już wprawdzie sporo, ale dla spięcia tego wątku raz jeszcze podkreślę, że wizualia w MOUSE: P.I. For Hire prezentują bardzo wysoki poziom. Połączenie trójwymiarowych lokacji z animowanymi przeciwnikami wypada naturalnie, a liczba unikalnych animacji świadczy o sporym przyłożeniu się programistów. Łyżką dziegciu w tej beczce miodu jest jedynie częstokroć spotykane rozmycie dalszych elementów otoczenia. Nie wpływa to wprawdzie znacząco na rozgrywkę, ale zdaję sobie też sprawę, że dla osób wybitnie czepialskich problem ten może urastać nawet do rangi rysy na szkle.

Proszę, nie pytajcie mnie tylko o wykorzystywany przeze mnie setting, gdyż jestem konsolowcem z krwi i kości. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że po zainstalowaniu gry na moim Asusie ROG Ally po prostu ruszyłem do akcji, a do graficznych opcji nawet nie zajrzałem… Jak już wielokrotnie pisałem, graficznie jest pięknie, a sama rozgrywka cały czas była płynna!

Na osobną pochwałę zasługuje warstwa dźwiękowa. Poszczególne utwory idealnie wpisują się w klimat amerykańskiej gangsterki lat 30. Równie korzystnie wypadają dialogi, szczególnie gdy mówimy o głównym bohaterze. Nie powinno to jednak nikogo dziwić, gdyż w rolę Jacka Peppera wcielił się Troy Baker, mający za sobą mnóstwo ról dubbingowych w produkcjach zarówno filmowych (m.in. Marvela czy najpopularniejszych anime z „Dragon Ball” czy „Naruto” na czele), jak i growych (wcielał się w bohaterów tak ikonicznych serii jak Silent Hill czy Metal Gear Solid oraz przede wszystkim Joela w The Last of Us).

Czy warto odwiedzić Mausberg?

Podsumowując, MOUSE: P.I. For Hire to produkcja wykorzystująca sprawdzone rozwiązania gatunkowe przy jednoczesnym prezentowaniu całości w niezwykle charakterystycznej formie. Nie jest to rewolucja w świecie FPS-ów, a grywalność momentami cierpi z powodu powtarzalności. Jednocześnie trudno jest mi wskazać inną grę, która z taką swobodą łączy klasyczne kino noir, estetykę dawnych kreskówek i dynamiczną akcję tak charakterystyczną dla boomer shooterów. Jeżeli więc szukacie czegoś nietuzinkowego, MOUSE: P.I. For Hire zdecydowanie powinien trafić na Waszą listę obserwowanych tytułów. To jeden z tych projektów, które już na pierwszy rzut oka wyróżniają się na tle konkurencji, a po kilku godzinach dodatkowo potrafią udowodnić, że za efektowną oprawą stoi również solidna rozgrywka. Udowadnia również, że polskie studia nadal potrafią zaskakiwać kreatywnością!


Polecamy!


Serdecznie dziękujemy PlaySide
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Fumi Games
Wydawca: PlaySide
Data wydania: 16 kwietnia 2026 r.
Dystrybucja: cyfrowa, pudełkowa
Waga: 10,6 GB
Cena: 109 PLN
Platformy: PC, Nintendo Switch 2, Xbox Series X/S, PlayStation 5

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *