Assassin’s Creed Shadows – Szpony Awaji

Nie dało się tak od razu?

Na początku roku wynudził mnie Assassin’s Creed Shadows. Ładny, duży świat wypełniony był pustymi przestrzeniami, ciężkimi do eksploracji lasami, powtarzalnymi aktywnościami. Fabularnie był rozwleczony jak korki w Krakowie i, zresztą, dawał podobną ilość zabawy. Dodanie drugiej postaci miało być powiewem świeżości, ale poza względami scenariuszowymi nie wnosiło to absolutnie nic do rozgrywki (poza loadingami). No i końcówka historii ucięta tak strasznie pod dodatek, że aż boli po oczach. Plusy podstawki? Jeśli kupiliście grę w preorderze, to Szpony Awaji macie gratis.

Kilka godzin nowości

Podstawka zakończyła wątek Yasuke, lecz zostawiała nadal niedokończony wątek Naoe, za co twórcom należałby się karny jeżyk. Przyznać natomiast muszę, że teraz gra wreszcie potrafiła mnie czymś zaskoczyć. Całość bowiem zaczyna się od teatru kukiełkowego, który zostaje przedstawiony graczowi jako sekwencja 2D. Już taka pierdoła potrafiła wywołać uśmiech na mojej twarzy, bo to wreszcie zerwanie schematu. Następnie bohaterowie udają się na wyspę Awaji, by odzyskać cesarskie regalia i odnaleźć dawno zaginioną matkę Naoe.

Pierwsze minuty dodatku i zaskoczenie – da się zrobić coś inaczej? Da się.

W teorii szkielet mamy ten sam – musimy pozbierać informacje o celu, wykonać kilka zadań, by potencjalnie nasz cel osłabić i ostatecznie zmierzyć się z nim w pojedynku. Takich bossów mamy trzech i każdy zapewnia inne podejście do rozgrywki. Yasuhira, mistrz szpiegowski, wymaga od nas zbierania informacji, przebierania się, umiejętności retorycznych i wtapiania w tłum. Nowaki z kolei, jako snajper, próbuje nas zaskoczyć kilka razy w trakcie gry, a końcowa walka z nią jest chyba najlepszą w całej serii. Wymaga cierpliwości, percepcji i składa się wyłącznie z elementów skradanych. Cudo. Najgorzej z całej trójki wypada Imagawa Tomeji – reprezentuje on właściwie wszystko, co wynudziło mnie w podstawce. Gonienie za jego podwładnymi, by go osłabić było zwyczajnie męczące (i zbugowane, bo potrafili na moich oczach teleportować się na drugi koniec wyspy).

Nie, Nowaki nie ma polskich korzeni. Chyba.

Poprawiono też, ale tylko trochę, motyw współpracy dwójki bohaterów. Teraz nie tylko zobaczymy obie postacie wyłącznie w scenkach przerywnikowych, ale czasem będziemy musieli osłaniać jedną drugą. Są to pojedyncze przypadki, nie ma tego dużo, ale pokazuje, jaki potencjał można było osiągnąć niewielkim nakładem pracy kreatywnej. Niestety, nadal przełączanie się między postaciami oznacza ładowanie, Naoe i Yasuke nie wspierają się w walce poza wybranymi misjami, więc to tylko promyczek nadziei w stodole zabitej dechami. A nowa broń dla Naoe? Kosmetyka – niby próbuje dodać głębi systemowi walki różnymi postawami i rytmiką uderzeń, ale prawda jest taka, że można to całkowicie zignorować (poza najwyższymi poziomami trudności).

Screeny tego nie oddają, ale na mniejszych ekranach Steam Decka/Legiona gra nadal robi bardzo dobre wrażenie.

W Szpony Awaji grałem trochę na Legionie Go, trochę na Steam Decku. Niewiele tutaj zmieniło się w kwestii wydajności – mam wrażenie, że wersja na Legiona działa ciut gorzej niż wcześniej, przez co chętniej sięgałem po Steam Decka, który wygrywa oledowym ekranem i czasem na baterii.

To powinno być w podstawce

Mniejsza skala to mniej powtarzalności, a Szpony Awaji oferują też unikatowe doświadczenia w kontekście całej gry.

W recenzji Assassin’s Creed Shadows napisałem, że gra powinna być cztery razy krótsza. Dodatek tylko utwierdził mnie w tym przekonaniu – zdecydowanie mniejszy obszar gry (wyspa Awaji jest osobnym bytem, niedostępnym w „głównym” otwartym świecie) działa pozytywnie, a nawet powtarzalne aktywności są tutaj na tyle rzadkie, że nie męczą, a realnie urozmaicają rozgrywkę. Zmniejszyć obszar podstawki, wyciąć z niej dłużący się środek, dodać Szpony Awaji oraz jej nowe rozwiązania rozgrywki – i mamy dobrą grę. A tak, by dotrzeć do miejsca, gdzie gracz faktycznie będzie zainteresowany, trzeba przemęczyć podstawkę i jej absolutnie sztucznie rozdmuchany rozmiar. Dla samego dodatku męczyć się przez 40 godzin nie warto, jeśli natomiast macie to już za sobą, Szpony Awaji są niemalże obowiązkowe – 10 godzin tego, czym powinna być seria o asasynach.

Rozwój postaci pozostał właściwie niezmieniony – ot, Naoe ma jedną broń więcej.

PS. Bawi mnie, że pierwszym filmikiem na wyświetlającym się na karcie Steam dodatku jest to, co trzeba zrobić, żeby w dodatek zagrać. Absurdalnie niepotrzebne utrudnienia nam Ubisoft zafundował.


Polecamy!


Serdecznie dziękujemy firmie Ubisoft
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Ubisoft Bordeaux
Wydawca: Ubisoft
Data wydania: 16 września 2025 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 150 GB
Cena: 99,90 PLN
Platformy: PC, PlayStation 5, Xbox Series X/S



Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *