Forza Horizon 6

Szybciej, więcej, ale czy lepiej?

Seria Forza Horizon ma specjalne miejsce w sercach części naszej Redakcji. Z miłości do serii Krowen ograł na Xboxie wszystkie części, a Fryta z piątką spędził więcej czasu, niż chciałby się przyznać (z czwórką niewiele mniej… – dop. Fryta). Połączenie otwartego świata, masy aut i satysfakcjonującego modelu jazdy sprawia, że produkcje od Playground Games są niemal bezkonkurencyjne. Tym razem twórcy w najnowszej części postawili przenieść nas do wybłaganej przez fanów Japonii – czy jednak poza zmianą kontynentu szóstka wprowadza ciekawe nowości? Zapraszamy do przeczytania naszej dyskusji.

Góry, doliny, miasto i wsie

Tokio zachwyca z bliska, zachwyca z daleka, przydałoby się tylko trochę więcej aktywności w samym mieście.

Krowen: Z czystym sumieniem mogę powiedzieć jedno – Japonia w Forzie Horizon 6 to najlepsza „mapa” w całej serii pod niemal każdym względem. Po absolutnie nudnym i płaskim Meksyku dostajemy szalenie zróżnicowany teren do zabawy. Góry na północy stanowią wyzwanie dla nieprzygotowanych na śnieg kierowców, pozwalając śmiałkom na niesamowite skoki i slalomy po górskich szlakach. Obszary leśne i wiejskie zachwycają bujną roślinnością i ogromną ilością ścinanych na trasie drzew. Przemkniemy też przez mokre pola uprawne, niszcząc przy okazji rodzinne zapasy ryżu. Mapa jest na tyle duża, że autostrada, która tradycyjnie przecinała obszar gry wzdłuż lub wszerz, teraz „tylko” otacza spory jej fragment. Świat gry idealnie współgra z atrakcjami wyścigowymi, które zaserwowali nam twórcy – są drogi szersze i węższe, są trasy idealne pod rajdy, a górskie przełęcze sprzyjają zarówno efektownym skokom, jak i długim driftom.

Nie sposób nie zachwycać się nad Tokio, które po raz pierwszy od trzeciej części gry próbuje stworzyć iluzję metropolii. I robi to zaskakująco dobrze – ilość dróg, skrótów, zjazdów, wąskich uliczek i budynków robi solidne wrażenie. Są billboardy, są parki w mieście, jest stadion, a Tokio z FH6 mogłoby zmieścić osobną grę wyścigową w czasach wczesnego PS3. Szkoda tylko, że tak piękne miasto nie zostało w lepszy sposób wykorzystane – w samej metropolii dostępne są dosłownie dwa wyścigi drogowe i jeden przełajowy.

A jakie Ty odniosłeś wrażenia z przemierzania dróg i bezdroży?

Forza Horizon 6 oferuje każdy rodzaj nawierzchni w czterech zróżnicowanych porach roku. Trzeba zwracać uwagę, gdzie leży śnieg, a gdzie jest sucho, bo może być krucho.

Fryta: Zanim opowiem o samej Japonii, króciutko o moich oczekiwaniach wobec szóstej części. Przyznaję się bez bicia, że nie zawiesiłem poprzeczki zbyt wysoko. Albo byłem tak głodny jazdy po nowych terenach, albo też zdawałem sobie sprawę, że zbyt wiele w kwestii nowinek wycisnąć się już nie da, chociażby z powodu ograniczeń sprzętowych. Najpewniej miałem w głowie jedno i drugie, a dodatkowo wjechał argument wielkiej Japonii. Każdy z graczy mniej lub bardziej jest zakochany w Kraju Kwitnącej Wiśni, a ja zaliczyłem dodatkowo poważną fascynację tym rejonem świata przed kilkunastu laty – namiętnie poznawałem jego historię, odkrywałem geografię oraz przez dwa lata uczyłem się języka japońskiego. Jakąkolwiek więc Forza Horizon 6 okazałaby się pozycją, było raczej pewne, że psów na niej wieszać nie będę.

A teraz ad meritum, czyli do tras. Zgadzam się z Tobą, że to najlepsze odcinki dróg w serii, choć musiałem dobrych kilkaset kilometrów nawinąć, żeby to ostatecznie uznać. Czwórka czarowała od pierwszych minut europejskim klimatem, a Meksyk z piątki urzekał mało znanym, egzotycznym wręcz obliczem. W Japonii na plan pierwszy wysuwają się różnice poziomów, szczególnie dające się we znaki w rywalizacji słabszymi pojazdami. Bardzo przypadło mi do gustu również zróżnicowanie poszczególnych regionów. Wybierając się nawet na kilkuminutową przejażdżkę, możemy zza kierownicy zapoznać się w ciągu jednej podróży z widokami z nowoczesnej metropolii, tradycyjnej wsi oraz turystycznych terenów górskich. To zróżnicowanie pozwoliło zaprojektować świetne tory i szlaki do każdej z dyscyplin. Słabych odcinków jest niewiele (najgorszy w mojej opinii jest tor przełajowy po polu golfowym, choć słabiutka przyczepność na tamtejszej trawie to z kolei świetny smaczek), choć jako miłośnik rajdów samochodowych nie miałbym nic przeciwko, aby rajdy szutrowe były ciut bardziej kręte.

Muszę też więcej czasu poświecić samemu Tokio. Również uważam, że jest to zdecydowanie najlepsza metropolia w serii, ale tylko dlatego, że miasta z poprzednich części jakoś szczególnie nie zachwycały. Czwórkowy Edynburg bardziej przypominał większą wioskę z tramwajami aniżeli stolicę dumnego narodu szkockiego, ale przy piątkowym Guanjuato to i tak było coś. Klimat w japońskiej stolicy robią przede wszystkim ekstremalnie wąskie uliczki, których, nie wiedzieć dlaczego, nie wykorzystano dla żartu choćby w jednym wyścigu. Wielka szkoda, że na ulicach brakuje trochę życia – skoro skwer wokół stacji Shibuya jest ogrodzony niemożliwymi do przebicia barierkami to aż prosi się o większy ruch pieszych w tym rejonie. Brak też monumentalnych drapaczy chmur, z których słynie Tokio… Ktoś powie, że wszystko to jest winą wieku emerytalnego konsol Xbox. Ja wówczas odpowiem: odpalcie The Crew 2 (jest w Game Passie, polecam!) i zobaczcie jak, mimo lat, może wyglądać wirtualne miasto. Ogólnie jest dobrze, ale wydaje mi się, że można to było zrobić lepiej. A tak mikra liczba zawodów w mieście stołecznym zakrawa na nieśmieszny żart…

Podsterowność, pęd i progresja

Poobijana karoseria jasno wskazuje, że nie próbowałem w tym wyścigu zbytnio hamować.

Fryta: Trasy to jedno, a to, jak się po nich śmiga, to drugie. A może nawet pierwsze! Jak oceniasz model jazdy w najnowszej Forza Horizon? Bo ja w tej materii nie spodziewałem się absolutnie żadnych zmian, ale ostatecznie zostałem mile zaskoczony. Odnoszę wrażenie, że auta w szóstce są nieco bardziej charakterne, a różnice w podwoziu, napędzie oraz umieszczeniu silnika są wreszcie porządnie odczuwalne. Wprawne dłonie mają lepszą kontrolę nad poczynaniami auta niż w częściach poprzednich, co zresztą zmusiło mnie do zmiany moich przyzwyczajeń na padzie. Dotychczas korzystałem z możliwości pełnego mapowania sterowania przez przyzwyczajenia sięgające jeszcze pierwszego PlayStation, więc miałem gaz z hamulcem pod przyciskami A oraz X. W FH6 konieczne było przejście na spusty, dzięki czemu jeździ się nie tylko płynniej, ale też czerpie z tego dużo większą satysfakcję. Pozostałe aspekty prowadzenia ogarnięto moim zdaniem w myśl zasady „lepsze jest wrogiem dobrego”.

Podoba mi się lekki lifting trybów gry, szczególnie dwutorowość kariery, która ułatwia poruszanie się po aktywnościach. Podzielono ją na dwa rodzaje opasek, które przypisano dwóm akcjom: ściganiu oraz odkrywaniu. Krótko mówiąc, do wirtualnej Japonii zaglądać możemy w dowolnym nastroju: jeśli szukamy dynamicznej rozgrywki, to wpadamy walczyć z czasem i rywalami, a jeśli chcemy się wyluzować, to udajemy się na wycieczkę bądź poszukiwania, np. zaginionych aut.

Krowen: Jak wspomniałeś – przyciski frontowe nie wyczuwają siły nacisku chyba od czasów PS3, osobiście korzystam ze spustów w każdej grze wyścigowej i nie odczułem w tej części jakichś kosmicznych zmian w modelu prowadzenia aut. To po prostu świetny „simcade”, który pozwala cieszyć się jazdą, a wprawni gracze potrafią czynić w nim cuda za kierownicą. System progresu wraca do korzeni serii, oferując swego rodzaju „przepustki”, które odblokowują wyścigi coraz szybszymi autami. Obietnice o braku super fur na starcie można włożyć między bajki, ponieważ już pakiety preorderowe, pakiety specjalne, VIP-y, nagrody za granie w poprzednią część to weryfikują. Ale i bez tego wszystkiego mocne auto da się kupić po godzinie gry i śmigać nim czy to w zawodach togue, czy po mapie świata. Bardzo cieszę się, że zaczynamy „od zera”, a początkowe zawody ograniczają moc auta, bo to buduje poczucie progresji, ale wkurzało mnie strasznie, jak po każdym wyścigu najniższej klasy musiałem w menu przełączać się na dopakowane Lambo, by dojechać do następnego wyścigu. Niby pierdoła, ale w pierwszej części dało się to zrobić.

Coś bardzo dziwnego stało się z botami. Nie licząc najniższych poziomów trudności (gdzie nawet jeździć już nie trzeba, bo autopilot wygrywa te wyścigi na spokojnie), przeciwnicy kierowani przez SI stali się bardzo agresywni i niedbali. Mam wrażenie, że w innych grach sygnowanych logiem Forzy boty raczej unikają kontaktu, podczas gdy w szóstym Horizonie jest wręcz przeciwnie – chamsko wbijają w bok, przy kontakcie spychają na bandę, a i często gęsto zdarzy im się nie trafić w punkt kontrolny czy spaść ze skarpy. Internet obiegły klipy z niejakim „bowie knife99” siejącym spustoszenie i chociaż takie cuda nie zdarzają się w każdym wyścigu, to przez zachowania botów ciężko utrzymać optymalny tor jazdy.

Są momenty bardzo ładne, ale wyścigi czy pomysły zapadające w pamięci można policzyć na palcach jednej ręki.

Trochę zawiodłem się wydarzeniami specjalnymi, bo to wszystko już było. Jest dosłownie jeden ekscytujący i ciekawy wyścig z wielkim „Gundamem”, a reszta to powtórki. Tak jak slalom-gigant jeszcze można uznać za fajną ciekawostkę, tak wyścigi z samolotami już były, a kręcenie czasówki na ciasnej trasie wiodącej przez magazyny mnie nie bawi. Wszystko to podobne historie znane z Horizon, choć doceniam wycieczki krajoznawcze z poznawaniem okolic i słuchaniem ciekawostek o nich. Reszta to sztampa – drift club, tuningi czy fotografia aut trochę mnie wynudziła. Z czwórki pamiętam szalone taksówki, TopGear czy zadania kaskaderskie. Z szóstki w głowie zostaną mi tylko zaimki Keiko.

Fryta: Masz rację, każdy z tych elementów ma swoje mocne i słabe strony, mniej lub bardziej wpływające na odbiór gry. W wycieczkach brakowało mi chociażby lektora władającego naszą mową ojczystą (Hej Playground i Turn 10, jesteśmy prawie 40-milionowym krajem!) – po prostu czytanie tłumaczenia przewodnika i jednoczesne prowadzenie auta wybijało mnie z rytmu. Ale w historiach podobały mi się za to smaczki ze świata motoryzacji, na czele z postacią legendarnego fotografa Larry’ego Chena. Krótko mówiąc, nic rewolucyjnego, ale przecież nie obrazimy się, że znalazło się to w ostatecznym produkcie. Tak samo zresztą jak misje z dowozem jedzenia, o których więcej pewnie za moment.

Zawartość Japonii w Japonii

Krowen: Porozmawiajmy o tym, jak Forza Horizon 6 traktuje temat japońskiej kultury. O mapie już napomknęliśmy, myślę więc, że w tym miejscu warto wspomnieć też o ścieżce dźwiękowej. Japońskie klimaty przygrywać nam będą w niemal każdej stacji radiowej, a dla spragnionych immersji twórcy przygotowali dedykowane Gacha City Radio prowadzone w pełni po japońsku. Osobiście jednak uważam, że gra absolutnie nie wykorzystuje potencjału japońskiej motoryzacji i kultury. Poza sferą wideo (mapa) i audio dostajemy jeden, wspomniany wyścig z mechem. Oczekiwałbym raczej skupienia się na takich markach, jak Toyota, Nissan czy Honda, tymczasem tutaj w wydarzeniach fabularnych ścigamy się Porsche czy Peugeotem. Drift Club ma obowiązkowe nawiązanie do „Initial D”, ale poza tym driftujemy Mustangiem czy Mercedesem. Mimo zaawansowanej infrastruktury drogowej Tokio jest zagospodarowane tylko poprzez misje poboczne polegające na dostawie jedzenia. Zabawa ciekawa, ale na kilkanaście – wbicie najwyższej rangi dostawcy jest nużące i wymaga zbędnego farmienia. A wystarczyło tak niewiele, chociażby przegląd historii kultowych marek czy dodatkowe wyścigi z Shinkansenem i byłbym szczęśliwy.

Ja to jestem właściwie motoryzacyjnym laikiem – wiem, że auto ma cztery koła i kierownicę. Jak Ty, jako jednak znacznie większy pasjonat automobili, zapatrujesz się na ten aspekt gry?

Fryta w tekście narzeka na modyfikacje wizualne aut. On jeszcze nie wie, że chińskie dziewczynki na drzwiach dodają 10 koni mechanicznych.

Fryta: W tej kwestii na jedno miłe zaskoczenie przypada co najmniej pięć zawodów. Cieszę się, że w grze jest sporo nieoczywistej japońskiej motoryzacji. Bez problemu zauważysz, że w ręce graczy oddano np. tak nietypowe auta jak Nissan Pao, Honda Beat czy Nissan Figaro. Są to pojazdy nie tylko kompletnie u nas nieznane, ale przede wszystkim z ciekawymi historiami w tle. Pao i Figaro to auta, które z powodu retro stylizacji w salonach sprzedaży kupowano już jako youngitmery, a Beat był z racji konstrukcji nazywany „baby NSX-em”. Problem w tym, że przeciętny zjadacz chleba nie ma szans dowiedzieć się tego z gry.

Mało zrobiono, żeby oddać inne moto klimaty Kraju Kwitnącej Wiśni. Mamy wprawdzie wielki powrót zlotów samochodowych, ale niczego poza możliwością cyknięcia okazjonalnej fotki nie można tam dokonać. Każdy, kto oglądał w mediach społecznościowych relacje z parkingu Daikoku Futo PA (albo chociaż trzecią część „Szybkich i wściekłych”) doskonale wie, jak zakręceni na punkcie aut potrafią być Japończycy… Idąc dalej, nie sposób nie wytknąć braku nawiązań do wielkich postaci japońskiego świata motoryzacji. Nie pada ani słowo o legendarnym tunerze Akirze Nakai, twórcy silnika Wankla Kenichim Yamamoto czy absolutnym królu driftu Keiichim Tsuchiyim. Podobnie „dużo” dowiecie się o innych aspektach japońskiej motoryzacji: historii koncernów, sukcesach w motosporcie czy nowinkach technicznych. Tego typu wątek można było pominąć w Meksyku, którego historia motoryzacji to tylko i wyłącznie klasyczny Garbus, ale nie w Japonii, która dla wielu osób  jest motoryzacyjną Mekką!

W tym względzie będę dla twórców gry bezlitosny do końca, a ich lenistwo mogę porównać tylko do piłkarza, który, mając piłkę wystawioną do pustej bramki, nie tylko nie zamienia jej na gola, ale wręcz się od akcji ostentacyjnie odwraca i udaje w przeciwną stronę. Nawet wybór auta na okładkę to dla mnie porażka. Można było wybrać dowolną ikonę pokroju Hondy NSX czy Toyoty Supry. Można było wybrać ich współczesne iteracje, które szczególnie po kuracjach tuningowych prezentują się zjawiskowo. Można było w ostateczności skorzystać z inżynieryjnych przykładów geniuszu ostatnich lat, takich jak Nissan GT-R czy Lexus LFA. Ale nic z tych rzeczy, na okładce wylądował beznadziejnie zaprojektowany prototyp o równie beznadziejnej nazwie GR GT Prototype. Nie jestem w stanie tego zrozumieć… Przecież plakatu z tym nieprodukowanym nawet autem żaden dzieciak dobrowolnie sobie nad łóżkiem nie powiesi!

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *