Sektori
Duchowy następca Geometry Wars, który doprowadził mnie do obłędu.

Kojarzycie „efekt Tetrisa”? To zjawisko opisujące, jak pochłonięcie wspomnianą grą potrafi zmienić nie tylko myśli (bo który maniak nie spędzał wolnego czasu w swojej głowie na rozkminianiu strategii czy fabuły?), ale i postrzeganie świata zewnętrznego czy przedsenne wizualizacje zwane hipnagogami. Zawsze wydawało mi się to pewną przesadą czy przerysowaniem, do czasu aż nie zaczęłam widzieć wzorów, w które układają się wrogowie w Sektori pod swoimi powiekami, a rzeczywistość stała się geometryczna zupełnie na trzeźwo.
Sektori to nieskomplikowany w założeniach twin-stick shooter, który dzięki wprowadzeniu do formuły kilku prostych zmiennych tworzy uzależniającą całość. Gracz steruje stateczkiem, którego zadaniem jest przetrwać kolejne fale przeciwników, by dostąpić odkupienia (nie wiadomo o co chodzi, ale jest wrzucone trochę ezoterycznych wątków). W tle dudni muzyka techno, a arena ulega nieustannym przekształceniom. Raz się rozszerza, raz zwęższa, za innym razem rozdziela. Z każdym przekształceniem mogą pojawić się dodatkowe niespodzianki, takie jak pady umożliwiające skakanie z części na część. Uwaga, jeśli gra nas „złapie” w miejscu, gdzie arena się zapada, czeka nas natychmiastowa śmierć. To wymusza pewną ostrożność w zjadaniu gwiezdnego pyłu, który pozwala rozwijać statek; jednocześnie nadmierna zachowawczość może utrudnić postępy. Bardzo ciekawym pomysłem jest wymuszenie nielinearnego rozwoju przez wykorzystanie toru umietętności, na którym można się poruszać „zjadając” dopałki. Jeden ulepszacz pozwala jedynie zwiększyć prędkość; jeśli będziemy cierpliwi, przy piątym możemy ulepszyć swoje rakiety. Jeśli zbieramy na rakiety, ale z jakichś powodów poddamy się wcześniej i zdecydujemy się np. znajdujący się na trzecim miejscu strike, wracamy do początku wyjścia i trzeba zbierać od nowa.

Sekretem Sektori jest użycie strike’u nie jako ostatecznego ratunku od śmierci, ale jako kluczowej strategii przetrwania. Wprowadza bowiem tokeny (takie odpowiadające za ulepszenia, dodatkowe modyfikatory do statku oraz dające dodatkowe punkty), wlecenie w które powoduje, że nie włącza się cooldown. Strike odnawia się też przez ulepszenia statku. Dzięki sprawnemu łączeniu strike’ów w łańcuchy i zbieraniu gwiezdnego pyłu do tworzenia nowych tokenów możemy utrzymać wysoki mnożnik i (stosunkowo) pustą przestrzeń wokół nas. W związku z tym walka o tokeny nie jest jedynie walką o punkty, ale też starciem zwiększającym szanse przeżycia, wymagającym niesamowitej precyzji i wyczucia czasu.

Można spersonalizować swój statek tak, że będzie catboyem. 10/10
Sektori to nie jest łatwa gra – przejście jej na najłatwiejszym poziomie, Experience, zajęło mi (i nie jestem w tym odosobniona) 8 godzin. To niebagatelna liczba, zważywszy na to, że przeciętny czas jednego „runu” to od 2 do 5 minut. Kolejne 15 godzin później nadal nie uporałam się z poziomem Challenge, a o Revolution chyba nawet nie ma co marzyć. Poziom trudności Sektori jest jednocześnie zupełnie uczciwy: zwiększona trudność wiąże się z bardziej skomplikowanymi wzorami przeciwników lub zintensyfikowanymi utrudnieniami (np. przeciwnik, który na poziomie Challenge podczas śmierci wypuszcza jeden ognisty pocisk, na poziomie Revolution wypuszcza ich trzy). Do tego Sektori ma w sobie bardzo dużo ukrytej głębi, miniaturowych mechanik, które zauważa się dopiero po wielu godzinach spędzonych w niej (np. fakt, że wrogowie też mają strike!), subtelne ostrzeżenia przed kolejnymi falami, dopracowanie w każdym detalu.

Wisienką na torcie Sektori są walki z bossami, których jest co prawda jedynie pięć (sześć włącznie z finałowym, którego ujrzymy dopiero po wielu, wielu godzinach)… ale doprowadzenie do perfekcji sztuki ich poskromienia stanowi spore wyzwanie, zwłaszcza że każdy z nich ma też pięć kolejnych „generacji”, co progresywnie zwiększa trudność. Bossowie to spora odmiana od samych poziomach: shooter, w którym trzeba przede wszystkim uważać na chmary przeciwników zmienia się w bullet hell z wrogami zajmującymi ¾ ekranu i wysyłającymi potężne pociski. Podczas tych potyczek walka o mnożnik opiera się nie na zachowaniu łańcucha strike’ów, a na trafianiu w słabe punkty w odpowiedniej kolejności odpowiednio szybko, co z jednej strony stanowi dodatkowe wyzwanie gdy walczy się o swoje życie, ale z drugiej strukturyzuje walkę i poniekąd „pomaga” (nie tylko w wykręcaniu wyników).

Gra ma też naprawdę duże replayability, dając wkręconym możliwość zapomnienia o wszelkich innych grach na najbliższy rok. Zacznijmy od tego, że już sam tryb Kampanii oferuje przeróżne sposoby na eksperymentowanie ze swoim stylem gry: począwszy od samej kolejności ulepszeń, przez dobór odpowiednich „talii ulepszeń” (te zdobywamy za specjalne tokeny np. z minibossów) po trzy rodzaje statków z odmiennymi mechanikami i inną kolejnością dopałków. Łał! Poza kampanią w Sektori znajduje się… sześć dodatkowych trybów. Jest obowiązkowy tryb Classic, zamieniający grę w klasycznego, arcade’owego shootera ze stateczną areną (do niego również możemy odblokować liczne modyfikatory) oraz Boss Rush, pozwalający poćwiczyć sobie, by w krytycznym momencie nie stracić tarcz. Jeszcze ciekawsze są tryby, które skupiają się na jednej, wyizolowanej mechanice: np. Crash, w którym statek jako jedyną broń ma potrójnego strike’a; Surge, w którym zbierając tokeny przełączamy się między formą silną a słabą; Gates, gdzie w ogóle nie mamy broni, a przeciwników czyścimy przechodząc przez tytułowe bramy; oraz Assault, w którym samodzielnie kontrolujemy, na jak wielkie fale przeciwników jesteśmy gotowi. Sektori na tyle namieszało w mojej głowie, że aż podjęłam się bicia rekordów i zajęłam szczytne, d w u d z i e s t e s i ó d m e miejsce w trybie Surge (może prawdziwi hardkorowcy najpierw maksują Classic i za jakiś czas drastycznie spadnę). Do tego gra na Switchu 2 śmiga, wygląda pięknie, bardzo kolorowo i bardzo dynamicznie. Zero spadku FPSów, płynna animacja, dudniąca muzyka. Czego chcieć więcej?
Odpowiedź brzmi: jedynie więcej czasu, cierpliwości i spostrzegawczości, by móc swobodnie popadać w geometryczne szaleństwo. Idealny przedstawiciel gatunku.

Serdecznie dziękujemy Kimmo Factor
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry
Producent: Kimmo Lahtinen
Wydawca: Kimmo Factor
Data wydania: 14 maja 2026 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 2,8 GB
Cena: 59,90 PLN









Najnowsze komentarze