SpiderHeck

Czyszczenie Switcha – część dwudziesta czwarta. 

Kumpel czasem zaskakuje mnie swoimi wyborami. Raz kupił Minecraft Dungeons, odpaliliśmy to chyba nawet w cztery osoby, i było mocno lipnie. Natomiast innym razem, gdy do niego wpadłem, włączył SpiderHeck. Graliśmy tylko we dwóch wtedy, ale ubaw był przedni, więc pożyczyłem od niego wirtualną kartę z tym indykiem, żeby dodatkowo przyjrzeć się walkom pająków.

Pierwsze spotkanie z tym tytułem zaliczyłem na Switchu 2. Gra działała bardzo płynnie, a w tym przypadku jest to bardzo istotne, bo rozgrywka jest szybka i intensywna. Do tego, jak na małego indyka, wybijały się wizualia – plansze co prawda nie były skomplikowane, ale zwracały uwagę kolorystyką i efektami specjalnymi. Zaskoczony zapytałem, czy to wyszło na NS2, bo w tym momencie wciąż właściwie jeszcze takie produkcje nie pojawiały się na nim. Okazało się, że nie, SpiderHeck wyszedł jakiś czas temu na Switchu. Przeczucia miałem więc dobre, żeby bezpośrednio na nim sprawdzić, jak działa gra. Okazało się, że przy zabawie solo na handheldzie czasem trafi się przycięcie – ot pojedyncze, ani razu nie wpływające na rozgrywkę, ale jednak. W doku nie odpalałem, ale obstawię, że tam już będzie w porządku.

Obok przyjemnej oprawy wizualnej od razu zwróciłem uwagę na muzykę. Nie jestem fanem muzyki elektronicznej, ale zdarzają się przypadki, że gdy pojawia się w grze, filmie czy anime, siada tak dobrze, że potem nawet szukam jej do posłuchania. I taki właśnie przypadek trafił się w SpiderHeck. Świetnie rytmicznie utwory idealnie pasują do bujania się na pajęczynie zarówno podczas prób przejścia poziomów z parkourem, jak i w walce. Jeśli mieliście okazję grać w Geometry Wars 3, to poziom omawianego OST-a jest tak samo wysoki, jak tam.

W przypadku multi potyczki pająków można rozegrać w nawet cztery osoby, zarówno kanapowo, jak i online. Dostępne są wtedy dwa tryby i w nie grałem jako pierwsze. W „Versus”, jak nazwa wskazuje, walczymy przeciwko sobie. I tu już muszę powiedzieć, że nawet tłuczenie się w tylko dwie osoby jest satysfakcjonujące. Na planszach można znaleźć kilka rodzajów broni, od białej po palną, i trzeba pozbyć się oponenta. Wygrywa ten, kto zaliczy określoną liczbę zwycięstw w bitwach. Rozgrywka się sprawdza, ponieważ pojedynki są bardzo szybkie – nie ma paska zdrowia, jeden dobry atak i wróg pada. Do tego dochodzi zmiana plansz, żeby nie przyzwyczajać się do jednego układu. W cztery osoby pewnie jest jeszcze zabawniej i gdy trafi się okazja, na pewno się w tylu pobawimy. Drugą opcją dla multi jest współpraca przy niszczeniu fal wrogów. Nie pamiętam, jak daleko doszliśmy, ale chyba wystarczyło, żeby jeden przeżył, aby zaliczyć falę. Tu poza tasowaniem typów przeciwników i plansz dochodzą jeszcze modyfikatory do wyboru przed kolejną grupą do rozwalenia, dla przykładu większy odrzut wroga.

W przypadku gry solowej SpiderHeck oferuje również dwie opcje. Pierwszą jest „Parkour”, który posiada sześć poziomów trudności wyzwania po trzy plansze. Udało mi się zaliczyć poziom pierwszy i to już nie było proste… Drugi poziom to już jest pajęcza rzeźnia… W jego dwóch pierwszych planszach miałem po ponad sto prób i tak, robiłem postępy, ale bardzo powolne… Wszystko dlatego, że bujanie się pająkiem jest z jednej strony bardzo satysfakcjonujące, ale z drugiej też trzeba to robić bardzo precyzyjnie, co zdecydowanie nie jest łatwe, gdy ma się małe zapasy miejsca, a do tego trzeba tak przycelować pajęczyną, żeby nabrać odpowiedniego pędu i złapać właściwą trajektorię lotu. Jedna z tych plansz nazywa się „Nienawidzę drzew” i, kurde, rzeczywiście można je znienawidzić… Dodatkowo wskazane jest używanie lepszego analoga niż te Joy-Conach. Wciąż, gdybym grę posiadał na stałe, wracałbym do niej i robił kolejne próby, bo a nuż się uda zaliczyć poziom po pięćsetnej próbie? Bo szczerze wątpię, żeby dało się tak wyczuć sterowanie w tej grze, żeby za każdym razie bujać się bez żadnej wpadki. W sumie produkcja straciła by wtedy swój chaotyczny urok.

Drugi tryb dla solistów to walka z falami o nazwie „Tiers of Heck”. Poziomy wyzwania są tu cztery, w każdym też po trzy plansze. Można w nich np. opanować konkretne bronie czy poziom celności. Dodatkowo raz na dobę pojawia się inne, limitowane wyzwanie, więc jest trochę różnorodności. Można także stworzyć sobie własne, gdzie ustawia się np. liczbę typów broni czy nawet wybiera lepszą pajęczynę lub wyższe skoki. Tak więc jeśli ktoś się wciągnie, będzie miał powody, żeby wracać.

Samą rozgrywkę mogę podsumować dwoma słowami – jest dzika. Akcja ma duże tempo, bujanie się na pajęczynach szerokie rozmachy, a jeśli jest się np. w zasięgu wybuchu, to albo się pada, albo leci się hen daleko. I to jest akurat bardzo fajny aspekt tej gry, szczególnie do wesołej zabawy w multi. Problematyczne jest jednak trochę używanie broni, konkretnie przyciski dobrane do przyciągania jej i używania, więc chwilę może zająć, zanim się do tego przyzwyczai. Dodatkowo jeszcze trzeba celować prawą gałką, więc większa koordynacja ruchowa jest dość niezbędna do zabawy w SpiederHeck. Z drugiej strony już wspomniany ogólny chaotyczny aspekt rozgrywki, łącznie z przeróżnymi utrudnieniami na planszach sprawi, że nikt tu nie będzie miał przewagi – nawet growy wyjadacz będzie mógł łatwo paść przez chwilę nieuwagi lub po prostu pojawienie się w złym miejscu, w złym czasie.

Jeśli szukacie gry do wspólnej zabawy, czy to do walki przeciw sobie czy do współpracy, SpiderHeck jak najbardziej polecam. Natomiast granie samemu to już wyższy poziom wyzwania i potrafi wciągnąć w syndrom jeszcze jednej, a nawet pięćdziesięciu prób. Cena premierowa to 54 PLN i myślę, że nawet tej kwoty nie będziecie żałować. Ale, produkcja dość często trafia na promocje i można ją już złapać za niecałe 20 złotych. Tak więc…


Polecamy


Producent: Neverjam
Wydawca: tinyBulid
Data wydania: 22 września 2022 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 1,2 GB
Cena: 54 PLN
Platformy: Nintendo Switch, PC, PlayStation 5, PlayStation 4, Xbox Series X|S, Xbox One

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *