Life is Strange: Double Exposure
Podwójna ekspozycja… i podwójne rozczarowanie punktem kulminacyjnym.

Life is Strange: Double Exposure to pierwsza główna odsłona cyklu będąca bezpośrednią kontynuacją. Dzieje się kilkanaście lat po zakończeniu pierwszej części i chociaż sama historia może działać samodzielnie, silnie nawiązuje do oryginału. Związki fabularne z uwielbianą przez wielu historią sprawiły, że przed Deck Nine stanęło duże wyzwanie, by sprostać wcześniejszej historii, co… raczej się nie udało. Sama do samego końca miałam duże nadzieje dla najnowszej odsłony serii. Nie nazbyt duże, bo słyszałam już pewne nieprzychylne opinie i wolałam uniknąć nieprzyjemnego rozczarowania; wierzyłam jednak, że Life is Strange: Double Exposure pomimo wszystkich kontrowersji ma coś do zaoferowania. Zaczynało się obiecująco: ciekawie było zobaczyć Max dojrzalszą o kilkanaście lat i obracającą się w zupełnie innym towarzystwie niż jej licealna dziewczyna, nastoletnia buntowniczka Chloe. Zamiast tego, jej najbliżsi to ekstrawertyczna, swobodna i brawurowa Safi oraz spokojny, wręcz flegmatyczny Moses zafascynowany oglądaniem gwiazd. Pierwsza sekwencja sesji fotograficznej w opuszczonym budynku zarazem przywołuje na myśl przeszłość i podkreśla zmianę, jaka zaszła w życiu Max. Niestety dość szybko twórcy zmuszają ją do powtórnego przeżycia koszmaru: znów dotknie ją śmierć jednej z najbliższych osób, i ponownie niezgoda na tą śmierć wpłynie na czasoprzestrzeń. Max zyskuje bowiem zdolność przemieszczania się między dwoma światami: tym, w którym Safi żyje i tym, w którym jest martwa. Ta jedna zmiana niesie za sobą całą lawinę kolejnych, za pomocą których pójdziemy śladem zagadki kryminalnej.

Nowość w Double Exposure: możliwość ubrania Max w głupią bluzkę z kotkiem. Po co? Na co? Nie wiadomo, ale jest.
Na ogół nie jestem fanem sequeli, które powtarzają kluczowe punkty zwrotne oryginału. Tu jednak byłam gotowa wykazać zrozumienie, bo postawienie Max ponownie w tej samej sytuacji mogło pomóc pokazać rozwój postaci czy zobrazować wpływ traumy z pierwszej części. Niestety szybko okazuje się, że nie tylko zawiązanie akcji jest podobne – powtórkę z rozrywki odczujemy także podczas finału i całej „surrealistycznej” sekwencji do niego prowadzącej. Tym bardziej szkoda, bo sytuacja istnienia pomiędzy dwoma równoległymi światami mogła stanowić też wspaniały pretekst do opowiedzenia o żałobie. Tymczasem główna bohaterka odkrywając, że może przenieść się do linii czasowej, w której jej przyjaciółka żyje, woli bawić się w domorosłego detektywa i grzebać ludziom po szafkach, zamiast spędzać z nią czas. To pasowało do jej kilkunastoletniego ja, ale nie do niemal trzydziestoletniej doktorantki (?)… Krótko mówiąc, boli mnie zignorowanie tego, co można wyciągnąć z tej koncepcji na rzecz średnio interesującej historii detektywistycznej.

Smalltalki w trzydziestych latach swojego życia…

Fabuła Double Exposure to pomieszanie wątków przekalkowanych z pierwszej części i intrygi sprzed lat, która nie do końca nas interesuje. Tak, Lucas to nie do końca zakamuflowana paralela dla pana Jeffersona…
Historia jest średnio interesująca, bo praktycznie brakuje momentów, w których moglibyśmy przejąć się nowo poznanymi bohaterami. Postaci jest dość sporo i praktycznie nie ma nikogo, kto towarzyszyłby Max przez większość fabuły, wszyscy tylko pojawiają się i znikają. Tej, która umiera na początku, nie mamy szansy dobrze poznać, bo twórcy nie dają jej screentime’u ani w retrospekcjach, ani w alternatywnym świecie. W poprzednich częściach opcje romantyczne zawsze dobrze wpasowywały się w życie głównego bohatera/ki, natomiast tutaj mam wrażenie, że spotykamy je strasznie rzadko i ciężko się do nich przywiązać. Amanda to lokalna alternatywka z obowiązkowym pakietem zainteresowania sztuką i muzyką, która nagle zaczyna być niesamowicie wspierająca dla Max (wypada to mało wiarygodnie). Ciekawszą opcją jest Vinh, który znalazł się na wysokim stanowisku prestiżowego uniwersytetu pochodząc z niższej klasy – i który jest zaplątany w główną aferę, a swoją lekką osobowością stanowi przeciwwagę dla Max. Jeszcze jednym nieprzemyślanym ruchem ze strony Deck Nine jest oparcie całej intrygi o postać, która we własnej osobie w ogóle się nie pojawia (bo nie żyje), a najważniejsza jest dla innej nieżyjącej postaci. Co z tymi, którzy są wokół nas? Jak wpływa na nich śmierć i jak możemy im pomóc z żałobą? Tego dowiemy się tylko częściowo, bo Max woli biegać po ludziach i robić im przysługi.
No właśnie. Gameplay polegający na przełączaniu się między dwoma światami jest ciekawy, a jeszcze bardziej możliwość puszczenia „impulsu”, by z jednego „podsłuchać” to, co się dzieje w drugim. Niestety przeszkadzało mi, że jesteśmy bardzo prowadzeni za rączkę i nawet, jeśli jakimś cudem nie domyślimy się, co powinniśmy robić, to albo Max powie na głos coś, co ma nam o tym przypomnieć, albo pokażą się cele do odhaczenia w rogu ekranu. Jak na serię, która przynajmniej na początku swojej historii udawała przygodówkę i wymagała odrobiny namysłu, jest to co najmniej rozczarowujące. Jaka jest satysfakcja z rozwiązania zagadki czy przeprowadzenia śledztwa, skoro nie można nawet chwilę pomyśleć samemu? Dodatkowo sprawę pogarsza… wyludniony, opustoszały świat. Zawsze w Life is Strange podobało mi się, że można było naprawdę zżyć się ze społecznością lokalną, porozmawiać ze sporą liczbą drugoplanowych postaci, poeksplorować lokacje, pozachwycać się pięknem. W Double Exposure nie dość, że postaci drugoplanowe istnieją tylko wtedy, kiedy muszą zrobić coś w głównym wątku fabularnym, to bardzo brakuje ciekawych miejsc, w których można by być. Eksploracja jest naprawdę uboga i ma się wrażenie, że poza bieganiem od zaplanowanego punktu A do punktu B nie ma niczego, co pomogłoby choć trochę zwiększyć immersję.
Czymś, co od razu martwiło fanów, było wpasowanie fabuły najnowszej części w obydwa zakończenia oryginału. Moim zdaniem studiu Deck Nine w miarę się to udało, lecz po linii najmniejszego oporu – wymazując większy realny wpływ na życie Max teraz i pozostawiając wszystko w przeszłości. Szczerze mówiąc, zabrakło mi choćby jakiejś małej sceny, małego cameo, które pokazałoby, że decyzja z końca Life is Strange było tego warta. A nie jest też tak, że chcieli pozostawić postać Chloe całkowicie nieistotną – bo w finale wracają wspomnienia. Wcześniej jest jednak dość nieobecna i ciężko zrozumieć, dlaczego nagle staje się znowu ważna.

Pomimo ograniczonych możliwości technicznych konsoli, LiS: Double Exposure ma momenty, w których prezentuje się dobrze, głównie dzięki kolorystyce. Niestety, te momenty bywają w mniejszości.
Pomimo moich narzekań, i tak chętnie śledziłam losy Max, a zwroty akcji realnie mnie zaskoczyły. Szkoda tylko, że wszelki potencjał i rozwój postaci zostały zaprzepaszczone po trzecim epizodzie. Pierwsza połowa historii jest jeszcze w porządku i pozwala nam zapoznawać się z postaciami i zapowiada pogłębienie tego w kolejnych, ale czwarty i piąty są w całości przeznaczone na sensacyjne zakończenie. No cóż… przynajmniej piosenki są dobre, jak zawsze w tej serii. Zwłaszcza autorskie kompozycje Tessy Rose Jackson są tu godne uwagi i dobrze pasują do nielicznych pamiętnych momentów tej części. Nie do końca to samo mogę powiedzieć o oprawie graficznej, która zmierza w stronę realizmu, który na leciwym już Switchu nie broni się dobrze (a przy tym traci pewną magię). Do tego długie i częste czasy ładowania… Nie brakuje jednak chwil z czarującą, zimową aurą.

Max, pomimo upływu czasu, nadal wypowiada się w boleśnie niezręczny sposób. Pozostaje jednak najbardziej pełnokrwistą postacią, bo nowi bohaterowie autentyczni są tylko w niewielkim stopniu.
Life is Strange: Double Exposure niestety, pomimo dobrego nastawienia i nadziei, trafia na moją półkę z trofeum „Rozczarowanie roku”. Zdaję sobie sprawę, że napisałam tę recenzję w sposób skierowany przede wszystkim do fanów pierwszej części, ale nie mogę znaleźć powodu, dla którego osoba niezaznajomiona z nią mogłaby chcieć tą grę przejść, a co dopiero dobrze się w niej bawić. Fanom z kolei proponuję bardzo luźno podejść do swoich oczekiwań…

Producent: Deck Nine Games
Wydawca: Square Enix Europe
Data wydania: 19. listopada 2024
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna
Waga: 15.2 GB
Cena: 259 PLN
Platformy: Nintendo Switch, PC, PlayStation 5, Xbox Series S/X








Najnowsze komentarze