Heave Ho 2

Formuła chwytania nadal się sprawdza! 

Pierwsze Heave Ho już kiedyś recenzowałem. Nawet nie będę sprawdzał, ile czasu minęło, ale ważniejsze jest to, że w pamięci zostało mi, że bardzo dobrze bawiłem się z tą grą z kumplami. Mimo to informacja, że wychodzi dwójka, zaskoczyła mnie, ale w sumie też ucieszyła, bo gra daje dobry pretekst do wesołego spotkania.

W Heave Ho 2 do wyboru mamy dwa tryby gry: kooperację oraz pojedynek. Przy współpracy czeka na nas osiem motywów bazowych, takich jak ośnieżone góry, kuchnia w restauracji czy laboratorium. W każdej z nich znajduje się po dziesięć plansz, które należy zaliczyć ciągiem, aby z jednej strony je zaliczyć, a z drugiej odblokować do powtarzania. Przy pierwszych podejściach do nich, czy to graliśmy w trzy osoby czy w dwie, mniej więcej godzina schodziła nam na motyw. A to głównie obejmowało tylko wykonanie głównych celów, nie zawsze udało nam się zdobyć relikty, więc to już daje dobrą bazę czasu zabawy z grą. Twórcy dodali jeszcze różne wyzwania, które standardowo są związane z czasem czy chwytaniem tajemniczych dłoni plus wiele rzeczy specyficznych tylko dla danego motywu. Poza tym bonusem za wykonywanie tych wyzwań jest zdobywanie nowych skórek dla ręko-głowych oraz rękawic dla nich.

W przypadku trybu „Showdawn” jesteśmy rzucani na randomowe areny i gramy, aż ktoś zdobędzie pięć zwycięstw. W zależności od planszy, która nam się trafi, żeby wygrać, trzeba będzie albo dotrzeć do platformy z metą (najczęściej ruchomą), jako pierwszy chwycić uchwyt lub przetrwać jak najdłużej np. ostrzał małp. Areny może i są proste, ale bardzo zdradliwe. Z drugiej strony też dostajemy wsparcie w postaci broni czy haków z liną, aby nie trzeba było jedynie łapać się różnych powierzchni.

Tryby trybami, ale gdybyście nie wiedzieli jeszcze, co jest sednem rozgrywki, już wyjaśniam. Wybrana przez nas istota ma tylko jedną zdolność, a jest nią łapanie niemal każdej powierzchni i różnych przedmiotów. Za każdą z dwóch rąk odpowiada odpowiednio lewy i prawy przycisk grzbietowy. Dodatkowo na lewym kneflu akcji można używać np. pistoletów, i, co więcej, trzymanie takiego wspomagacza nie przeszkadza też w łapaniu powierzchni daną ręką, ale to działa tylko przy pojedynku. W motywach gdy złapie się na przykład relikt, nie ma opcji chwycenia półki czy innej liny, tu już zostaje tylko współpraca, aby donieść zdobycz do mety. Mechanikę chwytu uzupełnia dość akuratna, ale z zachowaniem pewnego luzu fizyka. Efekt jest taki, że można wyczuć, kiedy puścić rozkręconą platformę, żeby wylecieć w stronę uchwytu, ale nigdy nie ma gwarancji sukcesu. Twórcy, będąc tego w pełni świadomi, wprowadzili pewne ułatwienia. W kooperacji przekłada się to na pojawienie się po 10 minutach porażek opcjonalnych jetpacków, które znacznie ułatwią wykonanie zadania, jak chwycenie makreli, wrzucenie jej na ruszt, opieczenie, a potem przeniesienie na talerz. Z kolei w pojedynkach pojawia się limit czasowy, na wypadek gdyby dotarcie do uchwytu po unoszących się na lawie platformach było za trudne.

W przypadku co-opa istotną kwestią jest też dostosowanie plansz do liczby graczy. W tę nie da się grać samemu, ale jako że podejść do niej może dwoje, troje lub czworo graczy, musiały zostać zastosowane odpowiednie modyfikacje. Wszystko rozbija się o to, że czasem niektóre zadania można wykonać jako niezależna jednostka, ale szczególnie im dalej w motyw, tym bardziej indywidualność jest zabierana i trzeba działać wspólnie, chociażby po to, żeby zrobić z potworków odpowiednio długi łańcuch, żeby pokonać przepaść czy otworzyć półkę, aby druga osoba wyciągnęła z niej ser. Co zabawne, pojawia się nawet opcja zespolenia graczy w jedną istotę z różną liczbą rąk i wtedy „współpraca” wchodzi na zupełnie inny, śmieszny poziom.

Twórcy Heave Ho 2 poszli dalej niż poprzednio z umożliwieniem wspólnej gry. Nadal, można powiedzieć, bazą jest kanapowe granie, ale doszło też sporo innych opcji. Najważniejsze przy nich jest to, że wystarczy jedna kopia gry! W przypadku Nintendo przekłada się to na zabawę na do czterech Switchy w lokalnej grze dzięki gameshare (jest też opcja z GameChatem, a nawet wykorzystanie kamerki do wsadzenia swojej twarzy na ręko-głowego potworka). W przypadku gry online również wystarczy mieć jedną kopię i w umówionym czasie ze znajomymi zostać hostem lub dołączyć do zrobionej sesji. Można też wybrać grę online publiczną z nieznajomymi, jeśli się trafią. Biorąc pod uwagę, że gra kosztuje raptem 40 złotych (a teraz właśnie widzę, niecałe trzy miesiące po premierze, że już jest na promce za 32 PLN), jest to świetny deal.

O oprawie audiowizualnej nie będę się rozpisywał. W przypadku grafiki wystarczy, że sobie wyobrazicie, że to, co jest na obrazkach, jest jeszcze zabawnie animowane. W przypadku muzyki wystarczy, że przypomnicie sobie, jak brzmi memowa wersja fletowego motywu z „Titanica” i już będziecie wiedzieli, czego się spodziewać. Na podsumowanie wystarczy powiedzieć, że siedzi to wszystko idealnie w ogólnej koncepcji gry.

A żeby podsumować Heave Ho 2 jako takie, wystarczy powiedzieć, że jest to pozycja w pełni warta zakupu, zwłaszcza że jedna kopia otwiera opcję gry aż czterem osobom, nawet online! Ba, myślę nawet, że do wspólnej zabaw jest to zakup obowiązkowy! Gra przede wszystkim ma dawać frajdę i poprawiać nastrój, ale dla zaciętych graczy jest tu też sporo wyzwania. Tytuł nada się też dla osób w każdym wieku i myślę nawet, że może być dobrym punktem wejścia dla tych, którzy nie grają w gry. W końcu we współpracy wystarczy używać dwóch przycisków i gałki, choć to zdradzieckie uproszczenie, huehue.


Zakup obowiązkowy!


Serdecznie dziękujemy Devolver Digital
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Le Cartel
Wydawca: Devolver Digital
Data wydania: 16 lipca 2026 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 2,5 GB
Cena: 40 PLN

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *