Spirit Hunter: NG

Dojrzała, urozmaicona gameplayowo VN-ka na Vitę z własnym charakterem pod koniec 2019? Zdawałoby się, że już wszyscy zachodni wydawcy poddali się w kwestii wydania takiego tytułu. Wszyscy? Nie, jeszcze Aksys Games stoi dzielnie na polu bitwy.

Recenzję napisała KotStation

Jak śmianie się ze śmierci Vity przestało być zabawne już jakiś czas temu, tak faktem jest, że brakowało jej naprawdę porządnego, treściwego tytułu. Wydana rok temu pierwsze część Spirit Hunter, czyli Death Mark, zupełnie mi umknęła, więc do NG zasiadłam bez jakichkolwiek oczekiwań. Jakże wielkie było moje zdziwienie, że udało jej się mnie wciągnąć do poziomu zapominania nie tylko o obowiązkach, ale i zasadniczo o wszystkim innym, co mogłabym zrobić ze swoim życiem.

NG opiera się na znanym, ale jednak chwytliwym pomyśle – wykorzystaniu japońskich legend miejskich w celu zbudowania klimatycznej, kryminalnej opowieści grozy otoczonej okultystyczną, wschodnią estetyką. Główny bohater, dość antyspołeczny i niezbyt praworządny nastolatek, zostaje wbrew swojej woli wciągnięty w świat duchów i demonów, a powodem tego jest zaginięcie jego siostry. Wszystko wskazuje na to, że jej zniknięcie wykracza poza ludzkie działania, co szybko potwierdza wciągnięcie chłopaka do udziału w tzw. „grze Kakuyi”. Jej zasady są proste– jeśli nie rozwiąże zagadki zadanej mu przez Kakuyę w odpowiednim czasie, umrze, a jego siostra nigdy nie powróci do świata żywych…

Druga część Spirit Hunter ma budowę epizodyczną, choć jest ona pozorna. Kakuya bowiem zmusza głównego bohatera do niczego innego, jak polowania na duchy, podczas którego przyjdzie nam poznać dzieje ludzi, którym żal nie pozwolił w pełni przejść na drugi świat. Co prawda każda zagadka stanowi odrębny rozdział, ale w miarę poznawania historii poszczególnych widm coraz wyraźniejsze stają się delikatne powiązania między nimi, by pod koniec większość wątków splotła się w całość. Już same epizody poświęcone konkretnym duchom robią naprawdę duże wrażenie. Odkrywane w nich opowieści są w dobrym guście mroczne, czasem całkiem przerażające, a co najważniejsze, swoją grozę w równej mierze opierają na brudzie tego świata, co na zjawiskach nadprzyrodzonych. Przemoc, choć dość wymyślna i odpychająca, pojawia się w odpowiednich momentach, by podkreślić surrealizm koszmaru, jaki się rozgrywa. Z kolei „kryminalno-okultystyczna” strona historii związana z próbą uratowania siostry również trzyma w napięciu niczym najlepszy thriller, nigdy nie gubiąc się w wątkach pobocznych, a finał łączy w sobie surrealistyczny nastrój, strach i napięcie, fundując po drodze niezły zwrot akcji. To historia, którą się połyka, a emanująca z niej groza autentycznie wywołuje niepokój.

Fabuła nie byłaby jednak w połowie tak dobra, gdyby nie naprawdę porządnie rozpisane postaci. I tutaj twórcom należą się naprawdę wielkie brawa za to, jak udało im się uniknąć przesady i kiczu, których groźba wisiała nad nimi z zasadniczo każdej strony. Ciężko napisać o zajmującym się okultyzmem (choćby wbrew swojej woli), mrukliwym, antyspołecznym nastolatku bez rozdrapywania żenujących blizn pozostałych po subkulturze emo. Równie trudno wiarygodnie zamieścić postać naprawdę zakręconej na punkcie demonów licealistki, która, na dodatek, jest idolką, bez zamieniania jej w którąkolwiek z klisz fabularnych typowych dla VN-ek. Tymczasem twórcom udało się stworzyć z tej pary prawdziwe, wielowymiarowe, charakterne i naprawdę sympatyczne postaci, i to bez prób dodania do historii pogłębionej analizy psychologicznej. Kolejną zaletą jest to, że oprócz kadry „młodzieżowej”, wśród bohaterów znajdzie się sporo dorosłych. Mowa o, między innymi, uzależnionym od hazardu dziennikarzu Banie czy umiarkowanie martwiącej się zgodnością swoich metod z prawem policjantce Ooe. Każda z postaci ma swoje wyróżniki, wyraźnie zarysowane cechy, ale nigdy nie zmienia się we własną parodię. Co ciekawe, równie dobre podejście zostało zastosowane w przypadku tworzenia „pierwowzorów” spotykanych demonów – ich historie „za życia” wydają się realne i dogłębnie ludzkie.

Tym, co wyróżnia NG wśród tytułów z tego samego gatunku, jest ilość elementów gameplayowych, co sprawia, że produkcja równie dobrze mogłoby zostać uznana za przygodówkę z zadziwiająco dużą ilością dialogów. Pierwszym rodzajem urozmaiceń są te wpływające na dynamikę dialogów i interakcji z grą w częściach bliższych visual novel, czyli wybór nastawienia na słowa rozmówcy w podawanej odpowiedzi oraz sekwencje wyborów na śmierć i życie pod presją czasu. Co ciekawe, obydwie te mechaniki działają naprawdę dobrze, chociaż odrobinę w to powątpiewałam, pamiętając dość niepotrzebny system reakcji w Tokyo Twilight Ghost Hunters. Tymczasem tutaj przyczyniały się do zwiększonej immersji zarówno pod względem zaangażowania w intrygę (wybory alarmowe nieraz wymagały sporej dozy skupienia i przeanalizowania w błyskawicznym tempie tego, co już wiemy), jak i przywiązania się do bohaterów (wybierałam nastawienia nie z myślą o tym, co byłoby korzystne  w świecie gry, a raczej zgodnie z tym, co rzeczywiście miałam ochotę „odpowiedzieć”, a to wyczyn).

Ważniejszą częścią gameplayu są jednak fragmenty przygodówkowe, w ramach których prowadzimy śledztwa. Pozyskiwanie informacji z nawiedzonych miejsc, wykorzystywanie przedmiotów i badanie porzuconych notatek to wszystko część absolutnego gatunkowego standardu. Natomiast występujące tu i ówdzie zagadki nie należą do specjalnie wymagających, ale dobrze się je rozwiązuje, głównie ze względu na duszną atmosferę, a także na kilka ciekawych zabiegów bawiących się z wewnątrzgrowym czasem i przestrzenią. Na pewno nie odstają jakościowo od elementów czysto VN-kowych, a przy tym urozmaicają rozgrywkę. Szczególnie emocjonujące są sekwencje finałowe, w których przy pomocy zgromadzonych obiektów należy stanąć do nierównej konfrontacji z demonem, mogąc go albo zniszczyć, albo oczyścić, przy czym konsekwencją złego wyboru może być nawet trwała śmierć jednej z postaci. Autorzy się nie patyczkują również w przypadku wydarzeń, na które gracz nie ma wpływu i potrafią bezlitośnie wykorzystać poczucie przywiązania, co jest kolejną zaletą NG. Kolejnym urozmaiceniem jest szukanie kart z dodatkowymi informacjami podczas rozwiązywania krótkich zagadek w trakcie części eksploracyjnej – to również przychodzi bez większych trudności, ale samo w sobie jest interesujące.

Wszystkie, nomen omen, cnoty najnowszej odsłony Spirit Hunter są mocno zwielokrotnione przez rzecz dosyć istotną, czyli oprawę audiowizualną. Chociaż gra nie posiada pełnego voice-actingu, dobrze radzi sobie z kreowaniem atmosfery za pomocą muzyki i efektów dźwiękowych (te pogrążone w dysonansach krzyki demonów będą wybrzmiewały po nocach), na dodatek posiada kilka motywów melodyjnych, które w trakcie rozgrywki zapamiętuje się jako naprawdę charakterystyczne. Pod względem graficznym jest jednocześnie ślicznie i dość wyjątkowo. Na pierwsze odczucie wpływa stylistyka interfejsu, która wyraźnie kojarzy się kolorem i ostrym konturowaniem stosowanym w Personie. Ale już design postaci i lokacji odchodzi od typowo mangowego przedstawienia, przyjmując formę dojrzalszą i bardziej klimatyczną, a już na absolutny szczyt jakości należy wynieść projekty demonów. Eksploatując body horror, twórcy przedstawiają deformację w sposób jednocześnie odrzucający i intrygujący, a przy tym utrzymują spójny koncept.

Nawet nie zdążyłam w tej recenzji ponarzekać, ale też za bardzo nie ma na co. Od biedy można by uznać przygodówkowe elementy za zbyt zachowawcze, a poziom trudności za zbyt niski, ale nie zmienia to faktu, że Spirit Hunter: NG jest jedną z lepszych dostępnych obecnie VN-ek. Jest to co prawda w dużej mierze historia „na raz” (zajmuje ok. 20h) o bardziej rozrywkowym charakterze, ale wyróżnia się świetnie zrealizowanym konceptem, atmosferą i charakterem, a na dodatek jest naprawdę immersyjna.


Ocena: 9/10


Serdecznie dziękujemy Aksys Games
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Experience
Wydawca: Aksys Games
Data wydania: 10 października 2019 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 452 MB
Cena: 169 PLN

Gra jest również dostępna na Nintendo Switch w cenie 200 PLN.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *